Hodować czy nie?

W opinii znawców, hodowla koni w Polsce ma niską opłacalność. Hodowcy narzekają na wysokie koszty produkcji i utrzymania koni przy ich niskich cenach na rynku, a jeźdźcy na ich niezadowalającą jakość. Polski Związek Hodowców Koni wprowadza w życie kolejne zaostrzenia mające na celu polepszenie jakości hodowanych koni, a właściciele ogierów czują się pokrzywdzeni i niedoinformowani. Brakuje współpracy. Wszystko jednak obraca się wokół najważniejszego zagadnienia, jak dogonić światową czołówkę?

Tekst: Katarzyna Bawłowicz
Foto: Piotr Filipiuk

Odebrane licencje…

Na stronie Polskiego Związku Hodowców Koni pojawiła się informacja o ogierach wycofanych z rozrodu. Lista ta wywołała całą burzę dyskusji i jest sprawą wielce kontrowersyjną. Okazało się, że wielu właścicieli ogierów posiadających licencję nie zdawało sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ze sobą niepełne użytkowanie danego ogiera w hodowli lub w sporcie. I tak na liście znalazło się aż 60 reproduktorów, którym odebrano prawo do dalszego stanowienia klaczy. Przyczyną tego była niedostateczna liczba zebranych punktów – szczegółowe informacje zawarte są na stronie PZHK w dziale Hodowla – Kategorie ogierów. Punkty przyznawane były za potomstwo, wyniki potomstwa oraz wyniki samych ogierów. Całą sytuację wyjaśnia Piotr Helon, kierownik Związku Hodowców Koni Ziemi Lubuskiej.

– Działania PZHK mają na celu poprawę jakości koni w Polsce. Ogiery kryjące nie mogą już być anonimowe, muszą udowodnić swoją wartość i potwierdzić, że powinno się ich użyć w hodowli, stąd właśnie nadawanie kategorii. Jedynie ogiery z kategorią A nie podlegają już żadnej weryfikacji i nie grozi im utrata licencji, pozostałe zaś będą podlegać ocenie. Teraz każdy reproduktor albo musi potwierdzić swoją klasę w sporcie, czyli przez użytkowość, albo poprzez potomstwo. Punkty otrzymuje się za każdego źrebaka – od 0,25 do 2 pkt oraz w przy padku starszych – za klacz wpisaną do księgi stadnej – 8 pkt oraz ogiera wpisanego do księgi stadnej – 30 pkt.

Oczywiście ogier, któremu odebrano już licencję, nie ma więcej prawa stanowić klaczy. Jedynie źrebięta urodzone po nim w roku 2011 mogą jeszcze wpłynąć na decyzję komisji.

Właściciele ogierów oczywiście wiedzieli o tych przepisach od samego początku i byli o wszystkim informowani, więc nie rozumiem obecnego poruszenia. Może się jeszcze okazać, że jakiemuś ogierowi niesłusznie cofnięto licencję, jednak może to być winą niedoinformowania PZHK przez PZJ. Właściciel takiego ogiera musi natychmiast przedstawić jego wyniki sportowe.

Co ciekawe, licencję stracić może również kilka ogierów będących własnością Stad Ogierów, czyli zakupionych przede wszystkim po to, by stanowić klacze. Jak się okazuje 77 ogierów jest zagrożonych utratą licencji na kolejny rok.

Stada Ogierów kontra prywatne stacje ogierów…

W Polsce kryją coraz znamienitsze ogiery zachodnie. Powstają nowe stacje oferujące stanówkę sprawdzonymi w sporcie zwycięzcami Mistrzostw Polski. Możliwa jest wysyłka nasienia w dowolne miejsce, o dowolnym terminie. Nie jest również żadnym problemem sprowadzenie nasienia dowolnego reproduktora z odległego kraju. Czy nasze rodzime Stada Ogierów mogą z tym konkurować? Jak wiadomo, odebrano również licencję ogierom państwowym!

