Dać się „wygooglować”

Wraz z rozwojem sieci społecznościowych i hegemonią wyszukiwarkową Google jeszcze bardziej na znaczeniu zyskało stwierdzenie, że jeżeli kogoś nie można znaleźć w internecie – to nie istnieje on „w realu”. I choć może to wydawać się nadużyciem – w wielu przypadkach, zwłaszcza w kontekście biznesowym, może okazać się prawdą.

Tekst: Daniel Jastrzębowski

Google, Nasza Klasa, Twitter, Facebook, YouTube – stały się nieodłącznymi elementami naszej codzienności. Wraz ze wzrostem dostępności Internetu, boomem technologicznym upowszechniającym iphony, ipady czy netbooki, wirtualny świat zyskał jeszcze bardziej na znaczeniu. Tym samym nie sprawdziły się prognozy wieszczące marginalizację a nawet upadek kontaktów fizycznych, gdyż epoka web 2.0 wzmocniła więzi międzyludzkie i stworzyła dotąd nieznane możliwości kontaktu.

Na przykładzie western

Zbliżająca się rocznica powstania Polskiej Ligi Western i Rodeo, która zmusiła mnie już niejednokrotnie do rozpoczęcia publicznych rozważań na łamach prasy branżowej na temat sytuacji polskiej jazdy western, ponownie sprowokowała mnie do przemyśleń dotyczących promocji polskiego western riding, tym razem w kontekście aktywności sieciowej z western riding w tle. Tym bardziej, że ze wspomnianą tematyką mam zawodowo do czynienia od ponad dziesięciu lat, czego jednym z efektów jest powstanie i działalność znanego miłośnikom tematu portalu branżowego.

Ze względu na tę formę aktywności, co najmniej kilka razy w roku dokonuję analizy obecności projektów związanych z western riding w polskim Internecie, z uwzględnieniem wyników wyszukiwania google, portali społecznościowych oraz innych mediów elektronicznych. Tak stało się i tym razem.

Wyszukiwarka

Pierwszym i zarazem najczęściej wybieranym narzędziem poszukiwań przez użytkowników jest wspomniana wyszukiwarka Google, która na przestrzeni lat zdominowała światowy, a tym samym i polski rynek. Konkurencja dla „Wujka G” w zasadzie nie istnieje, gdyż amerykański gigant objął swym posiadaniem ponad 97% rynku. Tym samym stając się nie tylko najważniejszym pośrednikiem w poszukiwaniu informacji, ale także ze względu na liczne technologiczne inicjatywy, kreatorem nowych form aktywności.

Dziś posiadacze witryn internetowych mają świadomość, iż brak obecności ich serwisu w Google jest niejako tożsamy z internetowym niebytem w ogóle i podejmują nierzadko kosztowne działania, by swą obecność w wyszukiwarce zaznaczyć. Jest to pewnik w kontekście wielu popularnych gałęzi gospodarki, ale czy w przypadku jazdy western również? Niekoniecznie.

Wcielając się w rolę przeciętnego poszukiwacza (nazwijmy go umownie X) i używając najpopularniejszych wyrażeń wyszukiwawczych: „jazda konna western” oraz „nauka jazdy konnej western” na łącznie dwadzieścia wyników z top 10, trafimy na ofertę zaledwie pięciu ośrodków jeździeckich (Overo, Stokrotka, Stajnia Pancho, Dębogóra Ranch i Rancho Ściny), z czego tylko w trzech znaleźć możemy pełną ofertę rekreacyjną z możliwością nauki pod okiem doświadczonego instruktora, przejażdżką terenową czy treningiem sportowym.

W jednym tylko infrastruktura jest na tyle rozbudowana, by korzystać z uroków jeździeckiego życia niezależnie od pory roku (Dębogóra).

