Cavaliada 2011 Poznański przepis na sukces

Tekst: Katarzyna Bawłowicz Foto: Piotr Filipiuk

Targi sprzętu jeździeckiego, pokazy dla starszych i młodszych oraz zbiór różnorodnych konkursów – od sztafet, po zaprzęgi, na Grand Prix kończąc, a to wszystko w jednym miejscu i w jednym czasie pod nazwą Cavaliada. Impreza ta tradycyjnie odbyła się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, tym razem od 8 do 11 grudnia.  

Wiele tygodni przed…

Zdecydowanie są to jedyne zawody w naszym kraju reklamowane na tak wiele sposobów. Zapowiedzi atrakcji rozbrzmiewały już o wiele wcześniej, w sieci krążyły spoty reklamowe, były programy w telewizji i wywiady, reklamy prasowe, aktualna strona internetowa www.cavaliada.pl, a także „ożył” fanpage na Facebooku. Z tym ostatnim pomysł trafiony był w przysłowiową dziesiątkę. Faktycznie, sporo ludzi interesowało się przygotowaniami do zawodów i na bieżąco mogli śledzić kolejne etapy powstawania podłoża na hali i innych atrakcji. Plusem była też możliwość bezpośredniej „rozmowy” z organizatorami. Niejednokrotnie na tablicy głównej Facebooka padały przeróżne pytania, uwagi bądź po prostu zapewnienia o obecności na zawodach.

Marsz na Targi!

Od zawsze zawody te cieszyły się niebywałą popularnością. Na ich sukces frekwencyjny oprócz profesjonalnej kampanii reklamowej na pewno wpływa też regularność rozgrywania. To miejsce, które od wielu lat uczestniczy w sportowych rozgrywkach, tradycyjnie wpisane jest w grudniowy kalendarz startów na stronie PZJ, jak i w mentalność kibiców i pasjonatów jeździectwa. Nawet w najmniej popularny czwartek przyszło wielu kibiców i choć targi sprzętu zaczynały się dopiero dzień później, część już krążyła po hali. W piątek trybuny zaczęły się zapełniać, a w kolejne dni ciężko już było o miejsca siedzące. Na niedzielne Grand Prix bilety wyprzedano przed południem. Niestety, nie wszyscy mieli gdzie siedzieć. Może na przyszłość warto pomyśleć o większych trybunach. Ci, którzy stali w przejściach lub na schodach, zasłaniali innym.

Trzy imprezy w jednej

Podobnie jak w latach ubiegłych, impreza podzielona była na trzy części – najważniejszą sportową oraz dodatkowe – targi sprzętu jeździeckiego oraz pokazy dla publiczności. Ta ostatnia jest wspaniałym urozmaiceniem rozgrywanych konkursów, zwłaszcza dla mniej „końskiej” części publiczności i sprawiła, że nikt się nie nudził. Był to tzw. dział Show – bogaty program uzupełniający zawody w skokach przez przeszkody, którego niebagatelna różnorodność w programie zachwycała! Fantastycznym pomysłem była wioska olimpijska, w której prezentowano poszczególne dyscypliny sportowe, jak lekkoatletyka, hokej, szermierka czy judo. Każdy mógł spróbować w nich swoich sił. Wyprawa do kolorowego świata Indian to prawdziwie egzotyczne doznania. Pióropusze, rękodzieła i tipi – to wszystko na wyciągnięcie ręki. Dużo radości przyniosła też zabawa w łuczników, podczas której wszyscy chętni mogli posłużyć się tą antyczną bronią.

Wśród bardzo dużej liczby wystawców – bo aż 79 – byli przedstawiciele potężnych, prężnie działających przedsiębiorstw, jak i ci prezentujący mniejsze bądź zupełnie nowe firmy. A ich różnorodność zdecydowanie zadowolić mogła nawet najwybredniejszych – począwszy od sprzętu jeździeckiego, po koniowozy, pasze, a na przedstawicielach konkretnych ras koni chcących je wypromować kończąc.

Western także zagościł na Cavaliadzie. To dla niektórych wciąż jeszcze nowa konkurencja, skupiająca jednak zawsze liczne grono publiczności. Tam też zaprezentowano różne elementy jazdy westernowej – od slalomów między tyczkami po cutting, czyli pracę ze stadem cielaków. Swoje umiejętności prezentowali czołowi zawodnicy. Nie obyło się również bez parajeździectwa, chociaż w tym roku na mniejszej arenie.

Od piątku do niedzieli przygrywały zespoły country w części targowej: pięć zespołów, 15 godzin muzyki to nie lada gratka dla fanów tego gatunku. Dla zawodników, trenerów i pozostałej części ekipy odbył się w piątek bankiet, który trwał do późnych godzin nocnych.

