Jeździecki debiut w Atlas Arenie

Tekst: Małgorzata Odyniec Foto: Piotr Filipiuk

W trzeci weekend listopada najważniejszą imprezą w Łodzi była Parada Jeździecka w Atlas Arenie. To już trzecia edycja niezwykłego widowiska, łączącego pokazy jeździeckie z zawodami w skokach przeszkody. W tym roku międzynarodowe zawody rozegrano jako towarzyskie, więc większy nacisk położono na atrakcje dla publiczności, a zawodnicy rywalizowali ze sobą jedynie w dwóch konkursach dziennie. Ponieważ jednak była to próba generalna przed przyszłorocznym CSI3 (16-18.11.2012 r.), dlatego też zawody rozegrano zgodnie z przepisami dyscypliny, czego sumiennie pilnowała Zofia Jurczyńska-Kret, sędzia główny zawodów. Joanna Delawska i Jerzy Trzeciak dołożyli wszelkich starań, aby impreza była dopięta na ostatni guzik. Gigantyczną pracę włożyli w promocję imprezy, szkoda więc, że mieszkańcy Łodzi zawiedli, w weekend trybuny świeciły pustkami. Prawdopodobnie odstraszyły ich ceny biletów. Ci, którzy zdecydowali się na zakup wejściówek, z pewnością opuszczali Atlas Arenę pełni jeździeckich wrażeń. Konkursy zaprzęgów parokonnych, wyścigi kucyków, pokazy jazdy w stylu western i woltyżerka – zapierały dech w piersiach. Miłośnicy dawnych czasów również znaleźli coś dla siebie. Widzowie mogli podziwiać szyk i elegancję pań jeżdżących w damskim siodle, a także brawurową jazdę Kozaków ukraińskich, znanych już polskiej publiczności, ale nadal zachwycających swymi umiejętnościami. Emocjonujące mecze horseballa rozegrano między drużynami Hiszpanii i Włoch, a w niedzielę dodatkowo Kozacy zamarzyli zadebiutować w tej dyscyplinie. Klasyczne ujeżdżenie zademonstrowali Adelinde Cornelissen – aktualnie najlepsza zawodniczka w klasyfikacji FEI, zdobywczyni Pucharu Świata w ujeżdżeniu w Lipsku i Michał Rapcewicz, najwyżej sklasyfikowany polski zawodnik. Nie jechali oni na swych podstawowych koniach, więc nie zademonstrowali całego wachlarza chodów i figur ujeżdżeniowych. Dzieci i konie z Ośrodka Jeździeckiego Indeks pokazały się w kadrylu na sześć koni i dwa kucyki. Konie przeszły chrzest bojowy w sobotę i niedzielny pokaz wypadł niemal perfekcyjnie. Nie mogło też zabraknąć konkursów dla „gwiazd”. Na parkurze rywalizowali ze sobą Dariusz Kordek, Mariusz Krzemiński i Maciek Florek. Po raz pierwszy w Polsce mieliśmy okazję oglądać spektakl, który wykonali Jean Francois Pignon i jego siwe konie. Dopełnieniem uczty dla oka była obsługa muzyczna Romualda Koszpera, który jak zwykle nie miał sobie równych.

W piątek rozegrano konkursy Małej i Dużej Rundy. Klasę 130 cm wygrał Dawid Rakoczy na Caschu. W konkursie DR – 140 cm tylko 6 koni na czysto pokonało parkur autorstwa Krzysztofa Kierzka. Zwyciężył Jacek Zagor na Waikiki. Organizatorzy wysłuchali uwag zawodników dotyczących podłoża i z dnia na dzień jego przygotowanie było coraz lepsze. W niedzielę już nikt nie narzekał.

Drugi dzień zmagań rozpoczął się konkursem Małej Rundy. Dwanaście par pokonało parkur bezbłędnie. Zwyciężył aktualny mistrz Polski Mściwoj Kiecoń na Winning Mood. W dwufazowym konkursie Dużej Rundy z sześciu par, które przeszły do drugiej fazy trzech zawodników miało zerowe przejazdy. Nie do pokonania był gość specjalny Parady – Steven Whitaker z Wielkiej Brytanii, dosiadający Royal Rose. O niecałą sekundę gorszy był Łukasz Jończyk na The Neighbour. Trzecie miejsce wywalczył Andrei Shalohin z Kirgistanu na Charlize. Później, ku uciesze widzów, rozegrano dwa konkursy pokazowe. Najpierw konkurs równoległy. Po kolejnych eliminacjach w finałowym starciu drugi z klanu Whitakerów – Joe na Sheawater Upanda, popełnił błąd. Jego rywalowi Grzegorzowi Kubiakowi na Sobieski Ambrosio spokojniejsza jazda zapewniła zwycięstwo. Następnie czterech Polaków (Bogusz Dąbrowski, Marek Lewicki, Tomasz Klein i Jarosław Skrzyczyński) wystartowało w konkursie skoku na wysokość. Zwyciężył Skrzyczyński, którego Zeddam bez najmniejszych problemów pokonywał kolejne wysokości. Konkurs zakończył się na wysokości dwóch metrów.

