JEŹDZIECTWO NATURALNE
Zajeżdżanie młodych koni
Część 4. Pierwsza jazda i kierowanie

Tekst: Glenn Stewart
Tłumaczenie: Justyna Rucińska
Zdjęcia: Paweł Siwek

Kierowanie.jpgW czwartej części cyklu poświęconego zajeżdżaniu młodych koni czas pomówić o pierwszej jeździe. Część z was zapewne powie: „Nareszcie, nadszedł czas jazdy!”. Inni woleliby spędzić więcej czasu, pracując z ziemi. Tak czy inaczej to, co dotychczas opisywałem w poprzednich artykułach, doprowadziło nas do tego właśnie miejsca.

Przygotowaliśmy konie poprzez budowanie ich pewności siebie i szacunku, używając technik i języka komunikacji, który jest dla nich zrozumiały. Nasze konie cofają, przestawiają swobodnie przód i zad, poruszają się chodami bocznymi, okrążają nas, kiedy je o to prosimy, pozostają delikatne i miękkie na linie, skaczą przez beczki, noszą na sobie i przechodzą przez plandeki, czują się pewnie w pracy z flagą – możemy je głaskać po całym ciele, machać z przodu, z tyłu, nad nimi i pod nimi. Nie boją się nas zarówno z ziemi, jak i z grzbietu. Przyzwyczaiły się również do siodła i poruszają się z nim tak swobodnie jak bez niego. Mogłoby się wydawać, że to całkiem spora lista zadań, które powinny funkcjonować dobrze. Jednak porozumienie się na te tematy nie zajmuje dużo czasu, a jest dobrą podstawą dla każdego konia. Na takich fundamentach możecie budować teraz i w przyszłości.

Oczywiście zawsze można przygotować konia lepiej na pierwszą jazdą, ale u mnie taki system się sprawdza. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba nie wspomniałem wcześniej. Koń powinien z łatwością wykonywać tzw. zgięcia boczne, czyli zginać szyję i głowę na lewo i na prawo z ziemi. Przy prawidłowym wykonaniu tego ćwiczenia koń stoi spokojnie, a jego reakcja jest miękka i pozbawiona oporu. Koń ze sztywną szyją i nieodpowiadającym pyskiem nie jest dobrym znakiem. Kolejnym testem, który lubię robić przed wsiadaniem, jest uderzanie otwartą ręką o siodło, potrząsanie strzemionami, sięganie nad siodłem i potrząsanie strzemieniem z drugiej strony konia. To dobre testy przed „odlotem”. Kiedy wszystko przebiega spokojnie, wspinam się na strzemieniu do góry i schodzę w dół. Powtarzam to samo z drugiej strony. Następnie, kiedy stoję wspięty na strzemieniu, sięgam na drugą stronę konia i głaszczę go, dotykam również konia po zadzie w tym miejscu, w którym mogę dotknąć go nogą, kiedy będę na niego wsiadał albo z niego zsiadał. Przy tego typu ćwiczeniach koń powinien stać spokojnie. Jeśli tak jest, przerzucam nogę nad koniem i siadam w siodło (upewnijcie się jednak, że nie klapniecie ciężko w siodło, bo takim nieuważnym wsiadaniem możecie spowodować, że koń stanie się trudny przy wsiadaniu). Następnie praktycznie od razu zsiadam i prowadzę konia naprzód albo wysyłam na koło, zwłaszcza kiedy wydaje się spięty. Powtarzam całe ćwiczenie od nowa, kiedy jest rozluźniony.

 

Następnym krokiem jest zachęcanie konia do ruchu. Niektóre konie ruszają chętnie, inne wydają się zacięte. Osobiście wolę te, które chętnie się poruszają. Proszę konia o ruch i kiedy wykona moją prośbę, pozwalam mu przyzwyczaić się do posiadania pasażera na grzbiecie. Na tym etapie nie ma znaczenia dla mnie kierunek, w którym zwierzę idzie. To, czym jestem zainteresowany, to uzyskanie stępa, kłusa i galopu. Dopiero kiedy koń już zrozumie, jak ruszać i jak zwalniać w trzech chodach, zaczynam powoli i ostrożnie nim kierować. Zbyt wczesne i częste wpływanie na to, gdzie dokładnie koń idzie, może zniechęcić go do ruchu naprzód. A z koniem, który utraci swoją naturalną dążność do ruchu, bardzo ciężko się pracuje. W pierwszej kolejności musi zatem poczuć się dobrze, poruszając swoimi nogami, żebyście mogli później coś z tymi nogami zrobić.

Więcej przeczytasz w styczniowym numerze "Koni i Rumaków".