Kolejne niespodzianki

Kiedy wydawać by się mogło, że już nic innego organizatorzy nie są w stanie wymyślić, przyszło kolejne pozytywne zaskoczenie. Pokazy na ringu – zupełna nowość na Cavaliadzie – czyli cykl spotkań z zawodnikami, trenerami i profesjonalistami, którzy prowadząc zajęcia, opowiadają o koniach i swojej pracy z nimi. Tutaj również wielka różnorodność, tak by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. I tak była możliwość podpatrzenia, jak trenuje obecny mistrz Polski Mściwoj Kiecoń, a dla osób nie zainteresowanych sportem – pokaz masażu koni prowadzony przez Joannę Zdanowską, psie popisy oraz możliwość zobaczenia zupełnie nieznanej u nas rasy koni Tenesee Walking Horse. Zaprezentowały się również janowskie araby, które pod amazonkami ubranymi w historyczne stroje wykonywały kadryla.

Zaprzęgi to dyscyplina, bez której Targi nie byłyby tak atrakcyjne. To właśnie podczas tych zmagań publiczność może śmiało kibicować, krzyczeć i gwizdać. W tym roku wystąpiło tylko trzech zawodników: Adrian Kostrzewa z Polski (KS Idmar Krajkowo), aktualny mistrz Polski w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi, Norman Schröder – aktualny mistrz Brandenburgii oraz Josef Hrouda, jeden z czołowych czeskich powożących. Urozmaiceniem i dodatkową atrakcją było ustawienie przeszkód iście maratonowych. Mosty przejeżdżane z dużą prędkością widowiskowo trzęsły całą bryczką oraz zawodnikami. Jako atrakcja wieczoru pojawił się aktualny mistrz Polski w Powożeniu Zaprzęgami Jednokonnymi, Bartek Kwiatek, który zaprezentował publiczności tandem, gdzie konie zamiast obok siebie, ustawione były jeden za drugim. Oczywiście nie liczył się on w końcowej klasyfikacji, ale miło było zobaczyć coś nowego. W zmaganiach bezkonkurencyjny okazał się Adrian Kostrzewa, zwyciężając w obu konkursach. W moim odczuciu zabrakło jeszcze przynajmniej 3 zawodników, gdyż zaprzęgi trwały trochę za krótko, a i emocji byłoby więcej. Niemniej jednak publiczność doskonale się bawiła, a spikerem prowadzącym całą zaprzęgową część był Piotr Helon, który zawsze trafnymi i zabawnymi uwagami dodaje całości „pazura”.

Cavaliada Sport

Jak co roku, dopisali zawodnicy nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. W szrankach podziwiać mogliśmy ekipy z takich krajów, jak Austria, Belgia, Bułgaria, Brazylia, Czechy, Dania, Estonia, Holandia, Norwegia, Niemcy, Szwecja, Ukraina, Włochy czy nawet odległa Japonia. W sumie zgłoszonych zostało 131 zawodników na 290 koniach. Rozegrano 11 konkursów, z czego trzy zaliczane były do rankingu Rolexa. Pula nagród wynosiła 440 000 zł. Dodatkowo odbyły się konkursy dla kuców, sztafety, potęga skoku oraz rozgrywki dla biznesmenów startujących w Halowym Pucharze Polski pod nazwą BBC. Niestety, frekwencja w BBC jak zwykle nie była imponująca, startowało zaledwie 3 zawodników na 5 koniach. Zwyciężali na przemian Paweł Chudziak i Marek Kopras. Dobrą jazdę mogliśmy podziwiać w wykonaniu dzieci na kucach. Tylko perfekcyjne skróty, bezbłędne przebiegi oraz wola walki wyłaniały zwycięzców. A stanąć na najwyższym podium nie było łatwo. Udało się to Julii Elzanowskiej oraz Julii Jakubowskiej. W sumie wystartowało 17 zawodników w 2 konkursach.

Jak zwykle sporo emocji dostarczyły sztafety. Każdemu teamowi przewodził jeden z czołowych zawodników, a byli to Klara Kostrzewa, Mściwoj Kiecoń, Bartosz Goszczyński, Łukasz Brzóska, Krzysztof Ludwiczak oraz Antoni Chłapowski. Największe owacje od publiczności otrzymał zespół Antoniego Chłapowskiego, ale całą rywalizację wygrał team Bartosza Goszczyńskiego, wyprzedzając grupę Krzysztofa Ludwiczaka aż o 5 sekund. Sztafety to fantastyczna zabawa dla publiczności i zdecydowanie są jedną z największych atrakcji. Żadne miejsce nie pozostało puste na trybunach. Bawiły się i dzieci, i dorośli.

