Ratunku, on staje dęba!

Wspinanie się konia podczas jazdy to nie tylko kwestia jego złego zachowania czy utrudnionego treningu. To bardzo poważny problem, którego nie wolno bagatelizować. Takie zachowanie wierzchowca stwarza bowiem wysokie ryzyko przewrócenia się zwierzęcia wraz z jeźdźcem na grzbiecie, a tym samym narażenie obu stron na poważne niebezpieczeństwo.

Tekst: Dawid Schwarc Foto: Paulina Dudzik

Stające dęba konie wzbudzają u wielu powszechny podziw i zachwyt. Cóż, bez wątpienia to piękny widok, tylko pod jednym warunkiem. Wierzchowce postępują w ten sposób na padokach, gdy rozpiera je energia bądź wspinają się i „walczą” ze sobą, chcąc się w ten sposób bawić czy ustalać pozycję w stadzie. W każdym innym przypadku – czyli gdy koń przenosi powyższe zachowania podczas pracy z ludźmi – oznacza to próbę dominowania zarówno podczas wspólnej pracy podczas lonżowania (tym samym koń sprawdza, na co może sobie pozwolić) bądź co gorsza gdy wspina się również pod siodłem, pokazuje w ten sposób swoje niezadowolenie. Taka sytuacja przestaje być wówczas widowiskowa i staje się po prostu niebezpieczna. Wtedy nie ma wyjścia – trzeba czym prędzej „naprostować” podopiecznego, zanim któregoś dnia dojdzie do tragedii. Jak tego dokonać i czym właściwie jest owo wspinanie się?

Poznaj, czym jest i czym grozi wspinanie się konia

Wspinanie się, stawanie dęba czy stawianie przysłowiowej „świecy” w slangu jeździeckim, jest niczym innym jak określeniem na jedno z wielu narowów występujących u koni. Polega ono na podnoszeniu przednich nóg i stawaniu na tylnych. Zachowanie to jest zaliczane do typu zachowań nienormalnych i powszechnie nieakceptowalnych u koni (choć niestety coraz częściej występujących). I choć jest podobne do niektórych elementów uczonych w hiszpańskiej szkole jazdy, czyli tzw. nauki wykonywania lewady (koń stawami skokowymi dotyka prawie ziemi), czy też pesady (koń podnosi przednie nogi pod kątem 45o), pod żadnym pozorem wspinania się nie wolno pomylić z tymi zachowaniami.

Wspinanie się koni nie jest żadną sztuką. To narów, to tylko i aż próba demonstracji, pokazanie ignorancji oraz chęć dominacji wobec człowieka. Koń pokazuje w ten sposób „swoje zdanie” i odmawia tym samym dalszej współpracy. Co gorsza, takie pokazy z jego strony w większości przypadków kończą się upadkiem przestraszonego jeźdźca. Zdarzają się również sytuacje, w których awanturnik traci równowagę i w konsekwencji przewraca się na plecy. Taki efekt końcowy może mieć tragiczne w skutkach konsekwencje. Poturbowanie grzbietu konia czy co gorsza przygniecenie jeźdźca (jeżeli ten w porę nie zdążył zeskoczyć z konia) to najczarniejsza z możliwych wizji. Dlatego też wspinanie się, tak jak inne narowy typu wierzganie, kąsanie czy też nadmierna płochliwość, powinny być jak najszybciej (ze względu na trudność całkowitego wyeliminowania) tłamszone bądź w ostateczności specjalistycznie leczone.

Znajdź przyczynę

Konie z natury nie rodzą się znarowione. Stają się takie, niestety, w większości przypadków z winy człowieka, a konkretnie przez jego liczne błędy, które popełnia podczas wychowywania konia. Jeżeli więc mamy problem z naszym podopiecznym, dobrze jest czasem skontaktować się z jego poprzednim właścicielem i podpytać o rozwój konia i zachowanie za młodu. Być może dowiemy się, że koń już wtedy przejawiał tendencje do dominacji nad człowiekiem, doznał silnego urazu psychicznego czy panicznie się czegoś wystraszył. Dzięki takiemu wywiadowi uzyskamy niezbędną wiedzę, która pozwoli nam szybciej i łatwiej „naprawić” naszego wierzchowca. Jeżeli jednak z jakichś powodów nie uzyskamy satysfakcjonującej odpowiedzi (nie wszyscy bowiem chcą ujawniać takie informacje), musimy szukać przyczyny na własną rękę.

