Kiełzna

Tekst: Jakub Gołąb Foto: Paulina Dudzik

Trudno o bardziej kojarzący się z jeździectwem element rzędu niż kiełzno, choć najprawdopodobniej różne ogłowia bezwędzidłowe pojawiły się jako pierwsze. Wykonane z nietrwałych materiałów nie zachowały się jednak do naszych czasów. Historia kiełzna zaczęła się od kawałka liny oplątanego wokół żuchwy, później nastał czas kiełzn wykonywanych z drewna, rogu, kości. Najstarsze wykopalisko – zęby końskie z terenu dzisiejszego Kazachstanu – noszące ślady prawdopodobnego używania kiełzna datowane jest na ok. 3500-3000 r. p.n.e. Metalowe kiełzna pojawiły się ok. 1300 r. p.n.e. w Mezopotamii, a pierwszym metalem użytym do ich wykucia był brąz. Były one podobne w konstrukcji do współczesnych wędzideł oliwkowych. W miarę jak rosło znaczenie militarne koni, pojawiały się kolejne konstrukcje mające ułatwić opanowanie, niestety wyłącznie siłowe, konia w ferworze walki. To z tej potrzeby narodził się munsztuk, który wraz z upływem czasu i rosnącym statusem społecznym właściciela konia przybierał coraz bardziej wymyślne kształty, stając się nieraz wyrafinowanym narzędziem tortur. W XVIII w. istniał już cały arsenał najróżniejszych kiełzn, różniących się przeznaczeniem, zastosowaniami i zasadą działania. Od tego czasu aż po dzień dzisiejszy niewiele się zmieniło, kolejne „nowatorskie” konstrukcje są powielaniem i kombinacją starych, sprawdzonych konstrukcji [fot. 3].

Budowa

Każde kiełzno składa się z dwóch zasadniczych elementów: ścięgierza (części leżącej w końskim pysku) i „części policzkowej” – kółek lub czanek, do których mocowane są ogłowie i wodze. W zależności od rodzaju kiełzna mogą dochodzić jeszcze inne elementy – paski, łańcuszki itp.

Ścięgierz przekazuje koniowi określony sygnał poprzez nacisk na bezzębną krawędź dziąseł (między siekaczami a trzonowcami), język i kąty warg.

Ponieważ spoczywa w bardzo wrażliwym miejscu, leżąc na języku i dziąsłach, zazwyczaj to o nim myślimy, oceniając „ostrość” kiełzna. Generalnie przyjęło się uważać, że im grubszy ścięgierz, tym łagodniejsze kiełzno, gdyż rozkłada nacisk na większej powierzchni. Kiełzna o cienkich ścięgierzach uważane są za ostre. Jest to niewątpliwie prawda – tylko czy cała? [fot. 4]

Zastanówmy się przez chwilę, ile jest wolnego miejsca w końskim pysku? Brutalna rzeczywistość jest taka, że nie ma tam w ogóle miejsca. Podobnie jak w ustach człowieka, język wypełnia przednią część, niemal całkowicie przylegając do podniebienia. Badania przeprowadzone na wydziale weterynaryjnym Uniwersytetu w Hanowerze w kooperacji z firmą Sprenger wykazały, że objętość jamy gębowej jest znacznie mniejsza niż przypuszczano, a podniebienie jest węższe i znacznie bardziej płaskie, co pozostawia stosunkowo mało miejsca na kiełzno. Grubszy ścięgierz zajmuje więcej miejsca, wywierając większy bierny nacisk na język i podniebienie i rozchylając bardziej wargi, co może być znacznie mniej wygodne dla konia. Okazuje się, że wiele koni znacznie lepiej toleruje kiełzna o ścięgierzu cieńszym. Popróbujmy zresztą sami pobiegać z grubym flamastrem w ustach…

Ścięgierz najczęściej (choć nie zawsze! są też kiełzna o ścięgierzach gumowych lub wykonanych z tworzyw sztucznych) wykonany jest z metalu. Każdy z wykorzystywanych metali lub ich stopów ma nieco inne właściwości, warto więc przyjrzeć się kilku najpopularniejszym:

