Portret
Zimba - narcyz na czworoboku

Tekst: Małgorzata Odyniec
Foto: Oliwia Chmielewska

Zimba.jpgGniady wałach Zimba trafił do Polski jako „odpad” z Holandii. Przyjechał do Agro-Sadu pod Piłą z dużym transportem koni. W swojej ojczyźnie nie spełniał wymogów stawianych ogierom, był za mały i w dodatku jego skokowy rodowód nie dał o sobie znać w skokach luzem. Gabriela Jaworska-Mazur i jej mąż kupili go już na drugi dzień po jego przyjeździe. Jak wspomina zawodniczka, za oko złapała ją jego wyjątkowa uroda. I to był jedyny atut, bowiem jeszcze wtedy, jako trzylatek, ruszał się przeciętnie jak na dyscyplinę ujeżdżenia. Miał w sobie to coś, że decyzja o kupnie zapadła błyskawicznie.

Pierwsze chwile pracy pod siodłem były bardzo spokojne. Zimba był bardzo grzeczny i bez problemów przyjął jeźdźca. Różki pokazał dopiero miesiąc później. I już na treningach nie było tak sielsko. Ma ogromny temperament. Zaczął okazywać, jak bardzo jest elektryczny i nadpobudliwy. Przestał akceptować pasażera na swoim grzebiecie, bardzo mocno brykał, aby pozbyć się zbędnego balastu. Stał się niebezpieczny dla innych koni. Do piątego roku życia był ogierem i wyjazdy na zawody sprawiały wiele problemów. W przyczepie musiał być sam, w stajni odizolowany od innych. Atakował i konie, i ludzi. Dlatego, mimo dobrych wyników na krajowych i światowych czempionatach, został wykastrowany. Trochę pomogło. W domu jest o wiele grzeczniejszy, ma już 11 lat i nie robi takich głupot jak wtedy, gdy był 4-5–latkiem. Sama zawodniczka przyznaje, że ponosi trochę winy za jego zachowanie. Jest rozpuszczany, wszyscy – i pracownicy, i pensjonariusze – traktują go w wyjątkowy sposób, a on zdaje sobie sprawę z własnej wartości. Do tego to osobowość narcystyczna w najczystszej postaci – wymaga, aby cała uwaga była skupiona tylko na nim. Upomina się o jedzenie i o pieszczoty, kopie w drzwi, skacze po boksie, robi różne głupoty, żeby tylko człowiek do niego podszedł i nim się zajął. Ostatnio stał na korytarzu, wypięty na dwóch uwiązach, pracownik wyrzucał z boksu obornik, a Gabriela odeszła na chwilę, bo zadzwonił telefon. Nikt się nim nie interesował, więc wskoczył do taczki. Zachowuje się specyficznie przy siodłaniu. Obecnie jego amazonka jest w dość zaawansowanej ciąży i ktoś chciał jej pomóc włożyć siodło. Nie udało się, Zimba nie pozwoli osiodłać się obcej osobie. Podobnie jest, gdy ktoś chce na niego wsiąść, dlatego bardzo niewiele osób dostąpiło tego zaszczytu. Świetnie wyczuwa ludzi, którzy go prowadzą i potrafi w nieprzyjemny sposób uciec, co może się skończyć tragicznie. Trzeba też uważać podczas kąpieli, bo nie lubi zimnej wody. Właściwie, to nie można powiedzieć, że przepada za pracą. Na szczęście na zawodach stara się o wiele bardziej niż w domu. Jego ulubionym miejscem jest padok i kiedy tylko znajdzie się w jego pobliżu od razu poprawia mu się humor. Nawet na spacerach ma nadzieję, że siodło zaraz zostanie zdjęte i będzie mógł się wreszcie do woli wytarzać i wybrykać. Nadal musi być odizolowany od innych koni, ale jest jedna młoda klacz, która może zajmować sąsiedni padok. Utrzymanie go w formie jest bardzo trudne, bo uwielbia jeść, a poza tym bardzo łatwo przyswaja wszystkie składniki. Nie pogardzi niczym, w nagrodę zje banana, jabłko, cukierka czy cukier. Bez różnicy, byle było jadalne.

Z chodów najlepszy ma stęp, a jego najmocniejszą stroną jest ambicja. Mankamenty motoryki nadrabia wykonując dane ćwiczenie powyżej swoich możliwości. Niestety bardzo przeżywa każdy, nawet najmniejszy uraz. Utrudnia to postawienie właściwej diagnozy, bo to urodzony panikarz.

Więcej przeczytasz w majowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki".