Olympia dla każdego

Jak co roku, tuż przed świętami, w samym środku szalonych zakupów bożonarodzeniowych zdarza się Olympia. Wyczekiwana przez wielbicieli jeździectwa przez cały rok. Olympia to wydarzenie dla całej rodziny, bo jest to wyjątkowy pokaz, na który składają się nie tylko liczne rozgrywki sportowe klasy międzynarodowej: 18 zawodów w skokach, Mistrzostwa Świata FEI w dresażu, ale też całe mnóstwo rozrywki. W tym roku wzruszeń dostarczył pokaz „War Horse”, fragment produkcji teatralnej wystawianej w londyńskim West Endzie, opartej na słynnej powieści Micheala Morpurgo, adrenaliny zaś – ukraińscy Kozacy, a szyku i elegancji zadała Narodowa Kawaleria angielska.

Tekst: Elżbieta Augustyniak
Foto: Olympia, The London International Horse Show/Kit Houghton, Elżbieta Augustyniak

Na początek tanecznie…

…czyli dresaż. Dwa pierwsze dni Olympii to zawody w ujeżdżeniu: Grand Prix klasy D1 i Mistrzostwa Świata FEI w stylu wolnym do akompaniamentu muzycznego. Podziwiać można nie tylko techniczne aspekty przejazdów czy uroki koni, lecz również dobór choreografii i samych podkładów muzycznych.

Adelinde Cornelissen i elegancki Jerich Parzival „wytańczyli” sobie zwycięstwo w Mistrzostwach w stylu wolnym wyjątkowym układem do mieszanki muzyki zaczerpniętej ze świata baletu. Brytyjski sędzia Andrew Gardner opisał ten przejazd jako „kompletny obraz”. „Nie było żadnych potyczek; był to niczym taneczny i atletyczny przejazd z genialnymi momentami”.

Laura Bechtolsheimer, która triumfowała w dniu poprzednim (Qualifier FEI Grand Prix) stanęła przed nie lada wyzwaniem: Mistral Hojris bowiem jest lepiej przystosowany do sezonów letnich, kiedy to zawody rozgrywane są na zewnątrz, co potwierdził, płosząc się w pewnym momencie. Mimo to, Laura uzyskała wynik o tylko 3% niższy od wyniku Adelinde i uplasowała się na drugiej pozycji. „Nie było łatwo” – przyznała Laura, trzykrotna srebrna medalistka. „On się po prostu nie nadaje do sezonu halowego. Wykonał kawał dobrej roboty i jest tak wytrwały, że pomimo kilku pomyłek jest w stanie uzyskać wysokie noty”.

Światowy czempion Edward Gal zajął trzecie miejsce na klaczy Sisther de Jeu. Amerykanka Catherine Haddad, która bardzo wpasowała się w gusta publiczności, ukończyła zawody na czwartej pozycji ze swoim kasztanem Winyamaro.

Nie obejdzie się bez skoków

Skoki zawsze przyciągają liczną widownię i to w różnym wieku. Emocje, jakich dostarczają, są bowiem wyjątkowe. Olympia oferuje ogromny wybór rozgrywek w skokach, a do tego na najwyższym poziomie i ze światowej klasy uczestnikami. Nie dziwią więc żywe reakcje publiczności na triumfy i potknięcia zawodników. Chojnie ich nagradzają, wspierają i motywują.

Tegoroczna Olympia zdominowana była przez zawodników brytyjskich. Jednak wieńczące Olympię zawody przyniosły triumf Francuzki w konkursie Kingsland Olympia Grand Prix. Penelope Leprevost zachwyciła zapełnione trybuny pięknym przejazdem na Myss Valette, ustanawiając niepokonany rekord w dogrywce. Inny Francuz, 29-letni debiutant w Olympii Simon Delestre ukończył konkurs na drugiej pozycji z czasem o zaledwie kilka sekund słabszym. „Moja klacz jest bardzo szybka” – powiedziała Penelope, która sprawiała wrażenie niewzruszonej, obserwując pozostałych dziewięciu współzawodników w czasie dogrywki. „Byłam przekonana, że pojechałam w dostatecznie krótkim czasie”. W zasadzie cały ten konkurs opanowali przedstawiciele kontynentu: Szwed Malin Baryard-Johnsson zajął trzecią pozycję, 7 a Holender Eric van der Vleuten – czwartą. Tim Stockdale podtrzymał brytyjskie honory na miejscu piątym na grzbiecie King George V. Podobnie też H&M Leading Rider Trophy (Trofeum dla Wiodącego Jeźdźca ufundowane przez H&M) w ostatniej niemal minucie sprzątnięte zostało sprzed brytyjskich nosów przez Holendra Marca Houtzagera, który tym samym pokonał dwoma punktami faworytkę tłumów Laurę Renwick!

Piątkowy wieczór nie zaliczył się do relaksujących dla widzów Olympii. Temperaturę podniósł Ben Maher i jego koń Noctambule Courcelle, którzy jako jedyna para pokonali mur o wysokości 2,21 m w piątej i ostatniej rundzie Alltech Christmas Puissance. Nagroda w tym wyjątkowo wysokiej klasy konkursie wyniosła 17 500 euro. Emocje publiczności nieustannie rosły wraz z murem i tylko trojgiem zawodników w ostatniej rundzie dogrywki. „Minęło kilka lat odkąd ostatnio wziąłem udział w konkursie na potęgę skoku i nie mogłem uwierzyć, że oto znowu tam byłem. To naprawdę stresujący konkurs!” – opowiadał Ben. „Wierzyłem jednak w możliwości konia, a on mi ufał”.

Druga pozycja przypadła ex aequo Michaelowi Whitakerowi na eleganckim kasztanie Cyber-Space ll oraz Tinie Fletcher na grzbiecie Promised Land. Tina Fletcher była dumna ze swojej drugiej pozycji, lecz również podeszła do tego nieco filozoficznie. „Problem polegał na tym, że mój koń tak się nakręcił, że aż się zagotował.

Mimo to czerpałam ogromną frajdę z odczuwanej presji. Czuło się, że był to naprawdę dobry konkurs na potęgę skoku; atmosfera była fantastyczna”. Belg Rik Hemeryck na Bono VH Lindehof, Ellen Whitaker na siwej klaczy Ladina B oraz Guy Williams na Richi Rich lll dotrwali do trzeciej rundy i wysokości 2,03 metrów. Mimo to Ellen Whitaker również miała powody do świętowania: wygrała bowiem tego dnia inny konkurs: Mistletoe stakes, czyli konkurs szybkości i zręczności na Royal Rose.

Michael (Whitaker) natomiast był pierwszym Brytyjczykiem od pięciu lat, który wygrał we wspaniałym stylu 100 000 euro w Światowych Mistrzostwach w Skokach przez Przeszkody FEI Rolex. „Nie był to mój najlepszy rok, więc przygotowywałem się do tego konkursu wyjątkowo starannie. Fantastycznie, że się udało. To bardzo satysfakcjonujące uczucie”.

W konkursie Renault Christmas Masters uczestniczyła tylko jedna kobieta – Laura Renwick. To ona właśnie pokazała chłopakom, jak się zwycięża w piątej i ostatniej rundzie na grzbiecie Oz de Breve. „To koń wyjątkowej klasy” – wypowiedziała się o swoim ośmioletnim kasztanie. „…Ten koń niczym nie przypomina żadnego z tych, na których miałam okazję jeździć. Myślę, że wygrałam dzięki mojemu zakrętowi do double bara. Było to trochę ryzykowne, ale przecież na drugiej pozycji nic się nie wygrywa!”.

Od emocji trzeba odpocząć

I temu właśnie służą liczne dodatkowe atrakcje Olympii. Wśród nich są konkursy zręczności psów rozgrywane dla małych, średnich i dużych czworonogów. Czwartek był dniem średnich psów, piątek – małych ras, w sobotę prezentowały się duże okazy, a niedziela była dniem początkujących w zawodach. Warto zaznaczyć, że każdy z konkurujących psów wraz z jego trenerem musieli wywalczyć sobie prawo do udziału w rozgrywkach na Olympii poprzez konkursy rozgrywane w ciągu roku, w różnych częściach kraju. Dla uczestników zakwalifikowanie się do Agility Stakes Final na Olympii to najlepszy prezent bożonarodzeniowy, jaki mogliby sobie wymyślić, choć oczywiście jest jeszcze ogromne pragnienie zabrania do domu kryształowego pucharu z wygrawerowanym na nim swoim imieniem. Sędziowanie zręcznościowych konkursów na Olympii to jedno z najbardziej prestiżowych zadań sędziowskich. Dlatego też tylko najbardziej doświadczeni i szanowani sędziowie zapraszani są na Olympię. Dla publiczności zaś to urocza rozrywka, zwłaszcza że koniarze to przecież w znacznej mierze również wielbiciele psów.

Na liście tegorocznych „niespodzianek” znalazły się pokazy ukraińskich Kozaków, które wzbudziły ogromne zainteresowanie i podziw widowni. Kozacy znani są jako „bohaterowie historii Ukrainy”, zachowali swoje niezwykłe umiejętności jeździeckie i utworzyli grupę, która prezentuje się na pokazach na całym świecie. Początki Kozaków sięgają końca XV w., kiedy to stanowili oni szeregi armii na rzadko zamieszkiwanych terenach doliny Dniepru. Znamy ich doskonale z historii naszego kraju, bo przecież niejeden z polskich królów usiłował „okiełznać” kłopotliwych i hardych sąsiadów. Dziś Kozacy zachwycają i wstrzymują oddechy widzów swoimi niezwykłymi akrobacjami, wśród których jest Młynek – ruch, w trakcie którego jeździec trzymając jedynie wodze, najpierw zeskakuje z galopującego konia na ziemię, by za chwilę odbić się od podłoża i wylądować na jego grzbiecie twarzą do zadu. Te akrobacje powtarzają się oczywiście cyklicznie. Skrzydła to kolejna figura, gdzie jeździec w trakcie pełnego galopu zsuwa się, wisząc jedną nogą w strzemieniu pod końskim brzuchem i przyjmuje pozycję przypominającą ptasie skrzydła, stąd nazwa. Ruch ten wywodzi się z kozackich wojennych sztuczek i powstał po to, by zwieść wroga, który odnosił wrażenie, że galopujący po polu bitwy koń jest bez jeźdźca. Niezmiernie niebezpieczną akrobacją jest Przeskok, kiedy to w pełnym galopie jeździec zawisa wzdłuż ciała galopującego rumaka, leżąc niejako płasko i równolegle do konia, by za chwilę wykonać gwałtowny obrót i wylądować na końskim zadzie. Kozacy nie komentują tego ruchu i absolutna cisza wiąże się właśnie ze stopniem trudności tej akrobacji. Nie zabrakło oczywiście jazdy w galopie na stojąco oraz słynnej Odwróconej piramidy, w której to dwoje jeźdźców podtrzymuje na barkach trzeciego odwróconego do góry nogami. I wszystko oczywiście w pełnym galopie.

Kozacy zarażają potencjałem energii, podnoszą ciśnienie i zachwycają niesamowitą, wypracowaną przez wieki zręcznością wywodzącą się z autentycznych sztuk walki oraz kolorowymi strojami. Nagrodzeni zostali owacją na stojąco.

Elegancja i wdzięk to synonimy Kawalerii Narodowej, która zaprezentowała piękny pokaz do muzyki. W pokazach udział bierze 35 żołnierzy i 28 koni. Kawaleria podróżuje z pokazami po kraju oraz przynajmniej raz w roku również za granicę. Początki muzycznego pokazu sięgają 1882 r., kiedy to kawalerzyści zaprezentowali się po raz pierwszy w czasie Królewskiego Turnieju. Format pokazu opiera się na serii kawaleryjskich drylów ułożonych do muzyki i w zasadzie nie uległ zmianom przez lata swojego istnienia. Jeźdźcy zbierają się w marcu, by spędzić trzy miesiące na intensywnych przygotowaniach do sezonu pokazowego, którego początek przypada w maju. Zarówno jeźdźcy, jak i konie wybierane są spośród The Life Guards oraz The Blues and Royals Squadrons of The Houshold Cavalry Mounted Regiment. Żołnierzy dobiera się na podstawie umiejętności jeździeckich, konie zaś zależnie od temperamentu i umiejętności sportowych. Nie dziwi więc, jeśli jeżdżący od zaledwie kilku miesięcy żołnierz zostaje wyselekcjonowany do kawalerii pokazowej. W okresie między pokazami żołnierze biorą udział we wszelkich narodowych uroczystościach w Londynie, jak np. urodziny Królowej. Niektórzy z tych jeźdźców zostaną wysłani do Afganistanu w przyszłym roku, bo obok pokazów mają inne funkcje do spełnienia – są przede wszystkim żołnierzami.