  • „słodki metal” (sweet iron) – charakterystycznie czarna stal walcowana na zimno, prawie wyłącznie spotykana w ścięgierzach kiełzn westernowych. Wada – łatwość, z jaką rdzewieje – jest równocześnie zaletą: konie lubią smak rdzy, która pobudza ślinienie [fot. 5].
  • stal nierdzewna (a konkretnie stop żelaza, chromu i niklu) – metal neutralny, łatwy w czyszczeniu i nierdzewiejący, twardszy niż sweet iron, nie pobudza ani nie hamuje ślinienia.
  • miedź – sama w sobie rzadko używana, gdyż jest zbyt miękka; często wykonywane są z niej np. paski wtapiane w ścięgierz z innego materiału (najczęściej sweet iron) lub łączniki w wędzidłach podwójnie łamanych. Używana ze względu na smak i pobudzanie ślinienia.
  • aurigan – stop miedzi, cynku i krzemu. Przy wszystkich zaletach miedzi odporny mechanicznie.

W zależności od konstrukcji ścięgierze mogą być proste, łamane, z portem, z „zabawkami”, gładkie lub o ostrych krawędziach, owinięte drutem lub ze skręconego drutu – dokładnie opiszę je przy okazji omawiania poszczególnych typów kiełzn.

Kiełzna mocowane są do ogłowia; jest to chyba najbardziej jednorodny element rzędu, w podstawowej wersji składający się z paska przebiegającego za potylicą i zwieszającego się po bokach głowy konia, na którym zawieszone jest kiełzno, naczółka stabilizującego ogłowie na boki (bywa spotykany w postaci pętelki na jedno ucho w ogłowiach westernowych) i, w niektórych typach ogłowi, paska podgardlanego mającego zapobiegać ściągnięciu ogłowia przez uszy [fot. 6]. Wszystkie inne elementy są opcjonalne i na prawidłowo wyszkolonym koniu dosiadanym przez jeźdźca, który wie, co robi się z rękami, absolutnie niekonieczne. Dlatego też nachrapniki omawiam w części trzeciej tej książki [patrz część III pt. „Droga na skróty” – przyp. red.].

Działanie Istotą działania każdego kiełzna jest przekształcenie ruchu wodzy (a tym samym ręki jeźdźca) na nacisk odczuwany przez konia w obrębie języka, dziąseł i kątów warg, a w niektórych konstrukcjach również podniebienia, żuchwy i potylicy. Nacisk ten skłania konia do takiego ustawienia głowy, które umożliwia pozbycie się go. W zależności od tego, czy kiełzno wysyła „sensowne” sygnały (czyli takie, które umożliwiają koniowi łatwe zorientowanie się, co trzeba zrobić, żeby uniknąć dyskomfortu), czy jedynie powoduje dyskomfort (ból) bez możliwości szybkiego zorientowania się, co trzeba w danej chwili zrobić, żeby go uniknąć, możemy kiełzna podzielić (idąc za przykładem Pata Parelliego) na narzędzia komunikacji i narzędzia tortur. Podział ten ma swój głęboki sens i posiłkując się nim, przedstawię większość znanych i mniej znanych kiełzn, omawiając ich budowę i (co najważniejsze) zasadę działania [fot. 7].

Narzędzia komunikacji

Często słyszymy, że to czy tamto kiełzno jest mniej lub bardziej „ostre”. Wymienia się wiele szczegółów konstrukcyjnych, którymi jest to spowodowane. Najważniejszy jednak czynnik to ręce jeźdźca. Każde kiełzno jest na tyle łagodne, na ile łagodne są ręce jeźdźca trzymające wodze. Jeździec, który ciągnie lub szarpie za wodze, spowoduje dyskomfort, ból i uszkodzenia. W złych rękach każde kiełzno, niezależnie od swojej konstrukcji, będzie narzędziem tortur. A wkładanie kiełzna „ostrzejszego”, żeby kiepski jeździec mógł „poradzić sobie z koniem”, to recepta na katastrofę.

