Żeby chciało się chcieć jesieniąJesien.jpg

Tekst: Marzanna Herzig
Foto: Paulina Dudzik

            Od wielu lat psychologowie coraz intensywniej i z coraz większym niepokojem zwracają naszą uwagę na szkodliwe skutki poddawania się presji wynikającej z pełnionych funkcji społecznych, uczestniczenia w realizacji ambitnych projektów czy bycia członkiem jakiejś grupy społecznej. Faktem jest, że niemal z roku na roku wymagania wobec każdego z nas się zwiększają i to niezależnie od wieku, płci i zawodu. Media karmią nas obrazami gigantów przedsiębiorczości, sylwetkami herosów wytrzymałości, fabularyzowanymi biografiami ludzi, którzy każdą minutę swojego życia wykorzystują na pożyteczne działania i którzy zawsze są zmotywowani, niezależnie od wieku, pory roku czy pory dnia. Podziwiamy tych „doskonałych” – zarówno pod względem fizycznym, jak psychicznym – na zdjęciach i w tekstach czytanych gazet i czasopism. Oglądamy ich w programach telewizyjnych, są bohaterami rozlicznych filmów, w których osiągają życiowe sukcesy. My, widzowie, podziwiamy, jak to robią i zaczynamy wierzyć, że my też tak możemy. Ich historie stają się dla nas wzorami i stymulują nas do stałego utrzymywania się w pełnej dyspozycji. W naszych dążeniach pojawia się motyw: działać tak, jak oni, mieć zawsze 100% motywacji, bo to droga do sukcesu! To zrozumiałe pragnienie. Bowiem któż – zwłaszcza w sporcie – nie pragnie sukcesu?

            Okazuje się jednak, że w realnym, codziennym życiu sportowca niezwykle trudno jest przedzierzgnąć się w takiego herosa motywacji. W wielu sportach, w tym w jeździectwie, zwłaszcza jesienna rzeczywistość daleko odbiega od świetlanych wizji utrzymywania niezniszczalnej motywacji. Realne są różne trudności, które dopadają kończących sezon startowy zawodników. Jak możemy opisać tę jesienną rzeczywistość w sporcie jeździeckim? Co się na nią może składać? Zobaczmy.

  • Końcówka sezonu letniego. W siedzeniu, plecach, nogach, w każdej kości i każdym mięśniu ciała pozostały ślady setek przeskoczonych przeszkód czy przejechanych w czworoboku figur. A co jest tego naturalnym efektem? Normalne fizyczne zmęczenie.
  • Tysiące kilometrów przejechanych po Polsce i nie tylko, z zawodów na zawody. Nie zawsze wystarczający standard kwater i żywienia podczas zawodów. Nie zawsze dogodna odległość między kwaterami a miejscem zawodów. Rezultat? Także fizyczne wyczerpanie spowodowane może nie ekstremalnymi, ale za to licznymi i długotrwałymi wysiłkami.
  • Zebrane doświadczenia. Nie wszystkie wg życzeń, np. gorsze, od zamierzonych, starty; gorycz odniesionych porażek; kontuzje własne lub wierzchowca i inne. Tutaj? Dochodzi wyczerpanie psychiczne, które jest wynikiem przeżywanych: rozczarowań, bólu, strachu, różnorodnych napięć, konieczności trzymania się w ryzach czy znajdowania wyjścia z sytuacji.
  • Wspaniałe doświadczenia: wygrane konkursy, zdobyte trofea i nagrody, osiągnięte rezultaty, zagrane konie, zrobione postępy i inne radosne przeżycia. Tak, zgadza się, takie przeżycia dodają energii, pobudzają do działania! Ale przecież w którymś momencie może u kogoś pojawić się jednak… taka chęć… potrzeba, takie pragnienie – niemalże wstydliwe! – aby… spocząć na laurach! Nie mobilizować się do działania. Po prostu „pobyć sobie” i pocieszyć się swoimi osiągnięciami! Posiedzieć w domu w stanie zmniejszonej energii. Już nic nie musieć.
  • Weryfikacja snutych w trakcie startowania planów i zamierzeń. Przyglądanie się swoim marzeniom. Jaką ich część zrealizowałam/łem? Czy potrafię planować, czy ulegam mrzonkom, „napalam się”, a potem głupio się czuję? Czy może zaniżam swoje możliwości, a potem z rozczarowaniem patrzę, jak ktoś inny osiąga to, czego ja tak naprawdę pragnę? Czy moje marzenia mają szansę na urzeczywistnienie się? Takie rozliczenia z samym sobą to intensywna praca zarówno umysłowa, jak emocjonalna. Ta praca jest kosztowna energetycznie i dlatego może także prowadzić do poczucia zmęczenia lub wyczerpania.
  • Tysiące przyjaznych spotkań i ciekawych kontaktów towarzyskich, ale też: starć, konfliktów, aktów współdziałania, nieporozumień itd. itp., czyli: funkcjonowanie podczas sezonu startowego w społeczności jeździeckiej. Realizowanie swoich potrzeb, celów i zamierzeń wśród innych jeźdźców, którzy w tym samym miejscu i czasie także starają się zrealizować swoje potrzeby, cele i zamierzenia. Po wielu miesiącach takiego funkcjonowania można odczuwać pewien stopień wyczerpania czy wyeksploatowania emocjonalnego.
  • Jesień. To prawda: żyjemy w takim właśnie klimacie, który nie składa się tylko z wiosny i lata, ale w którym co roku przychodzi jesień, a po niej zima. Od urodzenia to odczuwamy i nie ma co narzekać, bo zmienność pór roku to przecież ciekawa różnorodność wrażeń i doświadczeń. Zgoda. Nie znaczy to jednak, że niektórzy nie mogą mocniej od innych odczuwać i gorzej znosić zmian, które przyszły wraz z jesienią. Końca ciepłych, długich dni. Nastania okresu długo trwających szarości, a potem ciemności, pomimo których trzeba rankiem pójść do stajni. Ciemności poranka, którą odczuwa się zwłaszcza wtedy, gdy jest to sobota lub niedziela i ma się świadomość, że wszyscy inni – domownicy i znajomi „niekoniarze” – smacznie śpią aż do rozjaśnienia się nieba. Zimna, które objęło rządy w siodlarni, w stajni i na hali. Wrażenia, że – gdyby siodło nie było ze skóry – to przymarzłaby do niego dłoń, jeśli uchwyciło się je bez rękawiczki. I innych tego typu emocji.

Jeśli w powyższym zestawieniu rozpoznajesz jakieś własne doznania, przeczytaj jak sobie z tym radzić w listopadowym numerze "Koni i Rumaków"