Partia szachów z naturą

Tak o hodowli koni wyścigowych powiedział kiedyś Aga Khan, dodając, że aby ją wygrać, trzeba być bardzo cierpliwym, dokładnie zgłębić i zrozumieć zagadnienie, uczyć się na błędach, najlepiej nie tylko własnych i wreszcie umieć je naprawiać.

Tekst: Paweł Gocłowski
Foto: Piotr Filipiuk

Z początkiem lutego ruszył sezon rozpłodowy i hodowcy, układając plany stanówki, poszukują dla swoich klaczy najlepszych partnerów. To dobra okazja, aby wspomnieć o kilku kwestiach, które wiążą się z tym tematem i mogą pomóc w doborze par do kojarzeń.

Zdaniem niektórych praktyków, wysyłając pierwiastkę pod ogiera debiutującego w stadzie, nie mamy wiedzy (bo i skąd) na temat potomstwa, jakie daje zarówno nasza klacz, jak i ów reproduktor. W rezultacie otrzymując źrebaka, nie dowiemy się, czy przyczyna wystąpienia danej cechy leży po stronie klaczy, czy może przekazuje ją ogier. Dlatego też dla klaczy, która jeszcze nie rodziła, wybierają sprawdzonego już w stadzie reproduktora, co sprawia, że ich równanie ma tylko jedną niewiadomą.

Legendarny Federico Tesio mawiał skromnie, że nie jest zawodowym naukowcem, lecz jedynie ciekawym człowiekiem, który chce poznać prawdę. Uważał on, że w hodowli koni pełnej krwi kariera wyścigowa klaczy ma o wiele mniejsze znaczenie niż w przypadku ogiera. Słynny polski hipolog – profesor Witold Pruski podkreślał, że w hodowli koni pełnej krwi należy doskonalić przede wszystkim ogiery, bo dają dużą liczbę potomstwa. Logicznym wydaje się zatem wniosek, aby do reprodukcji trafiały przede wszystkim te osobniki, które osiągały dobre rezultaty na torze. Tymczasem boksy czołowych w zbyt dużej części zajmują u nas konie o bardzo miernej (np. Arithmancer, Scufiott) lub wręcz żadnej dzielności wyścigowej (Indy Champ, Nedham’s Fort, October, Zanatar). A przecież o żadnym z powojennych czempionów reproduktorów w Polsce nie można powiedzieć, że nie biegał lub nie potrafił zwyciężyć. W rankingu europejskich reproduktorów prowadzonym wg sum wygranych przez ich potomstwo w sezonie 2010, w czołowej 50 nie sposób znaleźć konia, który nie wyszedł do startu lub na bieżni radził sobie słabo.

Mimo że konie pełnej krwi nigdy nie były selekcjonowane ze względu na pokrój, doświadczeni hodowcy kładą duży nacisk na eksterierowe dopasowanie klaczy i ogiera. Chcą przecież uzyskać źrebię prawidłowej budowy, przy tym zdrowe i najlepiej urodziwe, bo zwiększa to wydatnie szansę na udaną karierę torową i sprzedaż. A świetną okazją do oceny i obserwacji typowych dla potomstwa danego reproduktora cech anatomicznych były jeszcze do niedawna jesienne przeglądy hodowlane w stadninach, przed i posezonowe przeglądy koni przebywających na Służewcu w treningu wyścigowym oraz ogólnokrajowe aukcje roczniaków, skupiające w katalogach konie różnych wystawców. Dzisiaj, w szczątkowej formie, bo tylko w 4 stadninach, odbywają się jedynie te pierwsze, a licytacje mają głównie lokalny charakter.

Zdarza się, że w swoich wyborach właściciele klaczy kierują się modą, choć to przecież pojęcie bardzo względne. Minie bowiem dwa i pół roku zanim nasz źrebak będzie maszerował w ringu podczas aukcji roczniaków i kolejne kilka miesięcy do jego pierwszego startu, a taki okres to nie tylko w świecie mody niemal cała wieczność, tym bardziej że ludzka pamięć bywa zawodna i bardzo wybiórcza. Czasem w rozważaniach górę bierze zwyczajna wygoda (ogier stacjonuje blisko naszej stajni) lub aspekt ekonomiczny (korzystna cena stanówki albo dogodna forma rozliczeń). Tymczasem na decyzję hodowcy powinno mieć wpływ jedynie fenotypowe i genotypowe dopasowanie klaczy i ogiera, co podkreślają nie tylko przywoływani już Tesio, Pruski czy Aga Khan.

O eksterierze już było, więc teraz o genetyce. Obok dogłębnej znajomości rodowodów i karier torowych koni, niektórzy właściciele klaczy chętnie używają rozwiązań, nazwijmy je ogólnie – matematycznych, opierając się choćby na różnych wariantach metody dozowania (Vullier, Varola, Roman) i rozmaitych współczynnikach czy też dość powszechnie dostępnych i specjalnie w tym celu opracowanych programach komputerowych. Na nic zda się jednak idealny diagram i rozmaite współczynniki, jeśli wspaniałego rodowodu źrebię nie zostanie właściwie odchowane. Żywienie oraz ruch (także źrebnej i karmiącej klaczy-matki) to podstawa. Latem dobrej jakości pastwisko, a zimą bieżnia (ruch wymuszony) i naprawdę wartościowe siano. Do tego regularne szczepienia, odrobaczanie, prawidłowa i terminowa korekcja kopyt oraz staranna, codzienna pielęgnacja, baczna obserwacja i szybka reakcja. To chyba najbardziej podstawowe czynniki środowiskowe zależne od hodowcy, bez których największy nawet potencjał genetyczny nie zabłyśnie pełnią blasku. Tym bardziej że tylko 15-30% zmienności populacji to zmienność genetyczna i główną rolę przypisuje się właśnie środowisku.

Są też hodowcy, którzy powtarzają sprawdzone połączenia lub stosują inbred na wybitnego przodka (częściej ogiera niż klacz). Dla nich niczym nowym nie będą następujące wiadomości. Sześciokrotny (1999, 2001, 2003, 2006 i 2008-2009) czempion reproduktorów – Jape wydaje się właściwym wyborem dla matek o dzielności wyścigowej zdecydowanie powyżej przeciętnej, bo najlepsze jego potomstwo pochodzi właśnie od bardzo dobrych wyścigowo klaczy. Ogier ma już 22 lata, a że eksterierem nigdy nie zachwycał, więc lepiej, by klacz była przy tym stosunkowo młoda i zdecydowanie poprawnej budowy. A jeśli będzie jeszcze miała w rodowodzie og. Dakota… Z kolei aktualny czempion (2010) Belenus dał dotąd niewielu, bo tylko pięciu zwycięzców gonitw pozagrupowych, jednak wśród nich aż trzy (Hipoliner, Kardinale, Intens) pochodzą od córek (dwa pierwsze) bądź wnuczek og. Who Knows, co z pewnością nie umknęło uwadze hodowców. Belenus potrafi poprawić kaliber, ale również przekazać zdecydowany charakter. Dwukrotnie (2004-2005) pierwszy w rankingu nieduży Don Corleone ma aż pięciu wśród dwunastu zwycięzców cennych laurów, pochodzących od klaczy z rodziny Netry (Nitisara, Nemunas, Nowy Corleone, Negro, Novizio), a w rodowodach czworga z pięciu najlepszych wyścigowo koni po nieco już zapomnianym In Camera znajdziemy og. Prince Rose. Równie zaawansowany wiekowo Enjoy Plan daje zdecydowanie lepsze córki, podczas gdy jego synowie odznaczają się talentem skokowym. Typowym ojcem klaczy jest także Sorbie Tower. Wydaje się, że przychówek czempiona z 2007 r. – Roulette to konie wcześnie dojrzewające i co ważne – potrafiące przyspieszyć, które z wiekiem biegają gorzej i nie przepadają za wysoką wagą. Syn og. Rainbow Quest – Exaltation może okazać się dobrym wyborem dla córek Llandaffa, którego półsiostra Wajd (po Northern Dancer) urodziła dzielnego Nedawi (pierwszy w St.Leger G1, Gordon St. G3, drugi w King George VI and Queen Elizabeth Diamond St. G1), a także dla córek innych reproduktorów z rodu Northern Dancera. Dla odmiany syn Llandaffa – derbista Montbard ma szansę dać wartościowy przychówek z córkami Enjoy Plana, którego brat Alysheba jest ojcem matki najlepszego potomka Llandaffa – ogiera Vespone (wygrał Prix Jean Prat G1 i Grand Prix de Paris G1).