Dla jeźdźca kiełzno powinno być wyłącznie narzędziem komunikacji. Jego zadaniem jest wysyłanie subtelnych sygnałów do końskiego pyska, w delikatny sposób, aby uzyskać chętną odpowiedź. Aby tak było, konstrukcja kiełzna musi tę komunikację umożliwiać – koń musi być w stanie odebrać jasną informację, czego się od niego oczekuje. Niestety, niewiele z dzisiaj dostępnych kiełzn zostało zaprojektowanych, by służyć komunikacji. Z całego asortymentu oferowanego przez rynek narzędzia komunikacji tworzą zadziwiająco krótką listę, to: wędzidło oliwkowe, munsztuk (europejski, teksański) o ścięgierzu niełamanym, munsztuk kalifornijski (ma z definicji ścięgierz niełamany) i pelham o ścięgierzu niełamanym.

Wędzidło

Wędzidło jest bardzo prostym kiełznem, które przekazuje nacisk bezpośrednio z naszych rąk trzymających wodze przez kółka i ścięgierz na koński pysk. Kluczowym słowem jest tu BEZPOŚREDNIO. O zaklasyfikowaniu tego elementu jako wędzidła decyduje brak jakiejkolwiek dźwigni. Każdy „niuton” pociągnięcia za wodze przekłada się na dokładnie taką samą siłę nacisku w końskim pysku.

Jak każde kiełzno, wędzidło składa się ze ścięgierza i „części policzkowej” w postaci kółek wędzidłowych, do których przyczepia się ogłowie i wodze [fot. 8].

Działanie

Kiedy odciągniemy wodzę w bok (powiedzmy lewą), wędzidło przesunie się nieco w pysku i przeciwległe kółko wędzidłowe (prawe) wywrze nacisk na pysk konia. Jedyną możliwością ucieczki od niego jest boczne wygięcie w lewo. Jeśli zadziałamy w tył, dodatkowo wywrzemy nacisk na tę samą (lewą) stronę języka, lewą dolną wargę, lewy kąt warg i lewą krawędź żuchwy, co oprócz bocznego wygięcia w lewo da nam częściowe ugięcie w pionie, gdyż tylko w ten sposób koń może pozbyć się nacisku. Pamiętajmy, że wędzidło jest kiełznem zaprojektowanym do uzyskiwania ugięć bocznych i nie powinniśmy używać go, działając obiema wodzami naraz [fot. 9]!

Mówiąc „wędzidło”, najczęściej mamy na myśli takie, które ma ścięgierz pojedynczo łamany. Ścięgierz stanowią dwie niezależnie ruchome części połączone na środku, co pozwala jeźdźcowi poruszać każdą z nich niezależnie [rys. 1]. To najprostsze kiełzno, używane do zajeżdżania (a często przez całe życie) większości koni. Zwykle uważane jest za najłagodniejsze – jest takim, jeśli używa się go PRAWIDŁOWO. Użyte niewłaściwie (kontakt obiema wodzami równocześnie) działa wyjątkowo ostro i przestaje być narzędziem komunikacji, stając się narzędziem tortur. Dlaczego tak się dzieje?

Kiedy pociągniemy za obie wodze równocześnie z jednakową siłą, wędzidło składa się w pysku, działając jak dziadek do orzechów na krawędzie żuchwy. To nie wszystko – szczyt powstającego „V”, czyli połączenie obu części ścięgierza, uderza konia w podniebienie. O ile wrażliwe krawędzie żuchwy mogą liczyć na ochronę w postaci języka, podniebienie takiej osłony jest pozbawione. Zauważmy, że im bardziej głowa konia ustawiona jest w pionie, tym bardziej wędzidło wbija się w podniebienie. Koń, szukając ucieczki od tego bólu, zadziera głowę do góry i/lub otwiera pysk, bo wtedy łamiący się w pysku ścięgierz nie miażdży żuchwy i nie wbija się w podniebienie [fot. 10]. Z reguły jest to ostatnia rzecz, o którą nam chodzi – natomiast z punktu widzenia konia jedyna możliwość ucieczki przed bólem [rys. 2]. Dla uzmysłowienia sobie tego, o czym mówimy, proponuję wykonanie następującego eksperymentu: włóżmy wędzidło między dwie ręce tak, jakby to był koński pysk i poprośmy kogoś, aby pociągnął z jednakową siłą za oba kółka. Zamiast więc szukać pomocy w wynalazkach w rodzaju wytoka, nachrapnika itp., zwróćmy uwagę na PRAWIDŁOWE użycie tego kiełzna!