Piotr Helon: Stada dawno już nie są tak konkurencyjne pod względem materiału jak ten, który oferują prywatne stacje ogierów. Wabikiem natomiast jest cena stanówki, która w Stadzie jest o wiele niższa. Dla hodowców posiadających ograniczony budżet jest to doskonała alternatywa. Poza ogierami sportowymi są jeszcze rasy, takie jak śląska lub rasy zimnokrwiste, którymi nie zajmuje się zbyt wielu prywatnych hodowców. Stada starają się więc zaopatrywać w ogiery różnych ras, tak by sprostać wymaganiom danego regionu. Na pewno utrudnieniem jest brak promocji w sporcie ogierów stanowiących w SO, ogólnie zbyt mała ich reklama. I kolejna kwestia – wysyłka nasienia w większości stad jest niemożliwa. Powoli padają znakomite ogiery państwowe z bogatą karierą sportową – całkiem niedawno odszedł Bujak, a Biskwit czy Eskudo mają już po 20 i 21 lat.

Skoro tak ostra selekcja została wprowadzona względem ogierów, czy nie należałoby zacząć kontrolować również klaczy?

Piotr Helon: W dzisiejszych czasach każdy koń musi coś sobą reprezentować, by zostać użytym w hodowli. Tyczy się to zarówno klaczy, jak i ogierów. Stąd też próby dzielności dla klaczy. Ocenia się nie tylko stęp, kłus i galop, ale również skoki. Bardzo istotna jest ocena niezależnego jeźdźca, który przyznaje punkty za jezdność. Uważam, że jest to jeden z decydujących elementów tej próby. Sztuką jest właśnie wyhodować konia uniwersalnego, na którym każdy sobie poradzi. Na próbach wyraźnie widać, że o ile pod swoim jeźdźcem klacze prezentują się bardzo dobrze, to pod jeźdźcem testowym pojawiają się problemy. U nas klacze testował sam Mistrz Polski Mściwoj Kiecoń. Co ciekawe, od roku 2014 zakłady treningowe bądź próby polowe dla klaczy będą obowiązkowe – dopiero przy pozytywnym wyniku zostaną one wpisane do Księgi Głównej. Ewentualnie kolejną możliwością jest kariera sportowa. Chodzi głównie o to, by do rozrodu nie zostały dopuszczone marne klacze bez wartości użytkowej. Oczywiście nie działa to wstecz i wszystkie klacze, które już zostały wpisane do ksiąg nie zostaną z nich usunięte, metoda ta zacznie się zatem sprawdzać dopiero za kilka lat. Należy jednak wspomnieć, że niesprawdzona nawet klacz ma odrobinę mniejszy wpływ na hodowlę, z tego względu, że jest ona w stanie dać określoną liczbę źrebiąt, ogier zaś może pokryć ogromną liczbę klaczy. 10-12 źrebiąt od jednej klaczy to już naprawdę dobry wynik. Niemniej jednak i o to należy zadbać.

Czy opłaca się hodować konie? Ceny są kilkukrotnie niższe niż ich wartość. Czy oznacza to, że mamy nadprodukcję?

Piotr Helon: Niestety, o ile nastąpiło ożywienie na końskim rynku, to nie nastąpiło ono w kierunku finansów. Ceny na konie spadły drastycznie, źrebięta kosztują 50% ceny sprzed 3 lat. Półroczne źrebię kiedyś kosztowało 2400-2500 zł, a dzisiaj kosztuje 1200. Oczywiście mowa tu o średniej cenie, nie o fenomenalnych rodowodowo źrebiętach. Przeciętny koń kosztuje na pewno dużo mniej niż jest wart. Na pewno cena sprzedaży nie równoważy się nawet z kosztami stanówki, wychowu itd. Koni jest za dużo, ale niestety dużo jest bylejakości – średni materiał, przeciętne konie, a więc i ceny zaniżające rynek. Głównie szwankuje też kwestia przygotowania koni do sprzedaży. Stadniny Koni również wyrzuciły na rynek koński materiał dużo poniżej kosztów jego wyprodukowania oraz wartości. Z jednego SO również wypłynęło kilkanaście ogierów, wybrakowanych ze stanu stada z konieczności zmniejszenia ich liczby. Co więcej, ogranicza się przecież ilość samych stad i stadnin…

I tutaj należy przejść do kolejnej kwestii – świadomej hodowli…

Piotr Helon: Oczywiście, należy rozgraniczyć świadomych hodowców od ludzi, który hodują konie w ramach hobby. To oczywiście nie musi się wykluczać, ale nie każdy, który hoduje, jest świadomy tego, co robi. Często króluje przypadkowość nabycia klaczy oraz doboru ogiera, a jak wiadomo – nie każda klacz jest warta rozmnażania. I tu zataczamy koło – o ile mamy ostrą selekcję ogierów i jedynie ogiery, które mają obecnie po dwadzieścia kilka lat mogą być nie w typie, „uznanymi za stodołą”, to w przypadku klaczy jest wciąż duża dowolność. Nawet Ci, którzy mają przeciętne klacze, nie chcą zrezygnować z ich krycia. Zakorzeniony jest bowiem często w ludzkiej mentalności przymus krycia klaczy. Później nie ma co robić ze źrebakami i stąd problem z ich ogromną liczbą. Oczywiście nadmiar koni na rynku i problem ze sprzedażą wiąże się z małą liczbą powstających nowych miejsc, gdzie potrzebny będzie jakikolwiek materiał koński (rekreacyjny, sportowy, hodowlany). Biorąc pod uwagę nasze województwo lubuskie, ostatni ośrodek powstał 2 lata temu i od tego czasu nic więcej się nie dzieje.

Polskość w polskich koniach…

Wystarczy spojrzeć na wyniki z zawodów, wystaw hodowlanych bądź przyjrzeć się klaczom hodowlanym w stadninach lub w prywatnych rękach, by dostrzec, że coraz więcej płynie w nich krwi ras zachodnich. Niewiele już zostało koni, których przodkowie byli wyhodowani wyłącznie na terenie naszego kraju. Czy grozi nam utrata dawnych linii hodowlanych, a nasze polskie konie będą tak naprawdę zachodnie?

Piotr Helon: W przeprowadzonej ostatnio na terenie województwa lubuskiego próbie dzielności klaczy 10 z nich było po zachodnich ogierach, jedna tylko po polskim ojcu – Czeladniku, który sam jest synem Lombardo KWPN. Faktycznie, krwi zachodniej w naszych koniach jest coraz więcej, ale uważam, że należy korzystać z najlepszych reproduktorów zagranicznych. Oczywiście we wszystkim musi być rozwaga. Polski koń powinien rodzić się z wykorzystaniem zachodnich zamysłów hodowlanych – tyczy się to głównie koni sportowych. Nie jest to też żadna nowość – zawsze korzystaliśmy z koni zachodnich. Urodzony w 1979 r. hanowerski Dido pozostawił po sobie całą plejadę końskich gwiazd. Podobnie było z Saturnem i Wielandem. Niemcy również zagarnęli polskiego Ramzesa. Celem zawsze była poprawa jakości konia. Teraz nastała wręcz moda na krycie zachodnimi ogierami. Najważniejsze jednak, by potomstwo rodziło się u nas, wtedy jest to polski koń. Niestety, większość doskonałych polskich linii już upadło. Ze zlikwidowanego Posadowa klacze trafiły do Dobrzyniewa i Racotu i chociaż nadal używane są w hodowli, to jednak jest ich coraz mniej. Polskie linie w Pępowie czy Nowielicach też przepadają, obecnie kiepsko wygląda sytuacja w Ochabach. Większość koni rozejdzie się w prywatne ręce… Chciałbym, aby jakikolwiek ogier urodzony w Polsce krył klacze z taką popularnością jak te zachodnie.

Jaka jest więc recepta na wyhodowanie dobrego konia?

Piotr Helon: Hodowla koni w gruncie rzeczy jest prosta – najlepsze klacze kryjemy najlepszymi ogierami. Efekty przyjdą same.

Shopping Cart
Przewiń do góry