Kawalerzyści prezentują różne umiejętności, m.in. kładą konie na komendę. Umiejętność ta wywodzi się z czasów, gdy leżący koń miał ukryć żołnierza przed wrogiem. Przygotowanie konia do tej sztuczki zajmuje cztery miesiące! W czasie pokazu kawalerii przewodzi oficer, za którym podąża koń niosący bębny, najczęściej rasy Shire z wyjątkową prezencją. Do tej roli dobiera się konie srokate lub dereszowate mierzące przynajmniej 1,72 metra o wadze ok. 800 kg. Konie bębniarskie zaczynają swój trening w wieku czterech lat i trwa on zwykle ok. dwóch lat. Przyzwyczaja się je do bębnów stopniowo, a jest do czego, bo ważą one aż 56 kg każdy (są dwa). Grzyw się nie strzyże, podobnie jak i nienaruszone zostają piękne szczotki na pęcinach i ogony, chyba że Królowa zarządzi inaczej.

W czasie tegorocznej Olympii bohaterem pokazu kawalerii był Spartacus, koń wiernie dźwigający bębny od 20 lat. Ten pokaz był jego ostatnim, jako że Spartacus odchodzi na zasłużoną emeryturę. Oddano mu należne honory, co uczyniło całe przedstawienie jeszcze bardziej wzruszającym.

I odrobina teatru

Olympia przoduje nie tylko w klasie rozgrywanych zawodów, lecz również w wyjątkowości przygotowanych dla publiczności atrakcji. Tym razem oprócz energicznych Kozaków i elegancji kawalerii, na scenie Olympii zaprezentował się również „War Horse”.

„War Horse” to teatralna adaptacja bestsellerowej powieści Micheala Morpurgo o tym samym tytule. Aktorzy operują naturalnej wielkości marionetkami-końmi, których ruchy niczym nie różnią się od żywych istot. I to właśnie jest jednym z zadziwiających elementów pokazu, który święci triumfy w londyńskim West Endzie. Akcja rozgrywa się w czasie I wojny światowej, kiedy to Joey, ukochany koń Alberta zostaje sprzedany do kawalerii i wywieziony do Francji. Los rzuca Joey’a pomiędzy walczące strony, by ostatecznie został sam na terenie nienależącym do nikogo, pomiędzy brytyjskimi a niemieckimi siłami. Wzruszająca opowieść o sile więzi pomiędzy koniem a człowiekiem, która nie ustaje w nawet najokrutniejszych okolicznościach.

Dla każdego coś specjalnego

Wyścigi szetlandów to coś dla najmłodszych uczestników. Wyścig z przeszkodami uroczych kuców niosących zdeterminowane dzieci jest nie tylko miły dla oka i zabawny, lecz również staje się inspiracją dla najmłodszych widzów na Olympii. W końcu na widowni są całe rodziny!

Olympia ma coś dla wszystkich i nawet zakupoholicy znajdą tam raj dla siebie, bowiem słynne „miasteczko straganów” to świetna okazja do zaopatrzenia się we wszelkie jeździeckie akcesoria. Choć nie tylko jeździeckie! Są też artykuły dla psów i ich właścicieli oraz całe mnóstwo innych zakupowych pokus.

Olympię należy umieścić w przewodnikach po Londynie i wszelkich książkach prawiących o atrakcjach tego miasta. Warto zaplanować pobyt przed świętami Bożego Narodzenia. Zwłaszcza jeśli konie i jeździectwo to pasja odwiedzających.

Shopping Cart
Przewiń do góry