Typy ścięgierzy

Oprócz wspomnianego już ścięgierza pojedynczo łamanego, możemy znaleźć wędzidła o innych ścięgierzach [fot. 11].

Ścięgierz podwójnie łamany (różne typy, najbardziej znany, zwany jest też wędzidłem francuskim): trzyelementowy, w środku znajduje się łącznik różnego kształtu; zdecydowanie łagodniejszy, gdyż układa się w „U” a nie w „V” i tym samym jest łagodniejszy dla podniebienia. Dodatkowo dzięki zastosowaniu łącznika elementy ścięgierza są od siebie bardziej niezależne – mają większą ruchomość, nie blokują się o siebie i działają idealnie symetrycznie [rys. 3].

Ścięgierz prosty (niełamany): stosowany czasem u koni bardzo wrażliwych na kontakt ścięgierza z dziąsłami na ramionach żuchwy. Wadą jest brak niezależności działania obu stron i słabe dopasowanie do pyska (ścięgierz najczęściej jest dość gruby i naciska na język i/lub górne dziąsła). Często wykonany jest z gumy lub innego elastycznego tworzywa.

Billy Allen: ścięgierz typowo westernowy, również łagodniejszy niż zwykły łamany. Połączenie zasłonięte jest walcowatą rolką, która ogranicza nieco ruchomość obu jego części i zapobiega „złamaniu” wędzidła i uderzeniu połączenia o podniebienie.

Każdy inny ścięgierz kwalifikuje wędzidło do niechlubnej kategorii narzędzi tortur, wobec czego pozostałe ich typy opiszę właśnie tam [patrz podrozdział pt. „Narzędzia tortur” – przyp. red.].

Długość ścięgierza

Zazwyczaj podawana w centymetrach odległość między kółkami. Ważne jest odpowiednie jej dobranie do konia. Przyjęło się uważać, że powinniśmy być w stanie włożyć palec pomiędzy kątem warg a kółkiem wędzidłowym. Zbyt długi ścięgierz istotnie zwiększa efekt dziadka do orzechów i powoduje „latanie” wędzidła w pysku, zbyt krótki spowoduje stały ucisk kółek.

Kółka

Kółka wywierają nacisk na boki głowy konia i stabilizują wędzidło w pysku. Bardzo duże kółka (o średnicy powyżej 10 cm) mogą uciskać miejsca, gdzie bezpośrednio pod skórą znajduje się kość; zbyt małe (poniżej 5 cm) nie zapewniają wystarczającego kontaktu i mogą wślizgnąć się łatwo do końskiego pyska. Optymalne wydają się kółka o średnicy ok. 3 cali (7,5 cm). Kółka mogą być mocowane do ścięgierza na kilka różnych sposobów [fot. 12].

O-ring – kółka przechodzące przez otwór na końcu ścięgierza. Zapewniają dużą ruchomość, ale mogą przyszczypywać wargi w miejscu, w którym przechodzą przez ścięgierz.

D-ring – kółka łączą się ze ścięgierzem, przechodząc przez połączoną z nim tulejkę. ścięgierz nie jest tak mobilny, jak przy O-ring, co bardziej odpowiada niektórym koniom. Dodatkowo praktycznie brak możliwości przyszczypania warg.

Wędzidło z wąsami – ma długie „wąsy” do góry i w dół od ścięgierza, które zwiększają nacisk na policzki i zapobiegają przeciągnięciu wędzidła przez pysk.

Dopasowanie

Prawidłowo dopasowane wędzidło powinno zaledwie dotykać kątów warg konia; wszelkie teorie „zmarszczkowe” umieszczają je po pierwsze za blisko zębów, co pozwala zaprzeć się nimi o ścięgierz i przestać reagować na cokolwiek, po drugie – koń nigdy nie jest wolny od nacisku, co nie sprzyja lekkości. Umieszczone z kolei za nisko jest mniej stabilne, może uderzać o zęby (uwaga na kły!) i denerwować konia [rys. 4]. Niektóre konie akceptują wędzidło umieszczone nieco niżej i same utrzymują je w najbardziej komfortowym dla nich miejscu językiem i wargami [fot. 13]. ■