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdy X, jak większość internautów, zawęzi poszukiwania terytorialnie (o ile jest z czego zawężać) i uzupełni frazę o nazwę województwa lub chociażby dużej miejscowości. Teoretycznie taki zabieg powinien skrócić czas poszukiwań odpowiedniego miejsca i poprowadzić użytkownika w konkretnym kierunku – niestety w przypadku użycia tych konkretnych fraz zamydla obraz, ponieważ… tylko w nielicznych przypadkach można trafić pod adres związany z amerykańskim stylem jazdy.

Większość wyników to „wirtualne śmieci” z serwisów ogłoszeniowych, które nie niosą ze sobą ani treści merytorycznych, ani też konkretnych informacji lub wiadomości, dawno już przeterminowane, których w żaden sposób nie można wykorzystać.

Portale branżowe

Sytuacja nie jest jednak tak do końca beznadziejna, gdyż naszego poszukiwacza ostatecznie z opresji wybawiają portale branżowe. Na pierwszych miejscach wyników to właśnie artykuły z tych mediów mogą skierować poszukującego w odpowiednią stronę. Katalogi firm, fora dyskusyjne w portalach takich jak wwr.com.pl, western.one.pl czy stadniny. pl to narzędzia, które z pewnością ułatwią dotarcie pod konkretny adres. Wymagać to będzie jednak zdecydowanie większych nakładów pracy i czasu niż skorzystanie z wyników organicznych wyszukiwarki.

Już na tym etapie można postawić zatem tezę, że właściciele ośrodków nie przykładają większej uwagi do reklamy internetowej, a ich aktywność kończy się wyłącznie (jeśli w ogóle takowa jest inicjowana) na stworzeniu i zaindeksowaniu witryny internetowej. To dziwne, zważywszy na to, że przy obecnej konkurencji internetowej wystarczyłyby niewielkie nakłady finansowe, by promowana witryna znalazła się w top 10 na najpopularniejsze frazy, a tym samym przez 24 godziny dziennie pracowała na rzecz właścicieli. Trzeba pamiętać bowiem o tym, że nawet najlepsza strona internetowa nie przyniesie oczekiwanych efektów, gdy odnaleźć będzie ją można jedynie po nazwie poszukiwanego podmiotu.

Niestety nie zachwyca również technologia i estetyka zaindeksowanych stron. Z nielicznymi wyjątkami X ma do czynienia z witrynami mało przejrzystymi, z nieprzemyślaną strukturą – po prostu nieciekawymi. A to właśnie layout (układ graficzny) oprócz merytoryki jest tym elementem, który może wpłynąć na ostateczną decyzję przeciętnego klienta, a bagatelizowanie podstawowych zasad estetycznych i (o zgrozo!) sfery tekstowej jest dobitnym okazaniem braku szacunku ze strony twórcy komunikatu…

Oczywiście nadużyciem byłaby generalizacja, ponieważ można natrafić też na wizytówki przykuwające uwagę, gdzie odwiedzający ma możliwość przemieszczania się w łatwy sposób pomiędzy najważniejszymi informacjami, a starannie dobrane zdjęcia i przygotowane treści sprawiają, że pojawia się pełny obraz oferty. Przypadki te dotyczą jednak zazwyczaj większych podmiotów, nierzadko związanych też biznesowo z inną branżą, co w sposób bezpośredni wpływa na świadomość ich właścicieli i jakość komunikatu.

Portale społecznościowe

Oczywiście obecność w Google to podstawa, lecz świadomość specyfiki współczesnych mediów elektronicznych oraz danych dotyczących ich zasięgu powinna w prosty sposób przekładać się na wykorzystanie w promocji miejsc typu Nasza Klasa (12 milionów użytkowników), YouTube (ponad 11 milionów) czy Facebook (9,5 miliona użytkowników w Polsce). Nasz X i wielu mu podobnych z pewnością i tam będzie kontynuować swoje poszukiwania podmiotów zajmujących się jazdą western.

