Zapytaj eksperta

Redaguje: Jadwiga Bielewicz Foto: Paulina Dudzik

Nieuniknione wydatki

Na początku roku rodzice obiecali kupić mi konia. Już się rozglądamy za takim, który będzie dla mnie odpowiedni. Mam za sobą półtoraroczną naukę jazdy w szkółce, jednak nie wiem, jaki sprzęt będzie mi potrzebny od razu, oczywiście poza siodłem i ogłowiem. Czy można też przewidzieć, ile to będzie kosztowało?

Przede wszystkim większość sprzętu można zacząć kupować dopiero, gdy wybierze się wymarzonego konia, ponieważ to do niego będziemy dopasowywać odpowiednie rozmiary. Natomiast wszystkie przybory do czyszczenia i pielęgnacji będą uniwersalne dla każdego rumaka. Potrzeba zatem co najmniej jednej szczotki plastikowej, tzw. iglaka, do zaklejek, i jednej szczotki włosianej (najlepiej z naturalnego włosia). Dobrze mieć dodatkowo zgrzebło do wycierania szczotki włosianej oraz delikatną szczotkę do pyska. Przydaje się także szczotka o plastikowym długim włosiu. Podstawą jest także kopystka, najlepiej ze szczotką. Porządny zestaw do czyszczenia powinien zawierać także szczotkę do czesania grzywy i ogona, a jeśli mamy zamiar przerywać grzywę czy zaplatać ją – przyda się metalowy grzebyk. Dobrze mieć także zwykłą gąbkę, której używa się do przecierania końskich chrap, a na sezon letni – zbieraczkę do wody i gumową rękawicę do kąpania konia. Dodatkowo warto kupić w zwykłym sklepie twardą szczotkę – nada się do kopyt, a także okrągły pędzel do smaru do kopyt. Koszt przeciętnego zestawu ze szczotką z naturalnego włosia nie powinien przekroczyć 300 zł. Wszystkie akcesoria do czyszczenia można trzymać w specjalnej skrzynce jeździeckiej na przybory (koszt od 50 do 120 zł), jednak tak samo dobrze sprawdzi się skrzynka narzędziowa z hipermarketu lub niezbyt duże wiaderko.

Z kosmetyków, jakie warto mieć na początku, należy wymienić smar do kopyt, tzw. zielony – najbardziej uniwersalny, lub olej do kopyt (ok. 70 zł). Przydaje się także spray do grzywy i ogona albo w postaci nabłyszczacza, albo suchego szamponu (ok. 80 zł). Profilaktycznie dobrze mieć także preparat na gnijące strzałki, może to być zwykły dziegieć, jednak musi on być przechowywany w oddzielnym pojemniku, ponieważ nie da się go sprać z zabrudzonej odzieży czy sprzętu. Warto też zakupić szampon dla koni lub tańszą wersję – szare mydło „Biały jeleń”. Przyda się zarówno do mycia kopyt, jak i końskich nóg. W sezonie letnim nie obejdzie się bez preparatu odstraszającego muchy i komary (ok. 70 zł).

Podstawowym ekwipunkiem do jazdy jest oczywiście siodło wraz z osprzętem, czyli strzemionami, puśliskami i popręgiem. Następnie pod siodło będzie potrzebny czaprak, a najlepiej dwa, tak aby można było regularnie je prać, co znacznie przedłuży ich życie i schludny wygląd. Następnie do jazdy niezbędne jest kompletne ogłowie, tj. z nachrapnikiem i wodzami oraz z wędzidłem. Cena takiego zestawu jest uzależniona oczywiście od marki sprzętu, ale rekreacyjny jeździec przeznaczy na to średnio 3000 zł – przy założeniu, że siodło jest nowe, a popręg wykonany ze skóry. Warto inwestować przy pierwszych zakupach właśnie w to podstawowe wyposażenie, jakim jest siodło i ogłowie. Jeśli nie stać nas na nowe siodło, model z drugiego obiegu znacznie obniży koszty. Do całości przyda się jeszcze żel lub futerko pod siodło. Poprawi komfort naszego zwierzaka, a i zadba o nasze plecy.

Poza tym do codziennej zabawy i pracy z naszym pupilem koniecznie potrzebny jest kantar z uwiązem (ok. 100 zł), a przydałaby się także lonża (ok. 30 zł). Warto zakupić także ochraniacze treningowe, chociażby tylko na przednie nogi (ok. 60 zł za najprostsze).