W niedzielnym konkursie pocieszenia tylko dwóm jeźdźcom udało się pokonać parkur z Jockerem z maksymalną liczbą punktów. Najszybciej pojechał Michał Kubiak na Levinsonie, nieco wolniejszy był Hubert Kierznowski na Siney. Jacek Zagor na Quidams Noblesse uzbierał 43 punkty bonifikacyjne. W finale Małej Rundy siedem par zakwalifikowało się do rozgrywki, którą bez błędów pokonały trzy. Zwyciężył gość z Holandii Bart Haselbekke na Wigeunerin. Tylko setne sekundy dzieliły od zwycięstwa Sławomira Uchwata na Negro. Trzecie miejsce wywalczyła Adrianna Ostrowska na Winne The Pooh. Na starcie Grand Prix stanęły 24 pary. Parkur o maksymalnej wysokości 145 cm składał się z 12 przeszkód, w tym jeden szereg podwójny i jeden potrójny. Podobnie jak w MR, w rozgrywce zobaczyliśmy 7 par. Walka o główną nagrodę – 3000 euro – była zaciekła. Bezkonkurencyjny okazał się ponownie Steven Whitaker na Royal Rose. Honor polskich zawodników uratował Piotr Morsztyn na Osadkowski Van Halen, który nie pozwolił się pokonać Sofii Kroon ze Szwecji na Uri.

Zawody się zakończyły, zawodnicy powoli zaczęli wracać do domów, ale w Atlas Arenie konie gościły jeszcze do późnych godzin wieczornych. Ukoronowaniem Parady było losowanie nagrody dla publiczności. Losowania odbywały się w sobotę i w niedzielę, nagrodą były dwa podwójne zaproszenia na wyjazd do Wiednia i wstęp na marcową Apassionatę.

KiR: Skąd zrodził się u Państwa pomysł na organizację Parad Jeździeckich?

Jerzy Trzeciak:  Nie ukrywam, że jest w tym pewna zasługa Bohdana Sas-Jaworskiego, który do nas przyjeżdżał na treningi i powiedział, że na Śląsku nie ma imprezy halowej godnej tego regionu. Podjęliśmy się więc zorganizowania pierwszej Parady w katowickim Spodku. Parada się udała, było rewelacyjnie. Bardzo wysoki poziom sportowy i wspaniałe pokazy. Niestety, różne okoliczności spowodowały, że Polski Związek Jeździecki i Bohdan Sas-Jaworski postanowili taką imprezę w 2009 r. zorganizować samodzielnie. Pod koniec sierpnia dowiedzieliśmy się, że odbędzie się pod nazwą Parada Horse Show, więc mieliśmy rok przerwy. Ale w 2010 r. w Hali Stulecia we Wrocławiu poszliśmy szerokim frontem. Zorganizowaliśmy Paradę Jeździecką w formie pokazów i był to strzał w dziesiątkę. Wydawało nam się, że to się spodoba publiczności i mieliśmy rację. Sprowadziliśmy bardzo dobrych pokazowców z kraju i zagranicy. Dzięki temu wybudowaliśmy markę i to zaprocentowało teraz w Łodzi. Parada w tej chwili się kończy i widzimy, że publiczność, może nie w tak wielkiej rzeszy, jak się spodziewaliśmy, przyszła na zawody i satysfakcja jest pełna. Zarówno nas, jako organizatorów, jak i tych osób, które nas odwiedziły. Przypuszczamy, że przez te trzy dni przez Atlas Arenę przewinęło się kilka tysięcy ludzi. Bardzo kochamy konie i naszym celem jest to, aby inni je też pokochali.

KiR: A jakie macie Państwo plany na przyszłość?

JT: Najpierw musimy posprzątać po tej Paradzie, czeka nas cała noc pracy przy wywożeniu podłoża i kilka dni sprzątania otoczenia. Demontaż stajni, rozprężalni, uporządkowanie dokumentacji. Poza tym już zaczynamy prowadzić rozmowy z osobami, z którymi współpracowaliśmy na temat przyszłorocznej imprezy. Poza częścią pokazową mamy w planach już nie towarzyskie, a oficjalne zawody CSI3*. Jesteśmy już wpisani w kalendarzu FEI. Sądzę, że ta przyszłoroczna Parada będzie już takim pełnym wydarzeniem – i jeździeckim, i pokazowym.

KiR: Czego Państwu życzymy. Dziękuję za rozmowę.

Shopping Cart
Przewiń do góry