Spróbujmy ustalić, w jakich sytuacjach najczęściej wspina się nasz podopieczny. Zastanówmy się również, czy podczas zajęć my sami swoim działaniem bądź całkowitą obojętnością nieświadomie nie prowokujemy konia do wspinania się, gdy:

▶ zadawane są zwierzęciu zbyt silne bodźce bólowe, np. podczas przygotowywania się do zagalopowania jeździec zbyt mocno skraca wodze. Do tego zamiast najpierw działać naturalnymi pomocami, przykłada solidnego bata w zad wierzchowcowi – ot tak, na pobudzenie;

▶ koń jest wystraszony i nie ma wsparcia ze strony jeźdźca, np. będąc w terenie, widzi na drodze dużą kałużę czy stado pasącego się bydła. Koń zatrzymuje się i zdecydowanie odmawia dalszej jazdy. Zdenerwowany całą sytuacją jeździec usiłuje za wszelką cenę przełamać bezruch wierzchowca. Mocnym działaniem łydek i solidnym klapsem w zad stara się ruszyć konia z miejsca. Sparaliżowany strachem koń odmawia posłuszeństwa. Może robić to poprzez wierzganie, a czasem od razu unosi przednie nogi i staje dęba. Jeżeli w tym momencie jeździec spadnie bądź zaprzestanie jakichkolwiek działań, wierzchowiec uzna swoje postępowanie za słuszne;

▶ podopieczny może odmówić nam współpracy wspinaniem się, gdy trening trwa zbyt długo lub jest zbyt uciążliwy dla konia. Być może również w ten sposób sygnalizuje jeźdźcowi, że jego zdaniem jazda powinna się już zakończyć, bo jest już zwyczajnie zmęczony, znużony lub po prostu zaczyna go coś boleć;

▶ rumak staje dęba, bo ktoś kiedyś podejmował próbę nauczenia go wspinania się. Być może chciał w ten sposób pochwalić się wierzchowcem. Być może na własną rękę (niestety, nieudolnie) próbował nauczyć go elementów hiszpańskiej szkoły jazdy. Tym samym nieprawidłowo go wyszkolił i niestety „zepsuł” konia.

 Działaj i postaraj się leczyć

Wszyscy wiemy, że czasem trafiają się naprawdę znarowione i toporne w nauce konie, które bardzo wyraźnie demonstrują swój negatywny stosunek do współpracy z człowiekiem. Co gorsza, często mimo naszych największych starań nie udaje nam poprawić wzajemnych relacji. Warto w takich przypadkach poprosić o pomoc specjalistę. Niech ten weźmie konia na lonżę, poobserwuje go i udzieli kilku rad, które być może choć trochę utemperują wspinającego się konia. Jakie to mogą być rady, o tym poniżej:

▶ po pierwsze: wiemy, że koń, by się wspiąć, potrzebuje do tego odpowiedniego momentu. Musi się najpierw zatrzymać, po czym unieść ciało do góry. Zadaniem jeźdźca będzie więc niedopuszczenie do sytuacji, w której koń może się zatrzymać. Co ważne, jeździec zmuszony będzie czym prędzej wyegzekwować od podopiecznego ruch, najlepiej wyginając mu przy tym lekko szyję, a tym samym głowę w bok (koń ze skrzywioną głową nie będzie się w stanie wspiąć). Jeżeli każda próba wspinania się zostanie zablokowana przez jeźdźca, jest duża szansa i nadzieja na to, że zniechęcony koń zaprzestanie niecnych praktyk;

▶ po drugie: jeżeli wiemy, że rumak staje dęba nie z czystej złośliwości, lecz w wyniku strachu, o czym wspominaliśmy powyżej, nie wolno nam karać zwierzęcia. Tym bardziej zabronione jest bicie go batem po zadzie czy po czymkolwiek – to tylko dodatkowo pobudzi jego strach i pogorszy całą sytuację. Należy podopiecznego po prostu uspokoić, rozmawiać z nim, pogłaskać, używać naturalnych pomocy i czasem nawet udawać, że nic się nie stało, aby pokazać zwierzęciu, że nie ma powodów do nerwów;

▶ po trzecie: wiemy już, że koń może wspinać się również po to, by pozbyć się jeźdźca ze swojego grzbietu i tym samym zakończyć trening. Na nic zda się wtedy karanie zwierzęcia. O wiele bardziej skutecznym rozwiązaniem będzie wysiedzenie dęba (można przytrzymać się szyi konia albo grzywy) i tym samym zaskoczenie konia, który widząc, że nie osiągnął zamierzonego celu, prędzej czy później zaprzestanie swoich działań;

▶ po czwarte: pamiętajmy, by nigdy nie ciągnąć konia za wodze! Jak już wspomnieliśmy powyżej, można przytrzymać się szyi bądź grzywy rumaka, ale nigdy nie szarpać go za wodze. Jeżeli to zrobimy, koń może stracić równowagę, odchylić się do tyłu i przewrócić razem z nami na grzbiet (co może okazać się tragiczne w skutkach dla obydwóch stron).

Istnieje jeszcze jeden sposób na wyjątkowo znarowionego wierzchowca, demonstrującego swym wspinaniem się dominację nad jeźdźcem, możliwy jednak do zastosowania tylko z pomocą specjalisty. Polega on na sprowokowaniu wierzchowca do tego, by się wspiął. Następnie delikatnie acz stanowczo jeździec przewraca konia na bok. Tym samym upokarza konia, „łamie go” i dominuje nad nim. Rozwiązanie to wydaje się jednak ostatecznością, gdyż jest przez wielu uważane za brutalne. Stosuje się je więc tylko w tych przypadkach, gdy wszystkie inne opisane wcześniej sposoby nie przyniosły pozytywnego rezultatu.

Shopping Cart
Przewiń do góry