Tor Służewiec. Słaba płeć? Co to to nie!

Nieustraszone, pewne siebie i ambitne. Dwie wspaniałe kobiety. Joanna Pawlak to WKKW-istka, uczestniczka igrzysk olimpijskich Tokio 2020. Joanna Wyrzyk to dżokej, pierwsza w historii kobieta, która wygrała jeden z najbardziej prestiżowych wyścigów – gonitwę Derby w Polsce – oraz zwyciężczyni cyklu Women Power Series 2021. W rozmowie z Annamarią Sobierajską z Toru Wyścigów Konnych Służewiec opowiadają, skąd biorą siłę, by sięgać po największe sukcesy.

 

Poznałyście się na CAVALIADZIE i z pewnością rozmawiałyście o sportach, które uprawiacie na co dzień. Czy według Was jest coś, co łączy te dwa światy – wyścigi i WKKW?

Joanna Wyrzyk: Na pewno konie (śmiech).

Joanna Pawlak: Jest dużo wspólnych cech. My, WKKW-iści, uprawiamy trzy dyscypliny, w tym kros, który najbardziej łączy się z wyścigami.

Jaki był dla Ciebie rok 2021?

Joanna Pawlak: Był on pełen przygotowań olimpijskich. Pierwsze pół roku było naprawdę intensywne i wiele się działo. Mieliśmy kilka startów kontrolnych, po których miała być powołana kadra, która wyjedzie do Tokio. Od początku tego sezonu próbowaliśmy swoich sił i na koniec udało zrealizować się to, o czym marzy wielu sportowców – start na igrzyskach olimpijskich. Teraz jest czas odpoczynku i planowania, co dalej.

Jesteś nazywana „Olimpijką Tokio 2020”. Już zawsze będziesz identyfikowana z tym tytułem. Czy zmieniło to coś w Twoim życiu?

Joanna Pawlak: Dla mnie to ogromne wyróżnienie. Razem z Gosią Cybulską byłyśmy pierwszymi kobietami w historii polskiego WKKW, które wystartowały na igrzyskach. To zaszczyt, że to my pojechałyśmy, że to nam się udało. Pozostał lekki niedosyt, bo miałyśmy sporo pecha. Jednak sama impreza była niesamowitym przeżyciem.

To jest coś co zasługuje na ogromne uznanie. Teraz kolej na Joasię Wyrzyk. Jaki dla Ciebie był rok 2021?

Joanna Wyrzyk: To był bardzo dobry rok, bo udało mi się zwyciężyć w Derby. Jednocześnie był bardzo ciężki. Początek tamtego sezonu to był czas, kiedy zastanawiałam się, czy wyścigi są na pewno dla mnie. Jednak wygrana w Derby mnie uskrzydliła i dodała pewności siebie. To był mój najlepszy sezon pod kątem sportowym. Myślę, że przez długi czas mogę nie powtórzyć takiego sukcesu.

W sporcie igrzyska olimpijskie to wartość sama w sobie. Co w świecie wyścigowym oznaczają Derby? Czy można je nazwać „wyścigowymi igrzyskami”?

Joanna Wyrzyk: Trochę tak, ale nie wiem, czy można to porównać. To jest wyścig, o którym marzy każdy dżokej, bo zwycięstwo wiąże się z ogromnym prestiżem. Gdy wygrywasz Derby, to pokazujesz, że jesteś kimś w świecie wyścigów.

Asia Wyrzyk opowiedziała o tym, co przydarza się coraz częściej sportowcom: chwile zwątpienia. Czy masz tak samo?

Joanna Pawlak: Startuje w zawodach już od 21 lat i przez całą moją karierę napotykałam wiele przeciwności. Dlatego, że lubię konie i jeździectwo sprawia mi przyjemność, to nie poddałam się. Czasami było bardzo ciężko. W tych chwilach bardzo mocno wspierała mnie rodzina. Jednak nawet jeśli jest źle, to cieszy mnie spędzanie czasu z końmi. Ciężka praca procentuje i znowu przychodzą wspaniałe chwile, które wynagradzają gorsze momenty.

Asia Pawlak wspomniała o wsparciu najbliższych. A jak to jest u Ciebie? Spora część Twojej rodziny jest zaangażowana w wyścigi.

Joanna Wyrzyk: Wsparcie jest bardzo ważne. Ja niestety jestem obciążona nazwiskiem „Wyrzyk”, które jest specyficznie kojarzone na wyścigach (śmiech). Spotykałam się z niemiłymi sytuacjami, ale myślę, że w takich właśnie momentach ważna jest świadomość, że ma się wsparcie tych osób, które zawsze trzymają za nas kciuki i nam kibicują. Ludzi się nie zmieni. Zawsze trafi się ktoś, kto będzie chciał nam rzucić kłody pod nogi. Myślę, że to nie dotyczy tylko wyścigów czy WKKW, ale każdej dyscypliny sportowej. Ważne jest, aby znieść psychicznie tę presję. Jeśli ułożysz sobie wszystko w głowie, to resztę też możesz wytrenować.

Wy na pewno sobie to wytrenowałyście, bo obie te dyscypliny wymagają wytrzymałości, odwagi i czego jeszcze?

Joanna Pawlak: Przede wszystkim jest to systematyczna i ciężka praca. To nie jest tak, że dzisiaj uznam, że mi się nie chce i nie pojadę do stajni. Jeżeli chce się być coraz lepszym i zaistnieć, to też nie można mieć jednego, dwóch koni, tylko trzeba ich mieć kilka. Jest sporo czynników, ale głównie są nimi cierpliwość i chęć dążenia do celu… Czytaj więcej w kwietniowym numerze „Koni i Rumaków”

Shopping Cart
Przewiń do góry