CSIO*** w Sopocie W najważniejszych konkursach tryumfowali goście

Tegoroczne CSIO*** odbyły się na sopockim hipodromie w terminie 9-12 czerwca 2010 r. Jak wiadomo, takie zawody można zobaczyć w Polsce tylko raz w roku i to właśnie na Wybrzeżu. Dodatkowo FEI zakwalifikowało imprezę do prestiżowej Challengers League, której zwycięzcy mogą się dostać do światowej Top Ligi. Dwa najważniejsze konkursy zawodów – piątkowy Puchar Narodów i niedzielne Grand Prix dają możliwość zdobycia kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012 i tegorocznych mistrzostw Europy seniorów.

Tekst i foto: Małgorzata Odyniec

W piątkowym Pucharze Narodów walczyło 11 ekip, w tym nasza reprezentacja w składzie: Andrzej Lemański (Bischof L), Aleksandra Lusina (Ekwador), Antoni Tomaszewski (Trojka) i Mściwoj Kiecoń (Urbane). Konkurs dwunawrotowy, 12 przeszkód, 15 skoków. Niestety, nasi jeźdźcy nie ustrzegli się błędów w obu nawrotach. W pierwszym najlepiej pojechał Andrzej Lemański, otrzymując jedynie 1 p.k. za przekroczenie normy czasu. Mściwoj Kiecoń zarobił 4 p.k. za zrzutkę, Aleksandra Lusina miała dwa błędy i 1 p.k. za czas, a Antoni Tomaszewski uzbierał tych punktów aż 16. W drugim nawrocie nie było lepiej. Urbane, Trojka i Bischof L strąciły po dwie przeszkody, a ten ostatni dodatkowo otrzymał punkt za czas. Ostatecznie Polacy zajęli 8. miejsce. Najlepiej pojechali startujący w barwach Ukrainy Cassio Rivetti (Verdi) i Katharina Offel (Vivant 2). W obu nawrotach zanotowali bezbłędne przejazdy. Bjorn Nagel (Va Et Viens Van De Zelm) miał po jednej zrzutce. Wynik Olega Krasyuka (Canvas PKZ) nie był brany pod uwagę – 8 pkt w pierwszym nawrocie. I to właśnie niebiesko-żółta flaga powędrowała na maszt podczas ceremonii dekoracji. Tylko o jedną zrzutkę gorsza była ekipa Francji. A na trzecim miejscu uplasowali się Szwedzi z dorobkiem 16 p.k.

W niedzielne popołudnie wydawać się mogło, że mimo szerokiego rozreklamowania zawodów publiczności jest mało. Uważny obserwator mógł jednak zauważyć, że trybuny ustawione przy dwóch ścianach parkuru to nie wszystko. Zabytkowa sopocka trybuna była wypełniona szczelnie do ostatniego miejsca. Przyczyniła się pewnie do tego nie tylko świetna reklama, ciekawy program, ale także wyjątkowo dobre oznakowanie. Po zjechaniu z każdej głównej trasy prowadzącej do Sopotu, można było wyłączyć nawigację, odłożyć mapę, bo do samej bramy Hipodromu prowadziły kierowcę bardzo czytelne i doskonale umieszczone tabliczki. Do Grand Prix zakwalifikowało się 50 par, w tym 11 Polaków. Krzysztof Koziarowski postawił przed zawodnikami wymagający parkur. Wymiary przeszkód dochodziły do 160 cm. Przejazd rozpoczynano od oksera, później łagodny skręt w lewo i najazd na żółto-białą stacjonatę. Następnie zakręt w prawo, okser i najazd na rów z wodą. Ze sposobu najazdu widać było, że zawodnicy podchodzą do niego z respektem. Jednak nie był on aż tak straszny, bo sędzia przy nim stojący tylko 8 razy dawał znać komisji o błędach na tej przeszkodzie. Po skoczeniu rowu, zawodnicy mieli możliwość złapania oddechu przed stojącym dość daleko tripplebarze i szeregiem stacjonata – okser. Następnie należało wykonać ostry zakręt w lewo na linię 7, 8, a potem pokonać szczęśliwie dość ciasny szereg 9abc okser – stacjonata – okser. Po przeciwnej stronie placu pozostały już do skoczenia tylko dwie pojedyncze przeszkody. Najwięcej błędów było właśnie na szeregach. Jako pierwszy do rozgrywki zakwalifikował się startujący z pierwszym numerem startowym Austriak Christian Fries na Lanco. Startujący prawie tuż po nim Piotr Morsztyn na Osadkowski Van Hallen pozbawił się szans na rozgrywkę, strącając już jedynkę. Do rozgrywki zakwalifikowało się 14 jeźdźców, w tym trzech Polaków: Antoni Tomaszewski i Trojka, Marek Lewicki i Algot oraz Andrzej Głoskowski i Imequyl. Wszyscy mieli w pamięci jego ubiegłoroczne 2. miejsce, więc apetyt na sukces wzrósł. O zwycięstwo zawodnicy walczyli, pokonując 8 przeszkód i mieli na to prawie minutę. I tu znów przed ciężkim zadaniem postawił rywali Austriak, jadąc na zero w czasie 40,61. Następny bezbłędny przejazd należał do Finki Satu Liukkonena na Qui Vivra Verra, ale w gorszym o ponad 2 sekundy czasie. Gdyby nie dwie zrzutki, to najlepszy czas „wykręciła” Ukrainka Katharina Offel na Sanctos Van Her Gravenhof – 37,97. Polacy niestety zawiedli. Antoni Tomaszewski strącił 7 i 8 i był to najlepszy polski wynik w Grand Prix – dalekie 12 miejsce. Na następnych znaleźli się pozostali Polacy. Algot Marka Lewickiego zrzucił 3 i 6b. Andrzej Głoskowski narzucił sobie dość ostre tempo i wszystko szło doskonale, aż do 7, gdzie Imequyl zrobił nieoczekiwaną woltę, a potem jeszcze strącił 9. Przez to przypadkowe wyłamanie miał najgorszy czas i w efekcie ostatnie miejsce. Na drugą pozycję przed Finkę wcisnął się Tiit Kivisild z Estonii na Torrero.

W najważniejszych konkursach nie udało nam się wygrać, ale za to kilkakrotnie mogliśmy obserwować, jak biało-czerwona flaga wędruje na maszt w inne dni. W czwartek konkurs dwufazowy 135 cm wygrał Sławomir Hartman na Wodanie. W piątek Mazurka Dąbrowskiego wysłuchaliśmy dzięki Markowi Wacławikowi, który na Zinedine zwyciężył w dwufazowym konkursie dla młodych koni 130/135 cm, oraz Krzysztofowi Ludwiczakowi na Boliwii – zwycięstwo w konkursie zwykłym 140 cm. W sobotę finał młodych koni należał do ogiera Da Vinci pod Grzegorzem Kubiakiem, czyli powodów do dużych narzekań nie ma.

Pogoda dopisała, organizatorzy zapewnili ciekawy program pozasportowy, w tym rozgrywki westernowe i konkursy dla dzieci na kucykach, a także snobistyczny konkurs na najbardziej ekstrawagancki kapelusz. Jednym słowem w ten weekend w Sopocie z pewnością nie można było się nudzić. Oby na sierpniowych mistrzostwach Polski juniorów WKKW też była silna obsada i jeźdźców i publiczności.

Shopping Cart
Przewiń do góry