Z końmi nam po drodze

Z członkami zespołu Czerwony Tulipan* rozmawia Inka Wieczeńska.

Ludzie z pasją tworzą świat…

Stefan Brzozowski (SB): Pasje nadają życiu smak. Poświęcamy im całe życie, oddając się emocjonalnie, intelektualnie i całą swoją osobowością. Pisząc piosenki, poświęcamy się słowu. Wyśpiewujemy uczucia nasycone silnymi emocjami, wyrażając nasz stosunek do świata. Nasza wspólna wędrówka ze słowem i muzyką trwa już 26 lat pod nazwą „Czerwony Tulipan”.

Ewa Cichocka (EC): We wszystko, co robię, wkładam serce. Przede wszystkim w śpiew i kontakt z ludźmi. Koncertując po całej Polsce, mamy możliwość poznawania ludzi, którzy mają różne pasje. Spotykając się z żeglarzami czy to koniarzami, możemy patrzeć ich oczyma.

Krystyna Świątecka (KŚ): Dostałam dar od Boga i umiem czuć muzykę. Jestem wrażliwa na dźwięki świata. Pasjonują mnie dźwięki lasu, zwierząt i ludzi. Cieszę się, że umiem się wyrażać poprzez muzykę.

Andrzej Czamara (AC): Nie tylko muzyka jest moją pasją. Lubię aktywnie spędzać czas. Pochłania mnie sport. Łowię ryby. żegluję, pływam, a w zimie jeżdżę na nartach.

Nie zamykacie się jedynie w muzyce?

SB: Każdy ma swoje światy, które nas fascynują. Mówiąc o pasji do muzyki, to my nadajemy wartość dźwiękom. Mówiąc o pasji do koni, to my nadajemy wartość zwierzęciu, które żyje obok nas. Jesteśmy otwarci. Ten osobisty stosunek do rzeczywistości, którą się zajmujemy, obojętnie czy to muzyka, czy konie jest najszczerszy i najprawdziwszy. Żyjemy dla swojego, własnego świata.

Konie mogą być wielką pasją…

SB: Konie są związane z naszą historią, z naszą polską mentalnością. Słynna ułańska fantazja ma uzasadnienie w naszej duchowości. Szarże husarii pod Wiedniem obroniły chrześcijańską Europę. „Łysek z pokładu Idy” wzrusza do dziś. To wszystko nie jest bez znaczenia.

KŚ: Każdy człowiek, który jest wrażliwy na piękno, dostrzeże urodę konia. On ma tak piękne oczy, tak piękne kształty, kolory. Tam się wszystko zgadza: i w ruchu, i jak stoi, i jak patrzy. Jest pięknym stworzeniem.

Czy spostrzeżenia o koniach są poparte Waszymi doświadczeniami? EC: Często gramy w zaprzyjaźnionej stadninie w Olsztynie. Właściciel jest zapalonym koniarzem. Uczestniczymy w kuligach, uroczystościach, ogniskach i poznajemy brać koniarską. Pierwszy raz posadzono mnie na pięknym, rasowym ogierze. Byłam zdumiona, że jest taki wysoki. Miałam wrażenie, jakbym patrzyła z pierwszego piętra. Koń niestety nie zauważył tego faktu, że na niego wsiadłam. Zupełnie nie był zainteresowany jazdą w jakąkolwiek stronę. Chodził sobie, skubał trawkę. Byłam zrozpaczona, że mnie tak potraktował (śmiech).

SB: Z koniem trzeba umieć rozmawiać. Kiedyś, jeszcze za czasów studenckich, był taki zwyczaj, że studenci jeździli na wieś i pomagali w PGR-ach. Były tam również konie. Będąc w polu na wykopkach, jeden z pracowników zapytał nas: „kto chciałby odprowadzić konia do stajni?” Szybko się zgłosiłem. Pamiętam, że był to potężny, dobrze zbudowany koń. Siwy z odrobiną brązu. Nie było żadnego siodła, ale mnie to nie przeszkadzało. Siadłem na oklep. Gość go klepnął. Koń ruszył. Wiezie mnie przez pola. Pięknie, ptaszki śpiewają, wiatr lekko faluje wysoką trawą. Dojeżdżamy do zabudowań, ciągnę wodze, a tu koń nie reaguje. Dalej idzie. Coraz bardziej spinam wodze i siebie. Koń się szarpie. Walczy ze mną. Raptem słyszę za sobą odgłos miejscowego: „prrrrrr, prrrrrr”. Koń stanął. Trzeba znać język konia. On reagował tylko na „wio” i „prrrrrr” (śmiech).

AC: Ja wykazałem się beztroską. Znam to z ust mojego ojca. Jako dziecko wziąłem łopatkę i wiaderko i wszedłem pod konia. Pod baldachimem z końskiego brzucha spokojnie stawiałem sobie babki (śmiech).

KŚ: Któregoś razu brałam udział w „Hubertusie”. Pojechałam wówczas z 3-letnim synem. Wsiedliśmy do bryczki zaprzężonej w dwa piękne, gniade konie. Nagle patrzę, a moje dziecko puchnie w oczach. Okazało się, że jest uczulony na sierść konia. Oczy zniknęły mu w opuchliźnie. To było moje smutne odkrycie. Ogromnie żałowałam, że nigdy nie będzie mógł wsiąść na tak piękne stworzenie, jakim jest koń. Tej gonitwy nigdy nie zapomnę.

SB: Koniarze to wyjątkowe środowisko. To ludzie z pasją, mają własne imprezy, piosenki, rytuały, gonitwy, zawody. Bywamy w wielu stadninach w Polsce i stwierdzam autorytatywnie, że z koniarzami jest nam po drodze. Mają podobną potrzebę radosnego przeżywania świata. Ludzie o podobnej wrażliwości wcześniej czy później muszą się ze sobą spotkać, tak jak człowiek z koniem.

Dziękuję za rozmowę.

Shopping Cart
Przewiń do góry