Spokój daje mi siłę

Urodziła się bez podudzia prawej nogi. Porusza się przy pomocy protezy, a od lat jest aktywna – tańczy, jeździ konno. O odwadze, życiu i motywacji z Patrycją Plewka rozmawia Katarzyna Janków-Mazurkiewicz.

Czym jest dla Pani odwaga?

To najwyższa wartość, bez której nie można być konsekwentnym w trwaniu przy innych wartościach. Odwaga pozwala mi nieustannie doświadczać w życiu, bo pozwala przyjąć, że nie istnieje chęć poprawy jakości swojego życia bez strachu przed porażką, nie istnieje pragnienie miłości bez strachu przed odrzuceniem. Odwaga jest dla mnie nieodzownie związana z wrażliwością. To chęć ukazania prawdy, autentycznych emocji. Odwagą jest pokazanie mojej wrażliwości, by inni mogli w niej zobaczyć swoją.

Pani w dzieciństwie była odważna?

Tak, lecz na pewno nie w taki sposób, w jaki rozumiem odwagę teraz.

Jak na Pani niepełnosprawność reagowali rówieśnicy?

Inaczej na każdym z etapów mojej akceptacji tego, że poruszam się przy pomocy protezy. Miałam w sobie od dziecka ciekawość – do ludzi, świata. To pozwalało mi wchodzić w relacje społeczne z łatwością. Różnie bywało z akceptacją samej fizyczności. Jednak im bardziej ja byłam z tym zgodzona, tym więcej było tych, którzy wykazują troskę bez nadopiekuńczości, cierpliwość i zwyczajność w relacji.

Dziś pomaga Pani innym oswoić lęk i stres. Pomaga tym, którzy mają za sobą traumatyczne wydarzenia. To budzi podziw. Czy był ktoś, kto Panią do tego przekonał?

Uznaję to za coś normalnego. Jeśli wiem, jak pomóc sobie, to jestem bardziej skuteczna w pomocy innym. Każde kolejne doświadczenia zawodowe, ludzie, których spotkałam, nauczyciele i osobista droga mojego rozwoju przekonywały mnie do tego, by zostać psychotraumatologiem.

Dziś też jest Pani znana z tego, że grała w piłkę nożną. Choć wcale nie była Pani fanką tego sportu. To dopiero musiało budzić zdziwienie…

Ampfutbol był ważnym elementem mojej osobistej terapii. Myślę, że w tamtym czasie sama byłam zdziwiona tym, co się dzieje. Teraz z perspektywy znacznie lepiej to rozumiem.

A co daje Pani taniec?

To jedna ze wspaniałych form kontaktu z ciałem. Taniec pokazuje mi, gdzie są w moim ciele napięcia, blokady i jednocześnie to właśnie w tańcu one potrafią zniknąć. Podobnie w jodze czy jeździe konnej, którą regularnie uprawiam.

Ma Pani w sobie ogromną siłę. Skąd się ona u Pani bierze?

Ze spokoju. Im bardziej jestem spokojna, tym silniejsza. Dbam o to. To jak codzienna higiena. Psychologiczne BHP. Z postrzegania siebie jako całości w rozumieniu ciała, psychiki, ducha i umysłu. Nie rozdzielam tego. Dlatego w gabinecie istotne dla mnie jest zajęcie się każdym z tych aspektów. Poza pracą terapeutyczną pacjenci mogą korzystać z masaży, ćwiczeń jogi, które nie narzucają żadnej ideologii. Każdy ma swoją. Ważne są tam aspekty kontaktu z ciałem, które uruchamia myśli, emocje.

Zainteresowanie końmi i obcowanie z tymi zwierzętami daje mi przestrzeń do rozwoju mojej wewnętrznej mocy. Stały się też one formą działań związanych z pracą warsztatową, gdzie odnajduję wspólny obszar w pracy z doświadczeniem silnego stresu. Już samo obcowanie z końmi doskonale pokazuje, jak ważne są trzy filary zdrowia psychicznego: świadomość emocji, jakie przeżywam, umiejętność zarządzania tymi emocjami i umiejętność proszenia o pomoc, gdy jest źle.

Kiedy dzięki Pani ktoś mówi, że stał się silniejszy, to dodaje Pani skrzydeł?

Nie, bo w procesie terapii nie chodzi o mnie, ale o dobro pacjentów, którzy obdarzają mnie ogromnym zaufaniem. To jest dla mnie zbyt cenne, by dowartościowywać się w ten sposób. Nie muszę tego robić. Natomiast wzruszenie odczuwam, gdy ktoś ma pełną świadomość tego, że sam tę siłę w sobie odnalazł poprzez pracę, jaką wykonał w procesie terapii. Na tym dla mnie polega rzetelna praca terapeuty.

Wyobraża sobie Pani dzień, w którym los jednak nie obdarzył Pani niepełnosprawnością?

Bez tej niepełnosprawności nie byłoby mnie w tym miejscu, nie osiągnęłabym tego, co mam. To mój zasób.

Osiadła Pani w Olsztynie. To tu jest Pani miejsce na ziemi?

Do Olsztyna wróciłam dwa lata temu. Przez 14 lat mieszkałam w Warszawie. W Olsztynie urodziłam się, tu mam rodzinę. Gdy tylko okoliczność spotkała możliwość i nadarzyła się okazja do powrotu, zrobiłam to… Czytaj więcej w październikowym numerze „Koni i Rumaków”