DERBY, DERBY… i już po

Pierwsza niedziela lipca to tradycyjna data, według której niezmiennie odmierza czas wyścigowy zegar na Służewcu. Mimo niesprzyjającej aury, warszawski tor odwiedziło bardzo wielu sympatyków sportu królów. Wielu też oglądało relacje telewizyjne (TVP 2 i TVP Sport) lub śledziło rywalizację na monitorach swoich komputerów dzięki transmisji on-line na www.torsluzewiec.pl.

Tekst: Paweł Gocłowski
Foto: Piotr Filipiuk

Wszyscy spragnieni niezapomnianych emocji, mocnych wrażeń i wyjątkowej dawki adrenaliny z pewnością nie byli zawiedzeni, bowiem Derby Gala to mityng jedyny w swoim rodzaju, elektryzujący atmosferę, jak niemal żaden inny skupiający na sobie uwagę i przyciągający niczym magnes. To fantastyczne i niepowtarzalne sportowo-towarzyskie wydarzenie, rokrocznie kreujące nowych bohaterów, których imiona wpisywane są na karty wyścigowej historii.

Chwała bohaterom

Trzeciego lipca 2011 r. do listy zdobywców służewieckiej Błękitnej Wstęgi dopisane zostało imię ogiera INTENS hodowli i własności Romana Piwko. Zwycięstwo niepokonanego dwulatka kasztana odniesione zostało w rzadko spotykanym stylu. Podobnie jak w 1969 r. golejewski Kadyks (Taurów – Kwadryga po Pilade), czyli prowadząc niemal od startu do celownika, wnuk klasowego, praskiego derbisty z 1984 r. – moszniańskiego Jurora (Saragan – Jurystka po Negresco) zostawił szesnastkę rówieśników daleko z tyłu, wygrywając z nienotowaną wcześniej na Służewcu przewagą, bo aż 12 długości! Dżokej Tomaš Lukašek zrealizował odważne taktyczne plany trenera Krzysz- tofa Ziemiańskiego i podjęte ryzyko bardzo się opłaciło. Czech wygrał swoje pierwsze Derby w karierze, „dziedzicznie obciążony” trener (jego ojciec Bogdan i dziadek Stanisław jeździli wyścigi, a następnie przygotowywali konie do startów) drugie z rzędu (!), a hodowca i właściciel ze Skorogoszczy bez wątpienia był tego dnia najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Błękitnej krwi

Derbista 2011 jest synem zdobywcy tego tytułu z Hamburga z 1999 r. – kasztanowatego ogiera Belenus (Lomitas – Beaute po Lord Udo), który tak jak jego syn, ofensywnie przeprowadzony (dystans przemierzał na pozycji trzeciej za liderami, „holując” peleton do prostej) ustanowił wówczas rekord na dystansie 2400 m – 2’25.81”. Cieszący się dużą popularnością wśród hodowców, ostatni z ogierów czołowych zakupionych do stada w Łącku i jednocześnie dwukrotny (w klasyfikacji ogólnej i ojców dwulatków) ubiegłoroczny czempion reproduktorów, ma zatem trzeciego potomka o ponadprzeciętnym talencie, bo legitymującego się sukcesami w biegach kategorii A. INTENS – z babki po Who Knows (Known Fact – Happy Kin po Bold Hitter) – dołączył do strzegomskiego Hipolinera i golejewskiej Kardinale (oba konie z matek po Who Knows), które w Derby zajmowały drugie miejsca. Cała trójka wywodzi się z silnie ugruntowanych, niezwykle cennych, krajowych rodzin żeńskich. Wypada przypomnieć, że w sezonie 2006 Hipoliner (od Hipozetta) przegrał batalię o Błękitną Wstęgę ze swoim krajanem Kamerdynerem (Country Club – Karioka po Unblest), a Kardinale (od Kornelia) przed rokiem musiała uznać wyższość wyhodowanej w Jaroszówce Infamii (Tempelwächter – Infanteria po Jape), którą z Intensem (od Inicjatywa) łączy wspólna czwarta matka – klasowa Iranda (Deer Leap – Intrada po Dorpat), triumfatorka bezcennych nagród: Derby, Wielkiej Warszawskiej, Rulera, Ministerstwa Rolnictwa i Strzegomia. Zatem nie tylko ojciec i dziadek, ale również praprababka służewieckiego derbisty 2011 sięgnęła po najcenniejszy z pięciu klasyków.

