Paddock paradise

Tekst: Jakub Gołąb, Ada Majocha

Wiele mówi się o tym, że koń to zwierzę otwartych przestrzeni. Ciągłe poszukiwanie jedzenia, ucieczki przed drapieżnikami i wędrówki do nielicznych wodopojów skutkują tym, że poza krótkimi okresami snu/odpoczynku dziki koń jest w ciągłym ruchu. Niezliczone ilości kilometrów przemierzone przez konie przez miliony lat od początku ich historii doprowadziły do powstania szeregu przystosowań do takiego trybu życia. Sięgają one częstokroć bardzo głęboko i dotyczą fundamentalnych założeń „konstrukcyjnych” (anatomicznych i fizjologicznych). Są nierozerwalnie związane z trybem życia wędrownego zwierzęcia stepu, a każda próba ich zmiany nieuchronnie spowoduje, że przystosowania te zamiast pomagać przeżyć, staną się źródłem poważnych problemów. W ewolucyjnej skali czasu udomowienie koni jest nic nieznaczącym epizodem i chcąc stworzyć im najbardziej komfortowe warunki egzystencji i uniknąć kłopotów, powinniśmy zapewnić środowisko maksymalnie zbliżone do tego, do którego przystosowały się przez miliony lat. Jakie ono jest?

Dzikie konie praktycznie ciągle jedzą. Jest to konieczne, aby przetrwać na stosunkowo ubogiej paszy. Miliony lat takiego odżywiania spowodowały, że układ pokarmowy konia zaadaptował się do sytuacji, w której cały czas pracuje, a jednocześnie nie jest nigdy w 100% obciążony. Ponieważ rośliny na stepie rosną w kępkach i raczej nie zdarza się, żeby była to roślinność obfita, konie szukając jedzenia i wędrując od kępki do kępki przez 16-18 godzin w ciągu doby, pokonują średnio 20-30 km. Śpią najwyżej 6 godzin na dobę rozłożonych na kilka -kilkanaście okazji, a główną porą spoczynku jest południe – czas, kiedy jest zbyt gorąco, żeby jeść i kiedy śpi większość drapieżników, bo jest zbyt gorąco, żeby zająć się polowaniem.

Co musimy im zapewnić?

Ze względu na zdrowie i komfort psychiczny koni powinniśmy za wszelką cenę dążyć do jak najbardziej naturalnego żywienia, tj. zróżnicowanej paszy objętościowej dostępnej do woli 24 godziny na dobę. Pozwala to nie tylko na optymalną pracę układu pokarmowego i eliminuje ryzyko związane z najróżniejszego typu schorzeniami kolkowymi, ale również dostarcza koniom zajęcia. Wiele koni domowych jest chorych psychicznie z nudy – bardzo często zapominamy, że komfort psychiczny jest równie ważny (o ile nie ważniejszy!) jak fizyczny – koń musi się czymś zająć!

Drugą najważniejszą sprawą jest zapewnienie ruchu. Jak już wspomnieliśmy, konie w naturze przemierzają ok. 20-30mkm w ciągu doby, co daje ok. 20-30 tys. kroków. Możemy porównać to z dystansem przemierzanym przez konie domowe utrzymywane na pastwiskach (5-6 tys. kroków dziennie) i w boksach 24 h/dobę (~800 kroków dziennie). Główny problem wynikający z tak dużego niedoboru ruchu to niedorozwój struktur amortyzujących kopyta, czyli strzałki gąbczastej i chrząstek kopytowych. U dzikiego konia rozrost tych struktur stymulowany jest przez ruch – tysiące uderzeń kopyta o ziemię dziennie od chwili urodzenia. U konia domowego ta stymulacja jest niedostateczna, co powoduje, że struktury te są niedorozwinięte. Aby ich nie przeciążać, koń zaczyna stawiać kopyto „od palca”, co skutkuje upośledzeniem całego mechanizmu kopyta i dalszymi problemami z tego wynikającymi.

Najważniejszą rzeczą jest ograniczenie czasu, jaki koń spędza w boksie. Dla uciekającego zwierzęcia stepu nie istnieje nic bardziej nienaturalnego niż zamknięcie w ciasnej przestrzeni, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Ideałem, do którego powinniśmy dążyć, jest niezamykanie koni w stajni. Przy i tak już niedostatecznej ilości ruchu koń nie „nadrobi” godzin spędzonych w boksie, co najwyżej po wypuszczeniu pobiega intensywniej przez kilkanaście minut. Ponieważ konie nie śpią w nocy, zamykanie ich „tylko na noc” skutkuje ograniczeniem ruchu nawet o 70%.

Wydawać by się mogło, że oba te problemy – żywienie i niedobór ruchu – rozwiązuje wypuszczenie koni na całą dobę na pastwisko. Pomijając fakt, że nie każdy z nas ma taką możliwość, nie jest to wcale rozwiązanie idealne. Byłoby takim, gdybyśmy wypuścili je na łąki zbliżone swoją strukturą do stepu. Nasze pastwiska są jednak inne. Porośnięte odmianami traw odpornymi na zgryzanie, o wysokiej koncentracji substancji odżywczych i energii, dającymi wysoki plon, są dla koni przystosowanych do ubogiej paszy „za dobre”.

W takich warunkach konie mają dostęp do zbyt dużej ilości jedzenia naraz. Zamiast szukać pożywienia kilkanaście godzin na dobę i zrywać je drobnymi kęsami, stoją i jedzą „całym pyskiem”. Prowadzi to do niedokładnego żucia i gorszego wymieszania pokarmu ze śliną, a co za tym idzie – gorszego trawienia i przeładowania przewodu pokarmowego. Konie „nażarte do nieprzytomności” stoją i drzemią, potem budzą się i wszystko zaczyna się od nowa. Zamiast równomiernego wypełnienia przewodu pokarmowego pojawiają się cykle koń głodny – koń przejedzony.

Konwencjonalne pastwisko nie zapewnia również ruchu. Jak wykazują obserwacje, konie wypuszczane na tradycyjne pastwiska wędrują zaledwie 2-8 km na dobę, co w porównaniu do warunków naturalnych jest całkowicie niewystarczające z punktu widzenia komfortu psychicznego konia i jego rozwoju fizycznego.

Dzieje się tak dlatego, że konie wypuszczone na pastwisko nie mają po co się ruszać – nie ma drapieżników, jedzenie jest pod nosem, a woda zawsze dostępna.

Co możemy zrobić?

Jeśli mamy możliwość wypuszczenia koni na duże pastwiska zbliżone charakterem do naturalnych (np. łąki górskie), nie mamy problemu. Co jednak, jeśli nie dysponujemy dużym areałem, a jedynie kawałkiem padoku lub niewielką łączką? Czy nie da się nic zrobić?

Da się. Możemy stworzyć swój własny „rajski padok” (paddock paradise). Paddock paradise to jednocześnie nazwa własna i pewna koncepcja utrzymania koni, która ujrzała światło dzienne w książce J. Jacksona pod tymże tytułem. Głównym założeniem jest stworzenie takich warunków i dostarczenie koniowi takiej stymulacji psychofizycznej, która skłoni go do niemal ciągłego ruchu.

Idea paddock paradise bazuje na obserwacji, że terytorium dzikiego konia nie jest terytorium obszarowym (konie w naturze nie rozsypują się na przestrzeni tak jak krowy), a liniowym – stado porusza się po swoim terenie stałymi ścieżkami. Okazuje się, że jeśli ograniczymy możliwość „rozsypywania się” stada na boki poprzez wygrodzenie systemu ścieżek, zachęci to konie do ciągłego ruchu.

Budujemy własny paddock paradise

Ogromną zaletą tego pomysłu jest fakt, że możemy wykorzystać go praktycznie wszędzie. Obszar i teren, jakim dysponujemy, ma niewielkie znaczenie. Zamiast wypuszczać konie na tradycyjne, wielokątne pastwisko, gdzie głównie stoją i jedzą, dodajemy dodatkowe „wewnętrzne” ogrodzenie, aby utworzyć zamknięty korytarz.

Otrzymujemy w ten sposób „bieżnię”, po której chodzić będą konie. Możemy ją utworzyć praktycznie wszędzie – dookoła łąki, którą przeznaczymy na siano, wokół ujeżdżalni i zabudowań stajni czy nawet wokół własnego podwórka. Ważne jest jedynie, żeby była ona bez „ślepych końców”. Jedynym początkowym kosztem będzie wykonanie ogrodzenia naszej ścieżki; kolejne elementy możemy dodawać stopniowo, w miarę wolnego czasu i zasobności portfela.

Szerokość korytarza, którym będą chodzić konie, dobieramy eksperymentalnie, uwzględniając wielkość stada – im węższy, tym konie będą więcej się ruszać. Z użyciem plastikowych słupków i pastucha elektrycznego całą pracę możemy wykonać bardzo szybko. Dodatkowo umożliwi to nam manipulację jego szerokością w zależności od potrzeb. Gdy już dobierzemy optymalną, zawsze możemy zbudować stałe ogrodzenie. Im bardziej zróżnicowany teren, po którym poprowadzimy korytarz, tym lepiej. Nie tylko będzie prowokował konie do ruchu poprzez chęć sprawdzenia „co dzieje się za rogiem”, ale także dostarczy stymulacji dzięki urozmaiconemu podłożu, różnicom w nachyleniu stoku itp. Projektując paddock paradise, powinniśmy pamiętać też o zapewnieniu koniom schronienia od złych warunków pogodowych. Jeśli nie mamy możliwości poprowadzenia korytarza przez skupisko krzewów lub drzew, konieczne będzie zaprojektowanie wiaty lub włączenie w korytarz istniejącej stajni.

Podłoże

Jeśli dysponujemy rezerwami finansowymi, powinniśmy od razu pomyśleć o podłożu, jeśli nie – pracę tę zawsze można odłożyć na później i wykonywać ją „po kawałku”. Pozostawione oryginalne podłoże wystarczy jedynie na początek – konie szybko „udepczą” klepisko, które na wiosnę i jesień zamieni się w otchłań błota. Ponieważ nasz korytarz nie jest zbyt szeroki, możemy pozwolić sobie na wysypanie go dowolnym materiałem, co w przypadku tradycyjnego padoku byłoby niemożliwe ze względu na koszty. W miarę możliwości nawierzchnia, którą stworzymy, powinna być zróżnicowana i twarda, co ma ogromne znaczenie dla wykształcenia zdrowych kopyt. Dodajemy więc fragmenty wysypane kamieniami, grysem, żwirem, piaskiem itp. pamiętając, że rodzaj i grubość warstwy musi być dostosowana do podłoża pod spodem. Jeśli będzie zbyt drobna czy cienka, efekt naszej pracy szybko zostanie zaprzepaszczony.

Żywienie

Jak jednak zapewnić koniom ciągłe jedzenie połączone z ciągłym ruchem? Najprostszym, ale jednocześnie najbardziej kłopotliwym sposobem jest rozsypywanie siana wzdłuż całego przebiegu „bieżni”. W zależności od wielkości naszego stada będziemy musieli to robić kilka razy dziennie. Dodatkowym problemem jest fakt, że konie zadepczą część siana lub wymieszają je z błotem, co oprócz marnotrawstwa ogromnie skomplikuje nam sprzątanie. Jest to jednak sposób najprostszy, niewymagający żadnego dodatkowego wkładu finansowego.

Dużo lepszym rozwiązaniem są paśniki porozstawiane wzdłuż całego obwodu padoku – im więcej i gęściej, tym lepiej, bo tym mniejsze prawdopodobieństwo „utknięcia” konia przy jednym z nich. Najlepiej swoją rolę będą odgrywać różnego rodzaju systemy tzw. powolnego żywienia. To paśniki z kratą lub siatką o małych oczkach (2-5 cm w zależności od gradacji siana i umiejętności koni). Ich zastosowanie powoduje, że konie wybierają wargami pojedyncze źdźbła. Oprócz zapewnienia równomiernego wypełnienia przewodu pokarmowego systemy powolnego żywienia znacząco ograniczają nudę – ponieważ koń je powoli, musi, podobnie jak w naturze, niemal cały dzień jeść, by pokryć swoje zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze. Zalety takich paśników to nie tylko lepsze zdrowie i samopoczucie konia, ale też znaczne ograniczenie strat siana. Nie tylko nie jest ono rozrzucane i zadeptywane, ale dzięki lepszemu trawieniu (małe kęsy, lepsze żucie, lepsze wymieszanie ze śliną) jest lepiej wykorzystywane i zmniejsza się jego zużycie. Wyeliminowane zostają również walki o jedzenie w chwili, gdy konie nauczą się, że jest ono dostępne 24 godziny na dobę i nigdy go nie brakuje. Taki sposób karmienia daje niesamowitą wygodę, eliminując konieczność karmienia o stałych porach – ograniczamy się jedynie do uzupełniania siana zanim się skończy. Oczywiście im więcej paśników, tym przerwy między uzupełnieniami mogą być większe.

Zastosowanie takiego systemu pozwoliło nam dokonać jeszcze jednej ciekawej obserwacji. Konie same dawkują sobie ilość zjadanego siana w zależności od potrzeb; jego zużycie ma duży związek z pogodą.

Sprzątanie

W zasadzie codzienne sprzątanie jest konieczne – inaczej nasze starannie przygotowane podłoże zamieni się w warstwę obornika. Nie zajmuje ono jednak dużo czasu. Dodatkowo możemy je sobie ułatwić, obserwując miejsca, w których konie wypróżniają się częściej i nie sprzątając ich do końca, co skłoni konie do regularnego korzystania z nich.