I tak, o ile na Naszej Klasie ze względu na ograniczony od niedawna sposób promowania działań biznesowych, ale i społecznych konta polskich ośrodków są stosunkowo nieliczne, o tyle na Facebooku znaleźć możemy przynajmniej polską czołówkę, która w aktywny sposób promuje swoje przedsięwzięcia. Wśród nich pojawia się Roleski Ranch, prowadząc nie tylko konto samego ośrodka, ale i coraz popularniejszych w Europie zawodów Roleski 4 Spins; Janiowe Wzgórze z Podkarpacia czy R&R Ranch z Wielkopolski. To oczywiście jednak kropla w morzu potrzeb i ogromne pole do popisu dla właścicieli, którzy dotąd nie doceniali tego typu mediów. Nie sposób przecież pominąć reklamy szeptanej, a przecież w zbliżonej formie działa m.in. Facebook, gdzie użytkownicy już zapisani do danego profilu mogą dalej promować go wśród swoich znajomych.

Zupełniej inaczej wygląda sytuacja w przypadku społecznościowego serwisu video, jakim jest YouTube. Tutaj wpisując wspomniane już frazy, X trafi na co najmniej kilkadziesiąt filmów tematycznych zrealizowanych w Polsce przez miłośników stylu. I to właśnie oni stanowią w zasadzie wyłączne źródło dostawców video, gdyż same ośrodki jakoby w ogóle nie zauważały możliwości bezpłatnej promocji na popularnej platformie (uwaga – wyjątek dolnośląskie Meta Rach).

W tym miejscu chwała społecznościowemu podejściu do dzielenia się informacją, ponieważ dzięki niemu i kontekstowi wstawianych filmów można dowiedzieć się, że w Polsce istnieją ośrodki zajmujące się treningiem, organizacją zawodów i hodowlą koni western.

Pozytywnie na tym tle wyróżniają się też podmioty nieoferujące bezpośrednio wspomnianych usług, ale związane z promocją stylu, ponieważ przeglądając serwis, można znaleźć kanał prowadzony przez Stowarzyszenie Western Riders czy komórkę wspomnianego serwisu WWR.

Niestety w kontekście małej aktywności, w tak popularnych mediach jak Nasza Klasa, Facebook czy YouTube do sfery pobożnych życzeń można przenieść możliwość znalezienia – choćby największych podmiotów – w serwisach mikroblogowych jak Twitter czy Blip. A szkoda, ponieważ narzędzia te pozawalają nie tylko na promocję swoich usług wśród nowych użytkowników, ale przede wszystkim umożliwiają kontakt z wiernymi z fanami. A tym samym z miesiąca na miesiąc cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Na zakupy?

Zakładając, że X nie zraził się podczas poszukiwań odpowiedniego miejsca, gdzie mógłby bliżej przyjrzeć się amerykańskiemu stylowi, a nawet trafił do ośrodka, w którym umocniono go w wierze, że to dobry kierunek umożliwiający realizację jego pasji. Następnym etapem w jego jeździeckiej przygodzie będzie zapewne poszukiwanie odpowiedniego sprzętu, a nawet i konia!

Oczywistym działaniem i tutaj stanie się rozpoczęcie poszukiwań w najpopularniejszej wyszukiwarce. I będzie to dobry wybór, gdyż sklepy wykorzystały swoją szansę bardzo dobrze i chętnie prezentują ofertę w Internecie. Jest jednak jedno „ale”. Dobra znajomość niuansów stylu western, a tym samym merytoryczne przygotowanie handlowców do sprzedaży dedykowanego sprzętu pozostawiają nadal wiele do życzenia. Osoba pragnąca dokonać właściwego zakupu będzie narażona na brak kompetencji i liczne próby sprzedaży sprzętu nie tylko wątpliwej jakości, ale przede wszystkim nieodpowiedniego, względem jej doświadczenia i potrzeb.