Polskiej hodowli

Konie po raz kolejny odniosły niezaprzeczalny sukces w starciu z importami, których honor w Derby (nagrodzie rozgrywanej o puchar Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pana Bronisława Komorowskiego) ocaliła druga na mecie, urodzona w Anglii siwa Electra Deelites (GB) (With Approval – My Heart’s Deelite po Afternoon Deelites). Bezsprzecznie najlepsza przed rokiem i tej wiosny klacz rocznika, wzorowo przeprowadzona przez wyróżniającego się jeździeckim kunsztem nie tylko podczas tegorocznej Derby Gali – Szweda Per-Andersa Graberga, o długość wyprzedziła walczące o trzecie miejsce ogiery: Boozer (Ecosse – Buena po Alywar) i Mały Kapral (Minds Music – Mała po Who Knows), które na celowniku dzielił jedynie łeb. Ostatnie premiowane miejsce (2 długości) zajął Burbon (Royal Court – Błyskotka po Llandaff), potwierdzając opinię, że wśród trzylatków ogiery przewyższają talentem klacze. Druga z nich – Time of Wind była dziewiąta, a trzecia – importowana Secret Gold (IRE) – szesnasta. Inni przedstawiciele „legii cudzoziemskiej” również nie odegrali roli: Azure Dragon (USA) kończył ósmy, Irlandczyk (IRE) – trzynasty, a Myth of Malham (FR) – piętnasty. Swoich zwolenników rozczarowały tym razem także Salam – siódmy i Tybet – czternasty, które przed gonitwą wymieniano w gronie pretendentów do tronu. Na mocno elastycznej (w skali 4.3), ale dość nośnej bieżni zwycięski Intens, któremu właśnie takie warunki bardzo odpowiadają, potrzebował 2’32.2” (27.2 – 30.6 – 32.4 – 31.5 – 30.5) na pokonanie konkurencji i zachowanie szansy na jedenastą w historii toru na Służewcu Potrójną Koronę. Wygrał dowolnie, ale aktywnie „jechany” aż do celownika (stąd też jego rekordowa przewaga) i w St. Leger będzie najprawdopodobniej jednym z głównych faworytów warszawskiej publiczności.

Ostatni klasyk sezonu to gonitwa porównawcza, więc na jej starcie staną też najlepsze konie starsze, w tym zapewne przewodząca im 4-letnia KARDINALE, która 3 lipca sięgnęła po najważniejszy z laurów zarezerwowanych dla reprezentantów tej grupy wiekowej – Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego (2600 m). Stara gwardia, której szeregi wskutek kontuzji i kłopotów ze zdrowiem czołowych koni zostały mocno przerzedzone, sprawdzi wartość trzylatków i przekonamy się, w jakim stopniu prawdziwa jest opinia dotycząca rocznika 2008, że nie jest on zbyt mocny. Trenowana przez Andrzeja Walickiego klacz najwyraźniej odczuła trudy ostatniego startu w Bratysławie, ale mimo to silnie wysyłana przez dżokeja Piotra Piątkowskiego wyraźnie pokonała trio importowanych rówieśników: Sarsen (USA), Leopolis (USA) i Invisible Dubai (GB) – odległości: 1 – 1 ¾ – ¾ dł., zwyciężając w czasie 2’48.6” (8.8 – 31.4 – 31.3 – 32.2 – 31.9 – 33.0). Ostatnie premiowane miejsce (14 dł.) zajął Sokół i chociaż tegoroczna obsada nie obiecywała wielkich sportowych emocji, to rywalizacja na finiszowej prostej okazała się zacięta, bardzo interesująca i po raz kolejny zakończona wygraną konia polskiej hodowli. Kardinale dołączyła do Demony (1965), Novary (1991), Kliwii (1992), Czababy (1992), Tulipy (2003) i Nitisary (2006), które tworzą elitarne grono służewieckich zwyciężczyń tej prestiżowej gonitwy.

Jak wiadomo, nasze folbluty nie są tak szybkie, a przede wszystkim nie dojrzewają tak wcześnie jak ich rówieśnicy z Wysp Brytyjskich, a powodują to nie tylko czynniki genetyczne, ale i środowiskowe, bo w Polsce sezon pastwiskowy jest przecież dwukrotnie krótszy. Wraz z upływem czasu i wydłużaniem dystansu przewaga importów topnieje i w efekcie to przedstawiciele rodzimej hodowli odgrywają czołowe role w najpoważniejszych, najbardziej prestiżowych i najwyżej dotowanych sprawdzianach sezonu, takich jak Derby i Wielka Warszawska (w pierwszym zapisie zgłoszono do niej 29 koni).

