Umowa sprzedaży konia

Na początek uwaga natury terminologicznej – nie ma czegoś takiego, jak „umowa kupna-sprzedaży”, poprawnie umowa nazywa się umową sprzedaży, bowiem „Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.” (art. 535 kodeksu cywilnego). Można więc pominąć człon „kupna”, chyba że ktoś jeszcze oprócz tego, że chce konia odebrać i zapłacić cenę, stając się właścicielem, to jeszcze dodatkowo go kupić… Nazwa umowy oczywiście ma drugorzędne znaczenie, bo liczy się jej treść, ale skoro coś można zrobić dobrze, to po co robić inaczej.

Umowa sprzedaży jest najszerzej unormowaną umową nazwaną (czyli taką, która uregulowana została w kodeksie cywilnym). Istotnymi jej elementami są: strony (sprzedający i kupujący), przedmiot umowy, obowiązek wydania rzeczy przez sprzedającego i związany z nim obowiązek odebrania rzeczy przez kupującego, który winien zapłacić umówioną cenę. Pierwszym, oczywistym elementem umowy sprzedaży jest określenie stron. Nie powinno ono budzić zastrzeżeń ani wątpliwości, kim są. Równie jednak ważne jest to, by sprzedający był właścicielem konia. Do weryfikacji tego może posłużyć paszport konia, choć nie jest on oczywiście wyrocznią. Ogólna zasada, znana jeszcze z czasów rzymskich, mówi o tym, że nikt nie może przenieść na drugiego więcej prawa niż sam posiada. Nie nabędziemy więc własności konia kradzionego i jeżeli właściciel się odnajdzie, to będzie mógł domagać się jego zwrotu. Również szczególną ostrożność należy wykazywać przy zakupie koni przejętych za długi. Może się bowiem okazać, że właściciel stajni nie miał prawa do tego stworzenia i wtedy znowu czeka nas zwrot przedmiotu sprzedaży.

Przedmiotem umowy sprzedaży mogą być tylko rzeczy. Wprawdzie koń nie jest rzeczą w rozumieniu prawa (art. 1. ust. 1 zdanie pierwsze ustawy o ochronie zwierząt), ale stosuje się do niego odpowiednio przepisy o rzeczach (art. 1. ust. 2. ustawy o ochronie zwierząt). Oznacza to, że konia można sprzedać, jak rzecz, choć rzeczą nie jest. Nie ma również przeciwwskazań, by sprzedać „rzecz przyszłą”, czyli mającego się dopiero urodzić źrebaka. Jego własność przejdzie jednak na nabywcę dopiero w momencie przeniesienia posiadania, a więc w chwili, kiedy kupujący będzie mógł nim władać, jak właściciel (art. 155 § 2 kodeksu cywilnego).

Kolejnym elementem umowy sprzedaży jest cena, która powinna być określona w walucie polskiej (art. 358 § 1 kodeksu cywilnego). Można zastosować oczywiście tzw. klauzulę walutowości (a więc ustalenie ceny w złotych według kursu danej waluty), pamiętać jednak trzeba, że ustalenie ceny np. w euro może obecnie skutkować nawet stwierdzeniem, iż umowa jest nieważna. Zdania w tej kwestii są wprawdzie podzielone, ale warto zwrócić uwagę na ten moment i ominąć wątpliwości przez określenie ceny w złotych. Wyjątki od zasady walutowości określone zostały w ustawie z dnia 27 lipca 2002 r., prawo dewizowe (Dz. U. z 2002 r., Nr 141, poz. 1178 ze zm.) i dotyczą np. konia kupowanego za granicą.

W umowie sprzedaży na każdej ze stron ciążą dwa zasadnicze obowiązki – obowiązek przeniesienia własności i odpowiadający mu obowiązek zapłaty ceny oraz wydania rzeczy i jej odebrania. Przeniesienie własności – jeżeli strony nie postanowiły inaczej – następuje w chwili zawarcia umowy (art. 155 § 1 kc). Ważne jednak jest to, by pamiętać, że brak zapłaty ceny nie powoduje, iż własność nie przejdzie na nabywcę. Jeżeli więc zapłata nie następuje w całości w chwili podpisania umowy, warto byłoby zabezpieczyć swój interes, bo ewentualny proces może być żmudny.

Co do wydania konia – wystarczające jest, gdy zostaną przekazane dokumenty uprawniające do dysponowania zwierzęciem tak, jak właściciel; takim dokumentem jest obecnie paszport konia.

Umowa, która zawiera opisane wyżej elementy jest umową sprzedaży. Nie ma więc znaczenia jej forma. Powszechnie wprawdzie mówi się o tym, że umowa to ta, która jest na piśmie, ale tak nie jest. Umowa ustna też jest umową! Dla bezpieczeństwa warto jednak ją spisać. Brak formy tylko w niektórych przypadkach może nieść za sobą ujemne konsekwencje i jest to wyjątek od reguły. 

Autor: mec. Jakub Kolańczyk
Foto: Paulina Dudzik