Bardziej poważnym, ale nie mniej widowiskowym, okazał się corocznie rozgrywany konkurs Potęgi Skoku. Warto nadmienić, że jak do tej pory niepobity został Jacek Bucki na Marino, którzy pokonali mur o wysokości 210 cm. W tej edycji wystartowało 13 zawodników. Wygrał Emanuelle Gaudiano z Włoch, inkasując ponad 12 tys. zł i pokonując jako jedyny wysokość 205 cm. Najwyżej z Polaków sklasyfikowany został Oskar Murawski.

Fantastycznie spisali się Łukasz Wasilewski, który zwyciężył w sobotnim konkursie Dużej Rundy, Monika Jackiewicz – zwyciężczyni finału Rundy Średniej oraz prawdziwa niespodzianka tych zawodów – Oskar Murawski, który absolutnie zdominował konkurs Małej Rundy, raz zajmując miejsce 3. i dwukrotnie zwyciężając.

Poza najważniejszym konkursem Grand Prix warto wspomnieć również o drugiej już edycji „Speed & Music”. Zawodnicy jechali w rytm głośnej, skocznej muzyki granej przez profesjonalnych DJ-ów. Dodawało to jeźdźcom animuszu i podrywało z miejsc publiczność. Wygrał Michael Kolz z Niemiec, a najlepszy z Polaków Mściwoj Kiecoń zajął miejsce 6.

Pechowe Grand Prix

Finałowy konkurs zawodów rozpoczął się przed godziną 15 przy pełnych trybunach. W szrankach stanęło 45 zawodników, ukończyło 39. Parkur okazał się bardzo trudny i tylko trzech zawodników pokonało go bez punktów karnych i dostało się do rozgrywki. Najczęściej spadała przeszkoda numer 2, pozornie łatwa i stosunkowo niewysoka stacjonata, skakana jednak na publiczność. O wielkim pechu może mówić Aleksandra Lusina, którą przypadkowa zrzutka pozbawiła szansy na walkę o podium. Jej świetnie skaczący Omar Plus S otrzymał za to specjalną nagrodę od Polskiego Związku Hodowców Koni dla najlepszego polskiego konia. Niewiele do szczęścia zabrakło również Jarosławowi Skrzyczyńskiemu, Radosławowi Zalewskiemu, Łukaszowi Kozie i Piotrowi Morsztynowi, gdyż ci zawodnicy również mieli po jednej tylko zrzutce. Doskonale skakał Pi Quatorze Pauliny Wielgórskiej, ale niestety nowy mur z wielką dziurą okazał się dla młodego jeszcze konia zbyt trudny i para ta nie ukończyła przebiegu. Ostatecznie zwyciężyła Jörne Sprehe z Niemiec, dosiadając syna legendarnego Contendera, ogiera Contifax. Para ta jako jedyna pokonała rozgrywkę bezbłędnie mimo najgorszego czasu. Drugie miejsce zajęła Camila Mazza de Benedicto, która miała sporo szczęścia w przebiegu podstawowym i jej koń, chociaż niechętnie, pokonał trudny mur. Na miejscu trzecim znalazł się Henk van de Pol, uzyskując 8 punktów karnych. Niestety, rozgrywka bez udziału rodaków nie była tak emocjonująca jak zawsze. Odkąd pamiętam, to pierwsze takie Grand Prix. Mimo tego jednak zdecydowanie było na co popatrzeć. Przeszkody o wysokości do 160 cm, trudne technicznie linie, wymagające najazdy i ładnie przystrojony parkur przyciągały uwagę wszystkich.

Refleksje po Cavaliadzie

Organizatorów należy niewątpliwie pochwalić. Zawody były bardzo dobrze zorganizowane, a zawodnicy nie mogli narzekać. Zaangażowano dużo służb porządkowych, informacyjnych i pokaźną ekipę do pomocy przy parkurze. Całą imprezę doskonale prowadził Szymon Tarant, który w niedzielę tracił aż głos. Wygodne przejście pomiędzy halami było nagrzewane. W tym roku też, by usprawnić wejście na halę, wpuszczano zawodników bocznym przejściem. W roku ubiegłym wszyscy musieli ustawiać się w długą kolejkę. Nie było tak wielkich spóźnień i nawet w niedzielę po konkursie powożenia czasu było tak dużo, że aby go zapełnić, organizatorzy dodali dodatkowe atrakcje do programu. Niestety, jakość przygotowanych w punktach gastronomicznych posiłków, w porównaniu do ubiegłego roku, nie uległa poprawie. Zniechęceni kibice i zawodnicy rezygnowali z zamówionych posiłków, wędrując do pobliskiego fast foodu. Zabrakło kawiarenek, stoisk z szybkimi przekąskami i automatów z kawą za trybunami. W czwartek, gdy publiczność nie dopisała tak tłumnie, było zimno na hali w części sportowej, co jeszcze można zrozumieć, jednak w piątek sytuacja niewiele się poprawiła. W porównaniu z częścią targową, hala była o wiele bardziej wychłodzona przez cały czas trwania zawodów i większość publiczności siedziała w kurtkach. Na przyszłość można również pomyśleć o większych trybunach tak, by każdy, kto kupił bilet, miał miejsce siedzące. Może warto rozważyć wprowadzenie numeracji miejsc.

