Na wariackich papierach

27 listopada br. w Warszawie w Centrum Olimpijskim odbył się Walny Zjazd Sprawozdawczy Polskiego Związku Jeździeckiego. Od wybrania nowych władz minęły dwa lata i zjazd miał być podsumowaniem dokonań w połowie kadencji. Stawiło się na nim 79 delegatów z okręgowych związków jeździeckich, zarząd PZJ i zaproszeni goście. Obrady rozpoczął prezes PZJ Marcin Szczypiorski, który poprosił zebranych o uczczenie minutą ciszy wszystkich tych, którzy odeszli w ciągu tych dwóch lat. Trudno byłoby wymienić ich wszystkich, dlatego prezes wspomniał tylko śp. Piotra Nurowskiego – prezesa PKOL, który zginął w katastrofie smoleńskiej i śp. Henryka Hucza, ale nasze myśli objęły wszystkich tych, których środowisko straciło. Następnie uhonorowano państwa Helenę i Jacka Zagorów najwyższym odznaczeniem PZJ – Złotą Odznaką. Złote Honorowe Odznaki otrzymali medaliści ME i MŚ, ale co dziwne, zabrakło w tym gronie srebrnego medalisty MŚ w powożeniu zaprzęgami jednokonnymi Bartłomieja Kwiatka. Marek Zaleski przekazał też Janowi Kowalczykowi pamiątki z okazji trzydziestolecia Olimpiady w Moskwie. Jednak zanim wszyscy odebrali swoje odznaczenia, Janusz Okoński miał krótkie wystąpienie na temat pracy i wychowania w sporcie. Podkreślił, jak ważne cechy powinniśmy wynieść z domu rodzinnego: szacunek do własnej i cudzej pracy, punktualność, sumienność, pracowitość, koleżeństwo i odpowiedzialność. Sport jeździecki, z uwagi na to, że mamy do czynienia z partnerem, jakim jest koń, odgrywa szczególną rolę w wychowywaniu młodego człowieka. Podkreślił też, że z tego względu Kodeks postępowania z koniem, powinien być żywym, a nie martwym dokumentem, który zamieszcza się pro forma we wszystkich propozycjach zawodów. Takie zasady, jak fair play, poszanowanie prawa i przepisów, też nie mogą istnieć tylko na papierze, ale obowiązywać wszystkich zaangażowanych w jeździectwo. Janusz Okoński zaznaczył, że w obecnym zgiełku medialnym, pogoni za pieniądzem oraz możliwościach anonimowego wygłaszania poglądów, jakie daje Internet, coraz trudniej jest poznać prawdę. Zaapelował o odbudowę sensu i istoty sportu jeździeckiego. – Niech pracę wieńczą owoce, a nie słowa, wychowujmy młodzież nie przez słowa, ale przez czyny. Osiągnięty wynik jest ważny, ale ważniejsza jest droga do wymarzonego celu – zakończył swoje wystąpienie.

Później głos zabrali zaproszeni goście Marek Grzybowski i Andrzej Stasiowski. Wynikiem współpracy PZJ i PZHK jest kontynuacja działalności Stowarzyszenia „Hippica Pro Patria”, które zostało ostatnio przekształcone w Stowarzyszenie –Narodowy Instytut Przemysłu Konnego, którego funkcją jest przybliżanie władzom samorządowym i państwowym roli, jaką przemysł związany z końmi odgrywa w gospodarce. Marek Grzybowski wyjaśnił przyczyny zmiany nazwy stowarzyszenia na polskojęzyczną. Poinformował zebranych o nawiązaniu kontaktów z innymi organizacjami tego typu za granicą, aby lepiej promować jeździectwo i hodowlę. Hipika Polska stworzyła dwa nowe projekty. Pierwszym z nich jest Narodowa Nagroda Hipiczna, która ma w formie uroczystej gali promować wybitne osoby z naszego środowiska, ale na zewnątrz, czyli poprzez media, polityków i różnych celebrytów, którzy twierdzą, że jeżdżą konno. Wydarzenie to odbędzie się już wiosną 2011 r. Drugi projekt to próba stworzenia dobrych ubezpieczeń dla jeździectwa.

Dyrektor PZHK Andrzej Stasiowski podziękował PZJ za dotychczasową współpracę, głównie przy organizacji MPMK i wydawaniu kwartalnika „Hodowca i Jeździec”. Obecnie są plany przekształcenia MPMK w wielką imprezę medialną i spróbowania rozegrania wszystkich dyscyplin w jednym miejscu. PZHK poprzez akcję „Teraz polskie konie” chce położyć szczególny nacisk na sukcesy, jakie odnoszą nasi zawodnicy na koniach wyhodowanych w kraju i są to starty we wszystkich dyscyplinach. Takim bastionem są głównie zaprzęgi i WKKW. Oba związki zacieśniają współpracę na linii łączenia baz danych koni. Polski przemysł konny cierpi na niedobór dobrych jeźdźców, nie chodzi tu o zawodników, ale o ujeżdżaczy, którzy potrafią nauczyć młode konie podstaw i wyłuskać te zwierzęta, które mają potencjał. Ta grupa ludzi jest bardzo mała i przyszedł moment na utworzenie szkoły dla ujeżdżaczy.

