Jazda z brzuszkiem?

Sport to zdrowie. Trudno dyskutować z tym stwierdzeniem, choć znam takich, co wysuną argument o sportowcach i nadużyciach, jakim poddają oni swój organizm.

Tekst: Elżbieta Augustyniak Foto: Piotr Filipiuk

Jeśli jednak rozprawiać o zaletach uprawiania sportów, to nie da się pominąć dobroczynnych skutków jeździectwa dla zdrowia zarówno fizycznego, jak i mentalnego: jest to doskonały trening kardio, świetny trening mięśni brzucha, nóg, pleców, ramion, gwarantowana poprawa postawy, poczucia równowagi itd. Lista jest długa. A dowodem na zbawienne zalety niech będzie hipoterapia, czyli wykorzystanie kontaktu z koniem oraz przebywania na jego grzbiecie w terapii niepełnosprawnych.

Śmiem stwierdzić, że każdy jeździec potwierdzi powyższe stwierdzenia. Zaryzykuję też spostrzeżenie, że uprawianie jeździectwa wzbudza generalny podziw. Czy aby jednak zawsze i bez wyjątku?

Otóż proszę sobie wyobrazić, że obserwujecie jeźdźców na ujeżdżalni lub nawet mijacie grupę w terenie. Dostrzegacie piękne konie, różne stroje, postawy i samych jeźdźców. A wśród nich… jeden, a właściwie jedna, odstaje od normy, bo… ma przed sobą brzuszek. Nie chodzi tu o przejedzenie lub nadwagę, lecz o bobasa (bądź dwa). Jaką reakcję to u Was wywoła? Na pewno zdziwienie, bo przecież to dość niecodzienny obrazek, a potem?

Nie oszukujmy się – jest to dość kontrowersyjny temat, bo na panie ciężarne (zwłaszcza w Polsce) chucha się i dmucha. Takie podejście promują lekarze, a same panie nierzadko tak boją się zaufać samym sobie lub też brak im wiedzy na pewne tematy, że całkiem zrozumiale ulegają i grzecznie podążają za głosem medyków. Kontrowersje biorą się z faktu, iż jeździectwo uważa się powszechnie za sport niebezpieczny. Wszelkie książki, strony internetowe i źródła informacji o ciąży jednogłośnie odradzają uprawianie jazdy konnej w ciąży. Natomiast zdecydowanie poleca się sport i aktywność ruchową, bo ma to cudowny wpływ na samopoczucie przyszłej mamy, a to z kolei przekłada się na samopoczucie rozwijającego się malucha. Źródła mówią też o szybszym powrocie do formy, jak i krótszym i łatwiejszym porodzie, jeśli mama pozostała aktywna (o ile oczywiście ciąża przebiega normalnie). Jak więc kobieta, która kocha jeździectwo, uprawia je od jakiegoś czasu i czerpie z tego mnóstwo radości oraz satysfakcji i która odkrywa, że oto stała się odpowiedzialna już nie tylko za siebie, lecz również za nowe, rozwijające się w niej życie, ustosunkuje się do powszechnych zaleceń?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Holenderka Anky van Grunsven będąc w ciąży, wygrała złoty medal w dresażu na olimpiadzie w Atenach. Czy to jednak wystarczy, by powiedzieć przyszłym mamom „jeździj”? Wszystko zależy od przebiegu ciąży i od samej zainteresowanej. To do niej ostatecznie należy decyzja. Czasem jednak trudno odgrodzić się od tych wszystkich „lepiej wiedzących” czy wręcz „czujących za ciebie” i w spokoju podjąć dojrzałą decyzje. Fora aż roją się od pytań o to, czy pasjonatki jeździectwa mogą kontynuować swoją pasję w czasie ciąży.

Oto kilka wypowiedzi mam jeźdźców: „Ja jeździłam przez całą ciążę z moim pierwszym dzieckiem. Położna powiedziała mi, że dzięki temu mój poród przebiegł łagodniej i szybciej (w sumie 1 godzina). W siodło wróciłam już w 6 tygodni po”. Sheryl Pochin

Lucy: „Jazda konna jest świetna dla mięśni, tak jak wiele innych sportów. Ja jednak nie ryzykowałabym. Już nawet nie ze względu na konie, które się zna i jest się w stanie przewidzieć ich zachowanie, lecz ze względu na zmieniający się punkt równowagi u ciężarnej, co sprawia, że łatwiej o upadek. Osobiście zaprzestałam jazdy na rolkach z tego właśnie powodu, pomimo faktu, że jestem profesjonalistką w tej dziedzinie i do ziemi wcale nie tak znów daleko. Uznałam, że nie warte to ryzyka”.

A co na to mamy których praca wiąże się z końmi? Nicole Golding, współautorka książki opatrzonej wstępem Monty’ego Robertsa „Whispering Back” i trener koni opowiada o swoich doświadczeniach i wyjątkowej historii porodu w stajni: „Jeździłam w czasie mojej pierwszej ciąży do 38. tygodnia. Ja również stanęłam przed dylematem o bezpieczeństwo, ale prawdę powiedziawszy taki sam dylemat miałam też, wsiadając do samochodu. Dosiadałam tylko mojej starszej klaczy. Poza tym w pierwszych tygodniach ciąży zarodek jest doskonale chroniony przez miednicę matki i wiadomo, że jeśli nie jest mu dane się utrzymać, to cokolwiek by nie zrobić, nie ma się na to wpływu. Pamiętam, że z czasem jak się powiększałam, potrzebowałam pomocy przy wsiadaniu, a zsiadałam, przerzucając prawą nogę nad szyją konia. Zarówno mój lekarz, jak i położna nie mieli problemu z faktem, że kontynuowałam jeździectwo. W zasadzie to chwalono mnie za pozostanie aktywną. I szczerze powiedziawszy, przewrócić można się potykając się o krawężnik…Jak już powiedziałam, bardziej niepewnie czułam się za kierownicą, stresując się myślą o tym, co mogłoby się stać, gdyby ktoś uderzył w tył auta. Przyszłym mamom zmagającym się z decyzją o tym, czy kontynuować jazdę konną, powiem, że jest to kwestia ostrożnego wyważenia ryzyka. Nie ma jednoznacznej rady. Ja jeździłam na starszej klaczy, a moja koleżanka w tym samym czasie spadła z młodego konia. Dziecku na szczęścia nic się nie stało. Osobiście na grzbiet koński wróciłam 2 tygodnie po porodzie.

