Przygotowywanie konia do jazdy cz. I

Tekst: Ewelina Mandrykin

Foto: Paulina Dudzik-Deko

 Z pozoru może się wydawać, że proces przygotowywania wierzchowca do treningu czy wyjazdu w teren to sprawa błaha. Często traktujemy to jako codzienną, rutynową konieczność i chcąc dobrze wykorzystać czas, staramy się wykonać czynności mające na celu przygotowanie konia do jazdy jak najszybciej. Czy jest to jednak dobre rozwiązanie? Czy jest szansa na dobry trening, który będzie przyjemny dla konia i dla jeźdźca, jeżeli już na samym początku zaczniemy się spieszyć i wykonywać wszystko pobieżnie, nieuważnie, czasami wręcz bezmyślnie i bez większego zaangażowania?

Na wstępie

Ten artykuł nie jest poradnikiem dla osób, które chcą przy pomocy kilku stron czasopisma dowiedzieć się, jak wyczyścić, osiodłać i okiełznać konia. W zasadzie ten proces można streścić i zapisać w formie notatki, zmieścić wszystko w kilkunastu punktach. Idąc dalej tym tropem, podobnie zresztą jak np. z karmieniem koni – też teoretycznie da się w punktach. Całą teorię jazdy konnej też w sumie można zapisać w kilkudziesięciu punktach. I rzeczywiście, czegoś tam się dowiemy – ale czy w ten sposób jesteśmy w stanie nauczyć się na tyle dużo, aby robić to wszystko świadomie i po prostu dobrze? Czy możemy oczekiwać wspaniałych efektów pracy z końmi, opierając swoją wiedzę wyłącznie na kilku punktach? Moim zdaniem, odpowiedź brzmi: NIE. Pracując z końmi czy sprawując opiekę nad nimi, musimy nauczyć się czytać nie tylko litery połączone w zdania, ale także te przerwy, spacje między nimi. To właśnie jest przestrzeń na nasze doświadczenie, wnioski wyciągane z praktyki, naszą wrażliwość oraz kreatywność. Jazda konna bardzo często jest „punktowana” i sprowadzana wyłącznie do sygnałów, znaków, wyraźnych i czytelnych. One oczywiście są, istnieją, są podstawą pracy z końmi, jednakże tak naprawdę – jak w życiu – bardzo często zdarzają się sytuacje, o których nie przeczytaliśmy, nie usłyszeliśmy, nie dowiedzieliśmy się, jak sobie z czymś podobnym radzić. Zdarzają się one wręcz zbyt często, aby odpowiedzi szukać tylko w punktach. Podczas zajmowania się końmi czasami liczy się sekunda i nasze działanie w danej chwili. Jeżeli chcemy, aby nasz koń mógł się uczyć i rozumieć nas, musimy doskonale kontrolować samych siebie. W sytuacjach krytycznych i trudnych ważny jest właściwie każdy nasz ruch, każda myśl i każda reakcja. To one budują bieg wydarzeń oraz prowokują konia do konkretnych zachowań – albo tych, które my uznamy za złe, albo tych, które uznamy za dobre. Pamiętajmy, że to również jest wyłącznie nasz, ludzki pogląd. Koń reaguje po prostu tak, aby wybrnąć z sytuacji w jak najlepszym stanie… Czytaj więcej w kwietniowym numerze „Koni i Rumaków”