Niestety, na wystąpieniach gości zakończył się porządek i dyscyplina podczas obrad. Na sali panował gwar, zebrani czytali gazety, rozmawiali, korzystali z laptopów. Jeden z delegatów układał wirtualny pasjans. W takiej atmosferze stawiano wnioski ważne i mniej ważne łącznie z propozycją umożliwienia przeniesienia siedziby związku w inne, dogodniejsze miejsce. Nie wiadomo tylko, dla kogo… Padały pytania nie zawsze związane z obradami, osobiste wycieczki i utarczki słowne. Dużo uwagi w tym harmidrze poświęcono współzawodnictwu dzieci. Pojawiły się wnioski, aby skoordynować polskie zasady dla dzieci z przepisami europejskimi, dorównać poziomem do Mistrzostw Europy, a także ułatwić dzieciom kwalifikowanie się do tych mistrzostw w Polsce. Wiadomo bowiem, że głównym ich obowiązkiem jest nauka, a zawody odbywają się w trakcie roku szkolnego. Zaproponowano, aby regulamin OOM dostosować do regulaminu ME dzieci. Dobrze byłoby, aby wyjazdy i nominacje do kadry były koordynowane przez jednego człowieka, dlatego też tak ważne jest obsadzenie wakatu dyrektora sportowego. Dyskutowano też system odznak jeździeckich. Przegłosowano istotną zmianę, egzaminy na brązowe odznaki jeździeckie będą mogli przeprowadzać licencjonowani trenerzy i instruktorzy sportu PZJ w ośrodkach zdających. Zaproponowano powołanie zespołu, który opracowałby zestaw pytań dla młodszych dzieci, obejmujący cały zakres wiedzy, ale podanej w sposób przystępny dla tej grupy wiekowej. Dużo miejsca poświęcono współzawodnictwu dzieci na kucach. Widać niestety zmniejszającą się liczbę zawodników w tej klasie. Od dwóch lat podczas OOM w WKKW nie udaje się obsadzić wszystkich 15 miejsc w finale.

Zaproponowano, aby podwyższyć wiek dzieci startujących w OOM do 16 lat, tak jak jest to w przepisach FEI dla kuców i przyznawać podczas finału dwa komplety medali w każdej kategorii – dla dzieci (12-14 lat) i juniorów młodszych (15-16). Wnioskowano też o powołanie organu wykonawczego, którego przedmiotem działania będzie szerzenie kultury jeździeckiej wśród dzieci i młodzieży w zakresie określonym w statucie PZJ, w szczególności ich rekrutację do jeździectwa. Na jego czele powinien stanąć menedżer wysokiej klasy. Jeśli ten wniosek przeszedłby, zaproponowano by powołanie społecznej rady nadzorczej składającej się z organizatorów zawodów dla dzieci i przedstawicieli klubów, w których jest zarejestrowane najwięcej dzieci.

Omówiono również programy unijne, które realizuje związek. W biurze PZJ zatrudniono Beatę Surdyk-Supeł, która zajmuje się aplikowaniem o fundusze unijne. Niestety, mimo że jest ona gotowa pomagać ośrodkom w pozyskiwaniu tych pieniędzy, bardzo mało osób korzysta z jej pomocy.

W następnym roku zostanie zwołany nadzwyczajny walny zjazd delegatów PZJ poświęcony pełnej zmianie statutu, aby dostosować go do nowej ustawy o sporcie. W tym roku wprowadzono jedynie dwie kosmetyczne poprawki w statucie: w paragrafie 11 dopisano, że do zakresu działań związku należy organizacja i prowadzenie działalności naukowo-badawczej (ma to na celu poszerzenie możliwości pozyskiwania funduszy unijnych) i zmieniono paragraf 39 pkt 2 „do ważności oświadczeń dotyczących praw i obowiązków majątkowych związku wymagane jest współdziałanie dwóch osób spośród prezesa, wiceprezesa, skarbnika i sekretarza generalnego”.

Przed przerwą obiadową złożono wniosek o odwołanie zarządu. Sam wniosek wywołał burzliwą dyskusję na temat otoczki formalnej i długo trwało zanim przybrał on formę zgodną z literą prawa. Groteskowym było zachowanie jednego z wnioskodawców, który opuścił obrady, nie czekając na głosowanie. W jego ślady poszła też prawie ¼ delegatów. Z 79 obecnych na początku spotkania, na sali pozostało 51. Prezes PZJ Marcin Szczypiorski poczuł się wywołany do tablicy, dlatego też postanowił przygotowane wcześniej przez siebie sprawozdania udostępnić w późniejszym terminie na stronie PZJ, a w swoim wystąpieniu odniósł się do spraw bieżących.

Tuż przed głosowaniem Zarząd udał się na krótką naradę, ale zadecydował, że mimo iż najlepszym rozwiązaniem byłoby podanie się do dymisji, to jednak podda się on głosowaniu, ponieważ uważa, że jest gotów, aby do przyszłego roku wypracować nowy statut. Oczywiście zarząd chętnie skorzysta z rad osób spoza swojego grona. W tajnym głosowaniu postanowiono jednak utrzymać dotychczasowe władze. Za było 29 delegatów, przeciw – 18, a 4 wstrzymało się od głosu.

Osoby obserwujące obrady zjazdu mogły czuć duży niesmak. Na początku szumnie zapowiadano, że obrady zakończą się ok. godziny szesnastej, przeciągnęły się prawie do dwudziestej. Brak dyscypliny obrad, publiczne omawianie różnych konfliktów, wycieczki osobiste i jałowe dyskusje, a także stopniowe wyludnianie się sali sprawiły, że z głosowania na głosowanie ilość osób oddających głosy była inna. Jeżeli tak ma wyglądać uzdrawianie polskiego jeździectwa, to kłębią się nad nim czarne chmury.

Shopping Cart
Przewiń do góry