Słoneczny problem

Tekst: Anna Sałek

Foto: Paulina Dudzik-Deko

Kolejne tygodnie zapowiadają się upalnie. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie niosą dla nas i dla naszych koni wysokie temperatury. Bilansujemy odpowiednio dietę, sięgamy po specjalne suplementy, w tym także elektrolity. Staramy się użytkować konie w taki sposób, by nie schodziły z treningu, ledwo powłócząc nogami i zlane potem. Na pastwiska wypuszczamy je w chłodniejszych godzinach. Wszystko po to, żeby jakoś przetrwać i cieszyć się latem, ile i jak tylko się da. Musimy jednak pamiętać, że nie tylko działanie wysokiej temperatury stanowi zagrożenie w tym okresie.

Promienie słoneczne mogą wywołać poważne skutki zdrowotne. Każdy chociaż raz w swoim życiu widział, jak wygląda skóra człowieka, który nieco za mocno się opalił i doszło do oparzenia. W przypadku koni jest podobnie. Ogólnie oparzenia powstają na skutek działania gorąca (kontakt z gorącymi płynami, przedmiotami lub ogniem), środków chemicznych, tarcia (otarcia) i słońca. W wielu przypadkach zaraz po zadziałaniu czynnika uszkadzającego niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć o skali uszkodzenia skóry i okolicznych tkanek. Rzeczywisty rozmiar zmian widać dopiero po kilku dniach. Promieniowanie słoneczne jest szczególnie niebezpieczne dla koni, u których brak pigmentu w skórze, zwłaszcza na głowie (okolice uszu, pyska – białe odmiany) i kończynach. Z tego samego powodu na szczególną opiekę w słoneczne dni zasługują konie srokate, siwe i tarantowate. Właściciel konia od razu zauważy uszkodzenie naskórka (wyłysienia, łuski martwej skóry), obrzęk, wysięk surowiczy, zmiana zabarwienia jasnej skóry, zaczerwienienie, często też tkliwość i bolesność uszkodzonego miejsca. W skrajnych przypadkach dochodzi do głębokich zmian i wtórnych zakażeń bakteryjnych. W uszkodzonych miejscach skóra staje się delikatniejsza, a po kilku dniach dochodzi do złuszczenia obumarłych tkanek. Jeśli zbagatelizujemy problem, może dojść do powikłań, które są szczególnie niebezpieczne u koni starszych, źrebiąt, ale i u osobników słabszych, wyniszczonych w trakcie leczenia itp. Zaraz po zauważeniu oparzenia powinniśmy zastosować okłady z lodu/ coldpacków, co zapobiega rozwojowi obrzęku i łagodzi ból. Jeśli zauważymy rany, niezwłocznie należy ją przepłukać płynem fizjologicznym lub roztworem poliwidonianu jodu. Warto zabezpieczyć ranę suchym, przewiewnym opatrunkiem, który ochroni przed zabrudzeniem, kurzem i podrażnieniem rany, a także inwazją owadów, których latem nie brakuje. W przypadku rozległych oparzeń słonecznych niezwłoczna jest wizyta lekarza weterynarii, który może zaordynować dodatkowe leczenie.

Ze zjawiskiem oparzeń słonecznych wiąże się nierozerwalnie nadwrażliwość na światło (fotosensybilizacja), która z kolei może dawać photodermatitis (zapalenie skóry po zadziałaniu światła). Żeby doszło do tego rodzaju nadwrażliwości na światło, muszą pojawić się trzy czynniki:

  1. obecność substancji fotodynamicznej w skórze,
  2. oddziaływanie światła ultrafioletowego,
  3. jego absorpcja w skórze, ułatwiana przez brak barwnika i okrywy włosowej.

Musimy zdawać sobie sprawę, że tzw. świetlne zapalenie skóry nie jest zwykłym oparzeniem słonecznym. U koni występują 3 rodzaje tego zjawiska:

  • Pierwotna fotosensybilizacja, związana z gromadzeniem w skórze czynnika fotodynamicznego pobieranego z pokarmem, podanego na drodze wstrzyknięcia lub przez kontakt ze skórą. Czynnik ten może dostawać się do organizmu w postaci gotowej lub powstaje w czasie procesów metabolicznych. Tu nie sposób nie wspomnieć o najczęstszych roślinach, które niestety często znajdziemy na końskich pastwiskach: starzec jakubek, gryka tatarka, dziurawiec zwyczajny, jaskier, trybula leśna;
  • Fotosensybilizacja hepatogenna najczęściej dotyka koni, których wątroba nie działa prawidłowo i nie jest w stanie zneutralizować niebezpiecznej krążącej filoerytryny. Filoerytryna to produkt rozpadu chlorofilu (barwnik roślin) – dostaje się z krwią do skóry i wywołuje objawy uczulenia na promienie słoneczne.
  • Fotosensybilizacja idiopatyczna, czyli taka, której przyczyna nie jest znana… Czytaj więcej w lipcowo-sierpniowym numerze „Koni i Rumaków”