Rozmowa z Marcinem Szczypiorskim, prezesem PZJ

Jak Pan ocenia zachowanie delegatów? Czy można w przyszłości coś zrobić, aby była większa dyscyplina podczas zjazdu oraz aby na głosowaniach było tylu delegatów co na początku obrad? Przecież gdy doszło do głosowania najważniejszych uchwał, zabrakło 1/4 delegatów, w tym autorów niektórych wniosków.

– Mnie nie wypada oceniać zachowań delegatów, mogę jedynie wyrazić zdziwienie i żal z powodu nie takiego jak myślałem przebiegu Zjazdu. A mówiąc konkretnie, braku wystąpień merytorycznych oraz przedstawienia konkretnych uwag co do działalności Zarządu, którym kieruję, a szerzej rzecz ujmując, uwag – pomysłów odnośnie całego naszego Związku. Dyskusja, o ile w ogóle można nazwać dyskusją to, co wydarzyło się podczas Zjazdu, była „ukierunkowana” na rozgrywanie swoich osobistych spraw, zgłaszanie pretensji, a nie myślenie o całej naszej organizacji i zapewnienie jej lepszej przyszłości. Ubolewam nad tym, bo tego rodzaju zachowania znam już z przeszłości (z poprzednich Zjazdów i poprzednich Zarządów). Łatwiej jest atakować, tak trochę „na oślep”, pod publikę, niż proponować coś konstruktywnego. Nie mam wyrzutów sumienia co do spraw, które zdominowały Zjazd. Postaram się w jakiejś formie zająć stanowisko, jeśli chodzi o wypowiedzi kilku osób, które zdominowały obrady, pokazując fakty, a nie populizm. Mało kto chce zrozumieć, w jakich uwarunkowaniach od lat egzystuje sport jeździecki oraz sektor hodowlany, bez uporządkowania których trudno jest mówić o wynikach w naszym sporcie, zwłaszcza w wydaniu wyczynowym – olimpijskim. Wiedząc doskonale o konieczności czekających nas zmian i niepasującej do obecnej rzeczywistości struktury organizacyjnej Związku, chciałem do tej merytorycznej dyskusji o przyszłości jeździectwa polskiego dać „zaczyn” w wystąpieniu, do którego nie doszło – nie z mojej winy. Co do głosowań – to niepoważnym jest zgłaszanie wniosku, a potem „ewakuowanie się” z sali obrad Zjazdu, zwłaszcza kiedy wnioskodawca domaga się radykalnych zmian! To zwykłe tchórzostwo i brak odpowiedzialności. Ja na początku Zjazdu apelowałem do delegatów o konstruktywną dyskusję i zgłaszanie takich wniosków, które pozwolą nam na stworzenie lepszego prawa związkowego (statutu, przepisów, regulaminów) i zapewnienie rozwoju naszemu sportowi. Na samym początku Zjazdu apelował też do delegatów dr Janusz Okoński, aby pamiętali o wartościach oraz myśleli w kategoriach dobra sportu jeździeckiego. Co z tego wyszło – zobaczyliśmy w trakcie „dyskusji” oraz pod koniec Zjazdu, kiedy przyszedł czas na głosowania! Aby sytuacja się nie powtórzyła, wnioski muszą wyciągnąć Zarządy Wojewódzkich Związków Jeździeckich, które delegują na Zjazd PZJ swoich przedstawicieli. Raz jeszcze powtórzę – oczekiwałem zupełnie czegoś innego! Przecież to w końcu ci sami ludzie wybierali przed dwoma laty, bez przymusu (bo jesteśmy w pełni demokratyczną organizacją) obecny Zarząd PZJ, który pomimo niełatwych czasów stara się kierować polskim jeździectwem na miarę swoich możliwości, kompetencji oraz wielu uwarunkowań, w jakich od lat funkcjonuje polskie jeździectwo i państwowa hodowla koni. Może naszą winą jest brak przepływu informacji o tym, czym się zajmujemy, co próbujemy zmienić i na jakie trudności napotykamy. Postaram się dość szybko ten kanał informacyjny naprawić. Nie może być natomiast sytuacji ciągłego napiętnowania – krytykowania Związku, który w końcu wszyscy tworzymy – to paranoja, gdy słyszę ciągle „ten PZJ” – wszyscy tworzą Związek, tylko nie potrafią się z nim utożsamiać! Jak sięgnę pamięcią nie było Zarządu PZJ, którego „nie wysadzanoby z siodła” w dość krótkim czasie po wyborach. Czy to normalne?!