Jak wspomniałem, wybierając wyrażenia typu siodło western, ogłowie western czy czaprak western na brak wyników nie można narzekać, ponieważ już w top 10 znaleźć można wiele sklepów oferujących wymieniony w słowach kluczowych sprzęt. Dokonując jednak wstępnej analizy, można dojść do wniosków, iż w wielu przypadkach sprzedawane akcesoria są jedynie dodatkiem do głównej oferty zbudowanej ze sprzętu klasycznego, natomiast sprzedawcy nie posiadają elementarnej wiedzy na temat oferowanych produktów.

Niezależnie od źródła, z którego pochodzi oferta (oprócz wyników organicznych w Google oferty sprzedaży pojawiają się w porównywarkach cenowych czy serwisach ogłoszeniowych) możliwością uniknięcia bolesnej „wpadki” jest nie tylko przeprowadzenie przeglądu oferowanych produktów online, ale również rozmowy telefonicznej z przedstawicielem sklepu, na podstawie której, zadając konkretne pytania dotyczące doboru, pochodzenia i użytkowości sprzętu, w prosty sposób zweryfikujemy wartość oferty.

Sytuacja nie jest oczywiście krytyczna, ponieważ w sieci znaleźć możemy co najmniej kilka sklepów, których prowadzący czy właściciele od lat zajmują się tematyką i są związani z branżą zarówno w sferze online, jak i tej realnej. Sklepów współpracujących z polskimi organizacjami western riding czy pojawiających się na rodzimych zawodach. Korzystając z ich usług X, jak i inni poszukiwacze wartościowych produktów, zyskają w zasadzie gwarancję uzyskania fachowej porady i zakupu sprzętu dopasowanego nie tylko do zasobów konkretnego portfela, ale i doświadczenia jeźdźca oraz indywidualnych potrzeb – także w kontekście konia.

Minimalizuje się zatem ryzyko zakupu munsztuka z dwudziestocentymetrowymi czankami, przeznaczonego dla młodego konia czy siodła z szeroką terlicą typu full-quarter oferowaną pod kątem konia małopolskiego wraz czaprakiem korekcyjnym, który ma owo siodło stabilizować.

Zdecydowanie poważniejszym zadaniem stojącym przed miłośnikiem western riding są poszukiwania odpowiedniego konia i o ile, jak to wynika ze specyfiki branży, wiele tego typu działań prowadzonych jest pośród znajomych, o tyle w przypadku niezbyt dużego rodzimego pogłowia koni American Qurter Horse i American Paint Horse istnieje potrzeba poszerzenia spektrum poszukiwań.

Niestety również w tym przypadku, podobnie jak podczas poszukiwań ośrodka zajmującego się nauką jazdy western, napotykamy na sieciową pustynię! Nawet liczne kombinacje słów kluczowych stosowane przez upartego X skazane są na porażkę, gdyż wstukując „hodowla koni American Quarter Horse (Paint Horse) czy „sprzedaż koni American Paint horse”, otrzyma on zaledwie kilka wyników pozwalających na zapoznanie się z żądaną ofertą.

Co ciekawe, oprócz kilku wyjątków, w „rezultatach wyszukiwania” nie pojawiają się nawet znane w branży podmioty, które od wielu lat zajmują się hodowlą i sprzedażą koni. A tym samym dysponujące nie tylko odpowiednią ilością zwierząt na sprzedaż, ale i wiedzą ułatwiającą ważny dla przyszłego właściciela wybór.

Zatem i tutaj użytkownik musi posiłkować się serwisami posiadającymi w swej ofercie działy sprzedaży koni (lub wyłącznie profilowanymi pod kątem handlu końmi), ewentualnie katalogami ośrodków. Nie rozwiązuje to jednak do końca problemu, gdyż w większości z nich (poza branżowymi) konie ras amerykańskich nie stanowią nawet ułamka oferty.

Dobrym rozwiązaniem staje się też zapoznanie z treścią strony polskiej filii American Quarter Horse, która w sposób naturalny stanowi miejsce, gdzie trafić można na osoby zajmujące się hodowlą „ćwierć koni”.