Nicole ma też wyjątkową i pewnie godną pozazdroszczenia dla wielu jeźdźców mam historię o porodzie na oczach koni: „Był to wybór, nie przypadek. Bardzo późno w czasie ciąży zdecydowaliśmy się na poród domowy. W tym czasie jednak przebywali u nas członkowie rodziny i trwały prace renowacyjne, więc okazało się, że nie było odpowiedniego miejsca w domu, by ustawić basen. Ponieważ był to ciepły, słoneczny czerwcowy dzień 2007 r. zasugerowałam stajnię, która co prawda nie była zamieszkana przez zwierzęta, ale przylegała do stajni, w której mieszkały trzy konie. Cudownym przeżyciem był poród w ich kojącej obecności”.

Przyszłe mamy szukają też porad w czasopismach tematycznych. Oto przykład ze znanego brytyjskiego magazynu: „Pregnancy & Birth”: „Mam swojego konia i właśnie dowiedziałam się, że jestem w ciąży, czy mogę nadal jeździć?”.

Odp.: „Możesz kontynuować jazdę na swoim koniu bez większych zmartwień, jeśli jesteś doświadczonym jeźdźcem. Jazda konna nie jest sama w sobie szkodliwa dla rozwijającego się płodu, zwłaszcza jeśli należysz do osób sprawnych fizycznie i zdrowych, a Twoja ciąża przebiega bez komplikacji.

Mięśnie którymi posługujemy się w jeździectwie są w stanie poradzić sobie z jazdą w czasie ciąży.Powinnaś jednak unikać wszelkich aktywności, gdzie możesz stracić równowagę i w rezultacie spaść z grzbietu konia, czyli np. skoki czy jazda cross -country.

Jazda w terenie i dresażowa są jak najbardziej w porządku. Jeśli jednak jesteś niedoświadczonym jeźdźcem, lepiej będzie wstrzymać się do czasu kiedy dzidziuś pojawi się na świecie”.

Postanowiłam zatem sprawdzić, co do powiedzenia na ten temat ma położna: „Wiele form aktywności fizycznej można z powodzeniem rozpocząć i/lub kontynuować w czasie ciąży, choć wiele kobiet zauważa potrzebę zmodyfikowania swoich sportów zależnie od tego, jak się czują na danym etapie ciąży.

Ogólna zasad jest taka, że z rozsądnym podejściem sport w czasie ciąży jest bezpieczny i jak najbardziej wskazany. Eksperci jednak uważają, że należy unikać sportów, w które wpisane jest ryzyko upadku lub bezpośredniego wypadku dla ciebie lub dziecka. Do takich zalicza się wspinaczkę, nurkowanie, narciarstwo, skoki z trampoliny, sporty walki i sporty drużynowe.

Jeździectwo jest kontrowersyjne, jeśli chodzi o jego bezpieczeństwo w czasie ciąży. Jazda sama w sobie jest bezpieczna, ale prawdopodobieństwo upadku czyni je wątpliwym. W pierwszym trymestrze płód jest doskonale chroniony przez kości miednicy matki, jeśli ta miałaby spaść. Czy jednak czujesz się pewnie po tym czasie, jest sprawą osobistego wyboru”.

No właśnie, wszystko jest sprawą wyboru i wyważonych decyzji. I zupełnie zrozumiałe są wątpliwości i pytania kobiet w ciąży. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że fakt iż mój bobas jeździł ze mną jeszcze zanim się narodził (do 30. tygodnia ciąży), dał mi mnóstwo tak niezbędnych w tym szczególnym okresie w życiu kobiety endorfin (hormonów szczęścia). Nauczył mnie jeszcze lepiej wsłuchiwać się we własne ciało, pozwolił ćwiczyć miednicę, uchronił przed tak powszechnym w ciąży bólem pleców na długo i dał wiele satysfakcji. Poza tym jazda konna niesamowicie wzmacnia mięśnie dna miednicy, które są kluczowe w czasie ciąży i po nim. Mocne mięśnie dna miednicy chronią przed np. nietrzymaniem moczu, ale zauważa się tendencję u wieloletnich jeźdźców do tego, że owe mięśnie bywają „za silne” w momencie porodu. Ja również musiałam wymyślać nowe sposoby zsiadania, tak by nie uderzać rosnącego brzuszka, ale nie było to niczym trudnym. Dosiadałam konia, którego znam i któremu ufam, a jeździectwo uprawiam od ponad 20 lat. Nie odczułam też problemów z rzekomą zmianą środka ciężkości, lecz oczywiście jest to sprawa indywidualna. Podobnie jak kwestia komfortu psychicznego i fizycznego, kiedy ciało zmienia swój kształt i proporcje.

Ciąża nazywana jest stanem błogosławionym, a tak naprawdę jest to okres szalonych wyzwań dla kobiety i jej organizmu. O ile jednak przebiega prawidłowo, warto pamiętać, że przyszłe mamy mają wybór i są w stanie same podjąć rozsądne decyzje, z którymi czują się dobrze.

Shopping Cart
Przewiń do góry