Czy mógłby Pan przybliżyć Czytelnikom, jakie ogólne zmiany nas czekają w związku z dostosowywaniem Statutu PZJ do nowej ustawy o sporcie?

– Przykro mi, ale na to pytanie nie mogę jeszcze dać konkretnej odpowiedzi, bo dostosowywanie naszego Statutu do wymogów ustawy jest częściowo związane z rozporządzeniami, na które jeszcze oczekujemy z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Na razie wiem o jednym, które za chwilę ujrzy światło dzienne, a mianowicie o rozporządzeniu dotyczącym kształcenia i doskonalenia kadr instruktorsko-trenerskich w sporcie. Na ten ważny dokument mieliśmy znaczący wpływ, jako że należymy do tych nielicznych związków sportowych, które dostrzegają ścisłe powiązanie wyników w sporcie z poziomem kształcenia kadr szkoleniowych. Mogę tu stwierdzić, że nadrabiamy stracony dystans do świata, w kwestii systemu kształcenia kadr dla jeździectwa. Przez źle pojęty „liberalizm” w tym zakresie, straciliśmy mnóstwo czasu i teraz trudno nam przekonać oponentów (głównie w naszym środowisku), że proces kształcenia instruktorów i trenerów (kompetentnych fachowców) jest wyjątkowo długi, a niestety do dziś praktykowane drogi „na skróty” prowadzą do niczego. Od lat powtarzamy – organizowane kursy nie służą do nauki jazdy, a muszą być doskonaleniem posiadanego już wysokiego poziomu umiejętności jeździeckich oraz zdobywaniem wiedzy dodatkowej, o znacznie szerszym wymiarze niż dotychczas. Ważną sprawą, którą mamy za sobą jest podtrzymanie licencjonowania zawodników, szkoleniowców i innych niezbędnych w naszym sporcie fachowców. Ustawa pozostawiła dowolność związkom sportowym w tej materii, ale jednocześnie Ministerstwo Sportu i Turystyki nie wyobraża sobie odstąpienia od wydawania przez związki licencji. Zarząd PZJ na swoim listopadowym posiedzeniu podjął stosowne uchwały w sprawie systemu licencji w naszym sporcie, które w szerszym niż dotychczas zakresie, wkrótce będziemy wdrażali (kontynuowali). Co do struktury przyszłego Zarządu Związku, jego kompetencji i sposobu funkcjonowania, mam dość radykalne pomysły, których prawdopodobnie nie da się szybko wprowadzić, bo ustawa na to nie pozwala. Ale próbować trzeba, bo obecna struktura, jak już wspomniałem, nie pasuje do rzeczywistości, a praca społeczna (pomimo całego szacunku dla osób ją wykonujących), na której opieramy znaczną część naszej działalności nie pasuje do oczekiwań środowiska i jego potrzeb. Musimy też zrewidować zapisy w naszym statucie dotyczące spraw, za które odpowiada Zarząd PZJ. Jak na razie to wszystko, co jest związane ze sportem masowym i wyczynowym jest przypisane nam – czy słusznie? Część odpowiedzialności, ale i pracy muszą na siebie przejąć struktury terenowe, których tak naprawdę nie posiadamy (WZJ-ty są prawnymi, autonomicznymi podmiotami opierającymi swoją działalność w większości na pracy społecznej). Jeździectwo, patrząc na kraje zachodnie, dopiero będzie się w Polsce rozwijało i jest pilna potrzeba stworzenia takiego modelu (lub podobnego), jaki funkcjonuje w innych, silnych jeździecko krajach. Wzorów mamy kilka, a z którego skorzystamy – trzeba się zastanowić. Jedno jest dla mnie pewne – nie można oczekiwać radykalnej pomocy (głównie finansowej) ze strony Ministerstwa Sportu i Turystyki, bo problemy naszego sportu znacznie wykraczają poza ramy tego Resortu. Nam są potrzebni prawdziwi partnerzy w innych resortach, ale także większe niż dotychczas zrozumienie ze strony władz i administracji państwowej – wzory na świecie też są. Moim marzeniem jest sprawa utożsamiania się całego naszego środowiska z narodowymi reprezentacjami – to nie może być problem tylko Zarządu PZJ. Wyniki na największych zawodach światowego formatu to interes i honor nas wszystkich!