Wniosek nasuwa się zatem jeden i raczej nie dziwi w kontekście wspomnianej już słabej promocji ośrodków szkoleniowych – branża hodowlana również nie docenia działań internetowych, nawet w zderzeniu z ogólnodostępnymi danymi dotyczącymi wzrostu wartości reklamowego rynku online (już 1,6 miliarda złotych; 60% dynamika) stanowiącego najlepiej rozwijającą się gałąź reklamy w ogóle.

Interesujący jest fakt, iż w przypadku tak niskiej konkurencji – chociażby w wyszukiwarkach internetowych – usługodawcy nie potrzebują nawet zbyt wysokich nakładów na reklamę, gdyż do osiągnięcia dobrego wyniku wystarczy dobrze przygotowana i wartościowa strona internetowa.

Wiedza fachowa

Ostatnim etapem (choć kolejność powinna być zgoła odwrotna) jest chęć pogłębiania wiedzy fachowej, realizowana w naturalny sposób w XXI wieku za pośrednictwem Internetu.

W tym miejscu X będzie miał trochę łatwiejsze zadanie, gdyż używając popularnych wyrażeń związanych z amerykańskim stylem, natrafi na łamy portali branżowych publikujących nie tylko porady dotyczące samego stylu jazdy, treningu, ale i informacje na temat planowanych imprez. Będzie miał również możliwość wymiany poglądów na forum dyskusyjnym czy też komentowania bieżących wydarzeń.

Nie bez znaczenia jest także działalność polskich organizacji western prezentujących w swoich serwisach internetowych nie tylko bieżące informacje na temat prowadzonych działań, ale i nierzadko publikujących treści szkoleniowe.

I choć może liczba wszystkich wspomnianych nie jest zbyt wielka. Wielkość budowanych przez lata zasobów może zadowolić wszystkich rozpoczynających swoją przygodę z western riding, a także tych, którzy w branżę zdążyli już wsiąknąć.

Jest to oczywiście pozytywny akcent będący jednocześnie zwięzłym podsumowaniem naszego krótkiego audytu, ponieważ pomimo niewielu indywidualnych, łatwo dostępnych adresów, właśnie w tych miejscach można uzyskać informacje na nurtujące wielu poszukiwaczy, w tym X, pytania.

Obrazuje on istnienie osób świadomie podchodzących do rozwoju branży, wykorzystujących nowoczesne narzędzia komunikacji pozwalające na szybkie i proste dotarcie do grupy docelowej.

To dobry początek, który pozwala mieć nadzieję, że wraz ze wzrostem konkurencji na rynku i w połączeniu ze stale zwiększającym się dostępem do szerokopasmowego Internetu polskiego społeczeństwa – sytuacja i pośród indywidualnych użytkowników ulegać będzie stałej poprawie.

Nie można też pomijać faktu, że wraz z upływem kolejnych lat do głosu dochodzić będzie coraz młodsze pokolenie Polaków, dla którego komunikacja prowadzona przez Facebooka czy Twittera jest tak naturalna, jak korzystanie z telefonu komórkowego czy e-maila. A tym samym ciężar promocyjny przełożony zostanie w sposób naturalny w kierunku sfery online.

Wówczas problemem X będzie nie to, jak znaleźć pożądane informacje, lecz jak wyselekcjonować te najwartościowsze, z czym od dłuższego czasu zmagają się nasi zachodni sąsiedzi.

Dziś jednak, obserwując niską popularność działań internetowych polskiej branży western, nie można oprzeć się wrażeniu, iż jest to pokłosie nieustannego bagatelizowania potrzeby podejmowania działań reklamowych w ogóle – także kanałami tradycyjnymi (prasa, radio). I w tym kontekście jest to problem zdecydowanie bardziej złożony, wymagający odrębnej analizy – także w odniesieniu do działań promocyjnych samej branży. Ale o tym już w innym numerze.

Shopping Cart
Przewiń do góry