Porównawcza mila

Nazwana w tym sezonie imieniem Fryderyka Jurjewicza – człowieka wielce zasłużonego zarówno dla polskiej hodowli koni pełnej krwi, jak i obchodzących w tym roku jubileusz 170-lecia wyścigów konnych – milerska próba (dawniej Nagroda Rzecznej) podsumowująca wiosenną część zmagań 3-letnich i starszych koni o uzdolnieniach krótkodystansowych, zakończyła się sensacyjnym rozstrzygnięciem. Zwyciężył prowadzący od startu 3-letni FEODOR (USA) (Mineshaft – Nogalus po Trempolino), dla którego była to pierwsza (!) wygrana gonitwa w karierze. Miękka bieżnia zdecydowanie preferowała tego dnia odważną, frontową taktykę – właśnie w tym stylu trzy zwycięstwa odniósł ogłoszony najlepszym jeźdźcem tegorocznej Derby Gali Tomaš Lukašek – ale widać niewielu trenerów i jeźdźców to zauważyło. Przygotowywany przez Dorotę Kałubę, a dosiadany przez Denisa Shcherbakova trzylatek zaczął wolno (8.2” – 32.0”), by podkręcić tempo od wejścia w zakręt (30.0”) i bardzo dzielnie bronić przodownictwa na prostej (30.0”). Galopujący blisko bariery ogier zdołał zachować przewagę pół długości nad kapitalnie finiszującą 4-letnią Dżazzil (Be My Chief – Dżewia po Special Power), która o nos, dosłownie w samym słupie wyprzedziła głównego faworyta, rok starszego, opromienionego wygranymi w Bratysławie i Ebreichsdorfie Inheritora (IRE). Półtorej długości do tej pary stracił wprost połykający przestrzeń, imponujący końcowym przyspieszeniem 4-letni Faghelaed (IRE), który o szyję wyprzedził bezskutecznie broniącego szarfy sprzed roku Golden Tirola (GER) – tym razem zdecydowanie frontowy pięciolatek prowadzony był w dystansie „w koniach” i w efekcie nawet przez moment nie liczył się w walce o zwycięstwo. Wciąż „zielony”, ale naprawdę obiecujący 3-letni Big Luck (IRE) był blisko szósty (o szyję), co zawdzięcza bardzo rozsądnej taktyce dżokeja Graberga. Niewielkie straty (¾ – ½ dł.) zanotowały również 5-letni Informatyk oraz dwa razy starszy – weteran Green Maestro. Zaskakujące rozstrzygnięcia i wysokie wypłaty w totalizatorze są niemal stałym punktem Derby Gali, więc tym razem też ich nie brakowało i nie tylko w Nagrodzie Fryderyka Jurjewicza, na której wyniku w dużym stopniu zaważyła taktyka jeźdźców i trenerów faworyzowanych koni. Za sprawą wszechstronnej Dżazzil gonitwa pokazała też, że w rywalizacji flyerów polskie konie nie muszą jednak stać na z góry straconej pozycji.

Jaki ojciec, taki syn

To najkrótsze podsumowanie płotowej Nagrody 1. Dywizji Kawalerii Wojska Polskiego (3800 m), którą bardzo łatwo wygrał 4-letni MORIKANO (od Musetta po Jape) dosiadany przez dżokeja Zdzisława Licę, a trenowany przez Marcina Duplickiego. Można powiedzieć, że wszystko zostało w rodzinie. Talent skokowy przystojny, kasztanowaty ogier odziedziczył po swoim ojcu utytułowanym nie tylko w biegach płaskich, ale przede wszystkim w pojedynkach płotowych – Janoszu (Sorbie Tower – Judaica po Wolver Heights), a hodowcą i właścicielem obu koni jest Zenon Duplicki – ojciec Marcina.

W drodze po dębowy laur

W Nagrodzie Novary (I grupa, 3-letnie klacze, 2000 m) po raz kolejny tego dnia najlepsze okazały się przedstawicielki polskiej hodowli. Siwa HORTENSJA (In Camera – Halszka po Goldneyev) hodowli Jarosława Szmyta, z Tomašem Lukaškiem w siodle dyktowała warunki od startu i odparła atak niezwykle urodziwej półsiostry Merliniego – Marlene, dając swojemu trenerowi – Krzysztofowi Ziemiańskiemu – trzecią tego dnia wygraną i co ciekawe, identyczny wynik zanotowali jego podopieczni w tych samych gonitwach, ale 12 miesięcy wcześniej. Widać historia lubi się powtarzać. A czy bohaterki ostatniego sprawdzianu przed decydującym starciem trzyletnich klaczy w Oaks, potwierdzą wysoką formę w pojedynku z Electrą Deelites? Przekonamy się już niebawem.

Po uroczystych dekoracjach, gratulacjach, brawach, komentarzach na gorąco, kuluarowych dyskusjach i pierwszych wywiadach „ucichł głos spikera, bo… Derby, Derby i już po”. Chwila oddechu na wakacyjny, lipcowy pobyt w nadbałtyckim kurorcie Sopot (4 mityngi wyścigowe) i znowu spotykamy się na służewieckim torze, gdzie na wszystkich kibiców sportu wyścigowego czeka kolejna dawka zdrowej adrenaliny i wyjątkowych emocji, które wypełnią tak letnią, jak i jesienną część sezonu, a z głośników usłyszymy charakterystyczne „rrruszyły” warszawskiego sprawozdawcy.

Shopping Cart
Przewiń do góry