Podsumowując, pomimo tych niewielu potknięć, całość niezwykle udana, wrażenia pozytywne, tak jak i komentarze wśród publiczności, a co najważniejsze – zawodników, trenerów i całych ekip. Z niecierpliwością czekamy na kolejną Cavaliadę.

Oskar Murawski, wcześniej startujący w konkurencji WKKW, obecnie jeździ w niemieckiej stajni. Największa miła niespodzianka tych zawodów, czterokrotnie zajmował miejsca na podium. Jest to zawodnik jeszcze mało znany, warto więc przybliżyć jego sylwetkę:

„Start w Poznaniu był dla mnie jednym z ważniejszych startów w tegorocznym sezonie. W tym roku miałem okazję uczestniczyć w zawodach rangi międzynarodowej, m.in. w zawodach CSI 4* w Paderborn oraz w Hannowerze zaliczanym do CSI 3*. Jestem pozytywnie zaskoczony, gdyż organizacja i cały przebieg zawodów nie różniły się niczym od europejskich standardów. Dużym plusem były klimatyzowane stajnie, czego często brakuje na tak prestiżowych zawodach. Podłoże na głównej hali było bardzo dobre, a jak wiadomo, to decydujący element zawodów jeździeckich. Skala trudności parkurów była odpowiednia do rangi zawodów. Tegoroczna konkurencja była wymagająca. Do Poznania przyjechali bardzo dobrzy jeźdźcy ze świetnymi końmi.

Poznańskie zawody były moim debiutem na terenie naszego kraju w konkurencji skoków i występ ten zaliczam do bardzo udanych. Szczególnie jestem zadowolony z siedmioletniego ogiera Peter Pan (O. Potsdam M. po Hinault), który w Małej Rundzie trzykrotnie zajmował czołowe miejsca. Jest to koń o bardzo dużym potencjale. Satysfakcjonujący dla mnie jest fakt, że z tym koniem pracuję od pierwszego dosiadu. Poświęciłem mu wiele czasu i teraz owocuje to dobrymi wynikami. W ubiegłym sezonie Peter Pan został jednym z najbardziej utytułowanych sześcioletnich koni w Niemczech. Koń, na którym zakwalifikowałem się do niedzielnego konkursu Grand Prix, to dziewięcioletni wałach Continuo (O. Cotendro I M. po Gotthardsen). Wspólnie z tym koniem stawialiśmy pierwsze kroki w najwyższych konkursach. Obaj cały czas jeszcze się uczymy i zdobywamy doświadczenie, więc na większe sukcesy potrzeba więcej czasu i praktyki. Continuo to koń o dużych możliwościach, które zaprezentował, wygrywając 5 razy z rzędu konkurs potęgi skoku na zawodach krajowych w Niemczech. W Poznaniu passa ta została przerwana i pozostało cieszyć się z drugiego miejsca. Do swojej dyspozycji mam jeszcze klacz Contessa (O. Conteur M. po Acorado), na której wygrywałem również konkursy klasy S. Reszta koni, które trenuję, zapowiada się również obiecująco. Są to jednak konie od 4 do 6 lat, które aby zaprezentować się na arenie międzynarodowej, potrzebują jeszcze wiele treningów”.

Najważniejsze wyniki sezonu 2011 to:

• 4. miejsce CSI4* Paderborn w konkursie 140 cm – Peter Pan,

• 1. miejsce w Festiwalu Jeździeckim Niedersachsen w konkursie 140 cm – Peter Pan,

• 4. miejsce w konkursie S** Allersehl – Continuo,

• 5 × 1. miejsce w konkursie potęgi skoku – Elmlohe, Dobrock, Allersehl, Vechta, Grasleben,

• 1. miejsce w konkursie S* Sieversen – Contessa, • 2. miejsce w konkursie S* Bargstedt – Peter Pan,

• 2 × 1. miejsce w konkursie sześciu barier – Dobrock, Grasleben.

Shopping Cart
Przewiń do góry