Pobieżna kalkulacja daje nam na początek kwotę dochodzącą do 4000 zł, czyli niejednokrotnie równą cenie rekreacyjnego konia. Realne koszty jego utrzymania to często dwu- albo trzykrotność kosztu pensjonatu. Dlatego warto dobrze zastanowić się przed zakupem, a jeśli jest taka możliwość, rozpocząć swoją przygodę z własnym koniem od płatnej dzierżawy, która daje nam realny obraz posiadania własnego zwierzaka.

Prawidłowa konserwacja skóry

Jak powinno się prawidłowo zakonserwować siodło? Widziałam w sklepie jeździeckim, jak ekspedientka najpierw nakładała na skórę jakiś preparat, a potem rękami wcierała w siodło smar. W moim ośrodku uczono mnie, żeby najpierw umyć siodło wodą, a potem wcierać szmatką olej. Jak lepiej jest pastować siodło i czy faktycznie nie wolno używać wody do mycia skóry?

Siodło przed pastowaniem powinno się przede wszystkim najpierw przygotować, czyli dokładnie oczyścić z brudu i kurzu. Ekspedientka najpewniej używała mydła w sprayu. Jest ono nie tylko wygodne w użyciu, ale także bezpieczne dla skóry. Znacznie lepiej jest bowiem używać mydła do skóry z wodą niż ją samą, ponieważ mydło zawiera dodatkowe substancje chroniące skórę przed wysuszeniem. Dodatkowo nawilża ją i konserwuje, a także usuwa bakterię i pleśń, zapobiegając jej powstawaniu. Na rynku dostępne są zarówno mydła w kostkach, sprayu, jak i w płynie. Wygodnie używać do mycia delikatnej gąbeczki (może być taka jak do naczyń, ale z miękkiej strony) albo szmatki wykonanej z gąbki. Tak umyte siodło należy pozostawić do wyschnięcia w przewiewnym miejscu, z dala od grzejnika czy promieni słonecznych. Następnie można zabrać się za pastowanie. Części siodła, które należy pastować, to: siedzisko, tybinka duża oraz poduszka kolanowa. Tybinka mała, przystuły, puśliska powinny być rzadziej i oszczędniej pastowane. Smar czy olej można nakładać dowolnie: miękką szmatką lub gołą dłonią, w niezbyt dużej ilości. W sklepach jeździeckich często nie używa się szmatek, ponieważ zdarza się, że pozostawiają one po sobie delikatne ścinki czy mazy i siodło nie wygląda już jak nowe. Natomiast dłonią można doskonale rozprowadzić mazidło, a dodatkowo je rozgrzać, dzięki czemu lepiej wniknie w skórę. Dodatkowo takie oleje i smary znakomicie działają jako maseczka pielęgnująca nasze dłonie. Inaczej sprawa wygląda przy użyciu i nakładaniu czarnej pasty, jednak nie polecam jej z uwagi na to, że może brudzić bryczesy i czapraki. Wypastowane siodło powinno swobodnie schnąć, najlepiej przez noc, a przed samym użyciem dobrze jeszcze raz wetrzeć pozostałości pasty w skórę, ściągając jej nadmiar. Na co dzień siodło powinno być zawsze przykrywane pokrowcem wykonanym z przewiewnej tkaniny. Ochroni je to nie tylko przed urazami mechanicznymi, ale także przed brudem, kurzem i pleśnieniem.

Golenie konia

Mój koń poci się zimą zwłaszcza na szyi i potem długo schnie. Czy można ogolić mu samą szyję, a jeśli tak, to czy trzeba mu wtedy zakładać na to miejsce derkę?

Golenie konia to nie zabawa i nie wolno robić tego bez doświadczenia i co najmniej ogólnej wiedzy na temat golenia i derkowania koni. Przede wszystkim dlatego, że koń, którego z dnia na dzień pozbawia się znacznej części okrywy włosowej, przechodzi swego rodzaju szok temperaturowy i jest to dużym obciążeniem dla jego organizmu. Dlatego tak ważne jest, aby wiedzieć, jaką derkę, w jakich warunkach należy założyć. Ponadto istnieją pewne wzorcowe modele golenia koni i w żadnym z nich nie ma mowy o goleniu samej szyi – tak się nie robi i nie jest to rozsądne rozwiązanie.

Przykładowo najbardziej popularne golenie to golenie typu hunter, czyli pozostawienie miejsca na grzbiecie pod siodło (zapobiega to obtarciom) oraz głowy i kończyn, czy typu w ślad – po spodzie szyi, brzucha i dolnych partiach ciała. Niekiedy goli się konie w całości, pozostawiając jedynie nogi i głowę. Jednak nigdy nie stosuje się golenia samej szyi.

Shopping Cart
Przewiń do góry