Jak widzi Pan dalszą promocję jeździectwa?

 – Temat rzeka i wielkie wyzwanie dla nas wszystkich. Nasze działania w ostatnim czasie skupiały się na zainteresowaniu jeździectwem telewizji państwowej. Mieliśmy przez blisko rok emitowany Magazyn „Galop” na kanale TVP Sport. Niestety, program jest obecnie zawieszony z powodu braku środków na jego przygotowywanie oraz z powodu małej oglądalności. To co widzę i czuję jest dla mnie dziwne. Telewizja państwowa (czyli nasza) powinna wypełniać misję dla swojego społeczeństwa, a tymczasem za tę misję trzeba dość słono płacić, na co nie stać Związku. Ale poważną porażką nas wszystkich jest oglądalność tego „naszego” programu – spadająca z miesiąca na miesiąc. Pomimo próśb o włączanie odbiorników w momencie emisji programu, dane z kolejnych miesięcy były coraz mniej korzystne. Ta spadająca oglądalność odebrała nam argumenty do rozmów z TVP. Tak więc nie mamy jasnej odpowiedzi, czy społeczeństwo (w tym nasze środowisko) interesuje się jeździectwem i jego stałą egzystencją na wizji, czy też nie?! Przyłączyliśmy się jako partner do kwartalnika Polskiego Związku Hodowców Koni – „Hodowca i Jeździec”, co też miało, ma określony wymiar finansowy. Staramy się tą drogą docierać do środowiska, ale mam świadomość, że promocja naszego sportu wymaga innych dróg, a przede wszystkim dotarcia do znacznie szerszych kręgów polskiego społeczeństwa. Bez zatrudnienia fachowców z tej branży sami sobie nie poradzimy. Myślimy o zatrudnieniu profesjonalnej firmy zarówno do promocji, jak i pozyskiwania sponsorów dla naszego sportu. Choć nie jest to czas najlepszy dla sportu z racji kryzysu finansowego. Trzeba wiedzieć, że wiele znacznie silniejszych od nas związków sportowych, legitymujących się medalami olimpijskimi, ma ogromne problemy z dotarciem do sponsorów i mediów! Pomimo tego będziemy próbowali stworzyć „produkt”, którym będziemy próbowali zainteresować korporacje oraz środki masowego przekazu. Zainteresować naszym sportem oraz jego nieprzeciętnymi walorami i możliwościami.

Chciałam jeszcze poprosić o krótkie podsumowanie tych dwóch lat i plany na następne?

