Wiedza i szczęście – składniki sukcesu hodowlanego

Z Romą Kosicką, hodowcą koni rasy holsztyńskiej, rozmawia Katarzyna Bawłowicz.

Foto: archiwum Romy Kosickiej

Od jak dawna hoduje Pani konie holsztyńskie?

– Nasza hodowla koni holsztyńskich powstała w 2000 r. i mieści się w Wielkopolsce, niedaleko Nowego Tomyśla, w miejscowości Róża. Hodowlą koni zajmuję się razem z ojcem Ryszardem Kosickim i wujem Andreasem Kosickim. Obecnie stadnina liczy ok. 40 koni, w tym do stada klaczy należy 18 matek. Filozofią naszej hodowli jest stawianie na jakość. Stąd właśnie pomysł na hodowlę koni holsztyńskich, których typowo skokowy profil jest ciągle potwierdzany przez wyniki na arenach międzynarodowych.

Jaka jest recepta na wyhodowanie dobrego konia?

– Niestety, nie ma gotowej recepty. Aby takie prawdopodobieństwo zwiększyć, ogromną rolę przykładamy do klaczy-matek. Nasze klacze pochodzą ze sprawdzonych holsztyńskich linii hodowlanych tzw. stammów. Są one sprawdzane użytkowo na stacjonarnych próbach użytkowych (wierzchowych) dla klaczy 3-letnich i w sporcie. W przypadku zakupu starszej klaczy do naszej hodowli bardzo dokładnie sprawdzane jest przez nas potomstwo, które ona już dała. Uważamy, że w naszym kraju cały czas przykłada się zbyt małą wagę do jakości żeńskiego materiału genetycznego. Należałoby upowszechnić próby użytkowe dla klaczy, co ostatnio próbuje robić PZHK. Hodowcy powinni otrzymywać, tak jak to jest w przypadku Związku Holsztyńskiego, corocznie ocenę wartości hodowlanej swoich klaczy uaktualnianą o ocenę potomstwa (zarówno źrebaków, jak i wyników sportowych). To stanowi już podstawę do dalszych decyzji hodowlanych.

Czym się kierujecie, ustalając plan stanówki?

– Przygotowując się do każdego sezonu krycia, spędzamy dużo czasu nad doborem indywidualnym ogiera do klaczy. Uwzględniamy wiele czynników. Oczywiście priorytetem są wyniki sportowe osiągane przez danego reproduktora lub w wypadku ogierów starszych – wyniki sportowe jego potomstwa. Następnie baczną uwagę zwracamy na procentowy udział pełnej krwi w potencjalnym źrebaku oraz możliwe, potencjalnie występujące inbredy. Oczywiście jest już dowiedzione, że poszczególne linie hodowlane łączą się szczególnie dobrze z innymi, a z innymi nie – na to też zwracamy uwagę. Uwzględniamy też cechy, które chcielibyśmy poprawić u danej klaczy i staramy się dobrać takiego ogiera, o którym wiemy, że on powinien nam daną cechę udoskonalić. W ostatnim czasie korzystamy też szczególnie chętnie z dolewu krwi francuskiej, oczywiście w wypadku reproduktorów, które są dopuszczone do doskonalenia rasy konia holsztyńskiego.

Czy swoje klacze inseminujecie w Polsce, czy może zawozicie je na stanówkę do Niemiec?

– Trudnością jest dla nas niestety znaczna odległość do Holsztynu. Wszystkie klacze kryjemy metodą sztucznej inseminacji i bardzo często nasieniem mrożonym. Swego czasu prowadziliśmy próby inseminacji w domu, ale niestety wyniki były dla nas niezadowalające, dlatego konsekwentnie zawozimy nasze klacze do stacji krycia w Holsztynie. Związek Holsztyński bardzo reglamentuje nasienie swych najlepszych ogierów i bardzo często jest ono dostępne tylko i wyłącznie na danej stacji krycia, co też zmusza nas do podróży z klaczą, nierzadko też z jej małym źrebakiem.

Jak przedstawia się obecnie sytuacja na „końskim rynku”?

– Niestety, cały czas widać pewien kryzys i marazm. Osobniki wybitne, chodzące w dużym sporcie znajdują swoich nabywców, ale niestety cała reszta branży nastawiona na sprzedaż czy to źrebaków, młodych koni, czy np. klaczy hodowlanych silnie odczuwa zachwianie koniunktury z poprzednich lat. Sporo hodowców pomniejszyło swoje stada matek lub też silnie ograniczyło krycie. W rozmowach z tamtejszymi hodowcami bardzo mocno daje się odczuć, że popyt, jak i cena na konie bardzo mocno spadły. Specjalizujemy się w koniach o profilu skokowym. Najczęściej sprzedajemy źrebaki po odsadzeniu. W takim wieku koń to ciągle zagadka zarówno dla nas jako sprzedających, jak i jego kupca. Jako sześciomiesięczne odsady te konie to takie brzydkie kaczątka, które dopiero w wieku 3 lub 4 lat (holsztyny to konie stosunkowo późno dojrzewające) osiągają swój dojrzalszy wygląd. Na początku naszej działalności mieliśmy sporo kupców z Polski, lecz obecnie większość koni znajduje swych nabywców za granicami naszego kraju. Wpływ na to ma stosunkowo wysoka cena naszych koni, o której to z kolei decydują koszty stanówki danym ogierem. Gros koni zostaje sprzedanych do Niemiec, zdarzają się także konie sprzedawane do Hiszpanii, Szwecji, Włoch czy Czech.

Jakie są Wasze największe sukcesy?

– Corocznie nasze źrebaki są pokazywane na przeglądach źrebaków w Niemczech i otrzymują wyróżnienia (tzw. Fohlenpremie, czyli premia źrebięca). Ostatnio klaczka Bella Rosa (Cassini I – Quidam de Revel – Lord) zajęła pierwsze miejsce podczas czempionatu źrebaków w Wustenmarku. Nasze młode klacze rokrocznie uczestniczą w próbie wierzchowej i najlepsze z nich otrzymują najwyższą notę za skoki luzem, czyli 10. Obecnie naszą dumą hodowlaną jest 4-letni ogier First Fighter, po niedawno zmarłym For Pleasure, który jest uznany w Związku Badenia- Wirtembergia, jak również w Finlandii, gdzie jako 3-latek zyskał miano najlepszego ogiera skokowego w swoim roczniku i stanowił swój pierwszy sezon krycia.

Czy można więc powiedzieć, że hodowanie koni jest opłacalne?

– Hodowla koni to nasza wspólna, rodzinna pasja. Wymaga od nas dużo nakładów zarówno finansowych, jak i czasu, i pracy. Przy takiej ilości koni, którą obecnie posiadamy, nie możemy w żadnym wypadku już mówić o hobby, tylko o hodowli, która musi być odpowiednio skalkulowana i rentowna. Jeśli chodzi o rentowność, to nie ukrywam, że obecnie jest bardzo ciężko i zdarzają się konie, które sprzedawane są przez nas ze stratą finansową. Dzisiejsza sytuacja rynkowa wymusiła silny spadek cen, ale koszty stanówki, koszty zakupu nasienia, koszty dowozu klaczy nie zmieniły się. Pozostają na takim samym lub wyższym poziomie.

Dziękuję za rozmowę.

Shopping Cart
Przewiń do góry