I na koniec jeszcze o pewnej światowej tendencji. Przykład pochodzi z Australii, ale podobny trend łatwo zauważyć także na Wyspach Brytyjskich. Otóż w ciągu 20 lat (1988-2008) liczba krytych klaczy spadła tam o 40% (z 44 413 do 26 800), podczas gdy ilość czynnych reproduktorów zmniejszyła się aż o 73% (z 2917 do 768). Co więcej, z tych 768 czołowych, aż 114 to synowie świetnego Danehilla. W dodatku coraz większy wpływ na australijską hodowlę mają ogiery „shuttle” (przysyłane na czas stanówki z Półkuli Północnej). W 1982 r. były to tylko Bluebird i Last Tycoon, które pokryły w sumie 163 klacze, a w 2006 r. aż 64 reproduktory pokryły łącznie 5627 matek, czyli 1/5 całości. Wygląda więc na to, że światowy rynek (w tym wypadku są nim hodowcy – właściciele klaczy) zaostrzył kryteria reproduktorom i zwyczajnie nie potrzebuje dzisiaj aż tylu ogierów czołowych, co 20 lat temu. To oczywiście tylko jedna strona medalu, bo temat jest znacznie szerszy i dalece bardziej złożony. W Polsce w 2008 r. 64 reproduktory pokryły 620 klaczy, a dwadzieścia lat wcześniej (1988) 35 ogierów czołowych pokryło 534 klacze. Nie sposób bezwzględnie porównywać mały środkowo-europejski kraj do numeru dwa na świecie, bo biorąc pod uwagę skalę hodowli pełnej krwi, Australię wyprzedzają tylko Stany Zjednoczone. Widać jednak, że tam średnia liczba klaczy na jednego ogiera wzrosła z 15 do 35, podczas gdy u nas w tym samym czasie zmalała z 15 do 10. Większy wybór dostępnych w Polsce reproduktorów spowodował, co po części jest naturalne, spadek ich jakości, ale tego problemu nikt za hodowców nie rozwiąże. A cennym drogowskazem dla nich był moim zdaniem zakup ogiera Be My Chief – konia z bardzo dobrą karierą wyścigową i dobrą, międzynarodową karierą stadną. Mimo że niezbyt młody i wskutek nieszczęśliwego wypadku krótko w Polsce używany, przekazał potomstwu dokładnie to, czym zasłynął na bieżni (wczesność dojrzewania i przyspieszenie), wygrywając dwukrotnie (2008-2009) czempionat w kategorii reproduktorów – ojców dwulatków. A skoro światowi potentaci ograniczają liczbę reproduktorów, to wydaje się, że mamy szansę znaleźć na ich rynku (corocznie zasilanym nowymi gwiazdami turfu) sprawdzone (na torze i w stadzie) starsze ogiery. Jest to oczywiście zadanie niełatwe i niestety kosztowne, o czym Aga Khan już nie wspomina, bo przecież dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają.

Shopping Cart
Przewiń do góry