– Jeżeli chodzi o podsumowanie naszej działalności sportowej ostatnich dwóch lat, to odsyłam do materiałów zjazdowych, które przygotowały komisje sportowe funkcjonujące przy Zarządzie Związku. Natomiast moja ocena jest zawarta w podsumowaniu, jakie przygotowałem na Walny Zjazd, z racji pełnienia z konieczności (brak ciągle kandydata na to stanowisko) obowiązków szefa szkolenia. Przesyłam ten materiał w załączeniu. Odnośnie planów na przyszłość – mamy w dalszym ciągu nadzieję na kwalifikację polskich jeźdźców do Igrzysk Olimpijskich w Londynie (2012), ale realnie patrząc na sytuacje po tegorocznych MŚ w Lexington, kwalifikacja drużyn wydaje się być niemożliwa. Będziemy się starali o kwalifikacje indywidualne, ale to nie jest łatwe z racji stanowiska, jakie zajmuje Ministerstwo Sportu i Turystyki. Przygotowaniami do IO Londyn 2012 są formalnie objęci (z pełną pomocą finansową ze środków budżetowych) tylko ci zawodnicy, którzy zdobyli medale na ostatnich Igrzyskach (2008) oraz medaliści MŚ Seniorów 2009 – 2010! Ostatnio jest mowa o pomocy finansowej dla zawodników, którzy uplasowali się na miejscach punktowanych (do 8) podczas ww. imprez. Tak więc nasze szanse pozyskania środków na przygotowania olimpijskie są znikome. Niemniej jednak będziemy realizowali program przygotowań dla kilku wybranych zawodników w trzech dyscyplinach, pod szyldem przygotowań do Mistrzostw Europy 2011. Musimy natomiast zmienić naszą dotychczasową politykę przygotowywania i startów drużyn – zawodników indywidualnych w ME – MŚ, w niższych kategoriach wiekowych dyscyplin olimpijskich oraz we wszystkich dyscyplinach nieolimpijskich. Te ostatnie są w bardzo trudnej sytuacji, bo zgodnie z dyrektywami resortu sportu mamy bardzo ograniczone możliwości pomocy ze środków budżetowych. A z dochodów własnych z pewnością nie mamy szans na spełnienie oczekiwań środowisk poszczególnych dyscyplin. Pilnie, wspólnie z przedstawicielami tych dyscyplin musimy poszukiwać innych źródeł finansowania. Paradoksem wydaje się sytuacja, kiedy aktualny Wicemistrz Świata w Powożeniu (Bartłomiej Kwiatek) nie ma możliwości kontynuowania swojej sportowej kariery! Nasza dotychczasowa polityka dzielenia skromnych, jak na potrzeby naszego sportu, państwowych środków, polegająca na „dawaniu każdemu po trochu”, nie może być kontynuowana. Z racji ogromnych kosztów uprawiania jeździectwa na poziomie wyczynowym, takie zasady nigdy nie przyniosą oczekiwanych efektów, a skutkują ciągłymi pretensjami pod adresem Związku. Czas na zmiany i poszukiwanie innych rozwiązań, do czego jest potrzebne zrozumienie sytuacji, a nie postawy roszczeniowe! Co do działań Związku na innych polach, jak już powiedziałem powyżej, skupiliśmy się na porządkowaniu systemu kształcenia i jakości szkolenia – głównie tego podstawowego, czemu służą między innymi odznaki jeździeckie (łącznie z nową – „Jeżdżę konno”). Działań, jakich podejmujemy jest wiele, ale nie czas i miejsce w tym wywiadzie na ich szczegółowe przedstawianie. Służę swoją osobą do kolejnego wywiadu na sprecyzowane tematy, jak również zachęcam do przeprowadzenia wywiadów z pozostałymi członkami Zarządu PZJ oraz Sekretarzem Generalnym PZJ, który mógłby przedstawić nasze plany na najbliższą przyszłość związane z informatyzacją, bez której nie da się dziś funkcjonować. Dziękuję za wysłuchanie, a korzystając okazji, wszystkim miłośnikom koni i jeździectwa życzę pogodnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku 2011.

Dziękuję za rozmowę w imieniu swoim oraz Czytelników. Oby Nowy Rok był dla nas lepszy niż ten, który mija.

Shopping Cart
Przewiń do góry