Nasze padoki

Jakub (Rancho Stokrotka, Jarków): Nasz paddock paradise zbudowany jest dookoła położonej na stoku łąki o powierzchni ok. 0,9 ha (długość korytarza ok. 450 m, szerokość 4-8 m), część korytarza obejmuje zagajnik (kilkanaście drzew i krzewów). Na początku całość wygrodzona była pastuchem elektrycznym. W ciągu pierwszego roku funkcjonowania padoku zamieniliśmy zewnętrzne ogrodzenie na drewniane, wewnętrzne pozostało z plastikowych słupków i pastucha.

Początkowo podłoże stanowiło udeptane przez konie klepisko. Obecnie po 3 latach użytkowania ok. 100 m wysypane jest kamieniami (tłuczeń i łupek) i sukcesywnie każdego roku powiększamy tę powierzchnię, dowożąc po kilka przyczep kamienia. Ponieważ cały padok zlokalizowany jest na glinie, konieczna była gruba warstwa (ponad 20 cm), żeby uniknąć wymieszania. Dostęp do wody zrealizowaliśmy w jednym miejscu (mniej więcej na środku odcinka wysypanego kamieniami), instalując tam wannę napełnianą z węża. W lecie woda jest dostępna cały czas, w zimie (ze względu na zamarzanie) 2-3 razy dziennie.

Sukcesywnie zwiększamy też liczbę paśników systemu powolnego żywienia. W pierwszym roku użytkowania rozrzucaliśmy siano wzdłuż całej długości korytarza, obecnie użytkujemy 8 paśników – 4 beczki z siatkami o oczku 2,5 cm, 3 paśniki z kratą 4 cm i 1 siatkę 2,5 cm. W planach jest jeszcze jedna beczka i kilka siatek. Siano magazynujemy w 2 wiatach po wewnętrznej stronie ogrodzenia, dzięki temu nie ma problemu z jego transportem. Zużycie siana oscyluje w granicach 6-14 kostek na dobę w zależności od pogody (największe w okolicach 0°C).

Gruntowne codzienne sprzątanie zajmuje nam ok. 20-30 minut i sprowadza się do wyrzucania odchodów za wewnętrzne ogrodzenie. Duża powierzchnia składowania oraz fakt, że odchody nie zawierają ściółki i nie są zmieszane z moczem, powoduje, że wysychają bardzo szybko i są praktycznie bezwonne. Raz w roku usuwamy (zamówioną koparką) i wywozimy powstające hałdy, co zajmuje ok. 6 godzin.

Padok użytkujemy od 3 lat, żyje w nim na co dzień stado 8 koni, przebywając tam 24 godziny na dobę.

Ada (Chechło): Paddock paradise powstał u mnie dopiero w tym roku. Mój koń wraz z towarzyszem spędzają na nim tylko wakacje. Przez pierwsze lato miały nieograniczony dostęp do pastwisk i siana, następnie obszar między wiatą a wanną z wodą został wysypany płukanym żwirem. Rok temu pojawiły się siatki na siano, a ze względu na pierwsze podejrzenia o wrażliwości na wysoki poziom cukrów w pożywieniu, mój koń pasł się tylko nocą. Dzień spędzał na żwirowym wybiegu przy wiacie, ale było to znaczne ograniczenie ruchu, a nadal niedostateczne pastwiska, dlatego powstał plan stworzenia „ścieżki zdrowia” dla koni.

Korytarz jest długości ok. 200 m i szerokości ok. 3 m, wzrastającej przy wiacie do 9 m.

Wzdłuż ścieżki rozmieszczone są 4 paśniki – beczki z siatkami o oczku 2,5-3 cm, a pod wiatą znajduje się siatka 3 cm.

Część „bieżni” wysypana została gruzem (solidnie potłuczone cegły i dachówki), a następnie na całej długości został nawieziony grys (16-31,5 mm). Krótki, a przede wszystkim suchy okres użytkowania korytarza powoduje, że warstwa 5-10 cm nie zniknie szybko. Główną trudnością w chodzeniu po takim podłożu była jego „ruchomość”, dopóki konie go nie udeptały.

Za schronienie służy wiata, którą początkowo konie niechętnie opuszczały ze względu na silne skojarzenie z jedzeniem. Musiał minąć co najmniej tydzień, żeby w pełni zajęły się sianem w beczkach.

Mała różnorodność i brak przeszkód terenowych nie sprzyjają promocji ruchu, a dwa konie to zbyt mała liczba, by sprowokować częstsze zmienianie paśników (i dostateczną ilość ruchu). Mimo to ilość ruchu w stosunku do poprzednich („pastwiskowych”) wakacji widocznie się zwiększyła, stan kopyt polepszył, a zużycie siana spadło. ■