DAWNIEJZdziejow.jpg
Z dziejów sportów jeździeckich

Tekst: Anna Siudzińska

Skoki przez przeszkody, ujeżdżenie, WKKW, woltyżerka, reining, powożenie, rajdy długodystansowe to sporty jeździeckie uznane przez FEI. Są popularne i uprawiane przez wielu jeźdźców. Godne uwagi są też wyścigi czy zespołowe polo. Czy znamy historię swoich ulubionych dyscyplin? Czy wiemy, skąd wziął się pomysł na taki a nie inny rodzaj rywalizacji sportowej? Skąd pochodzi zalążek współczesnych sportów?

Początki wszystkiego, czyli rydwanem po złoty laur

Nie bez powodu zaczynamy naszą wędrówkę po historii sportów jeździeckich od wyścigów. To one bowiem zapoczątkowały rywalizację konną. Początkowo w starożytności rozgrywano dwa rodzaje wyścigów – konne oraz zaprzęgowe.

Konie zaprzęgnięte w dwukołowe wozy obecne były już w starożytnym Egipcie, o czym świadczą datujące się na XI w. p.n.e. płaskorzeźby przedstawiające sceny z uroczystości, igrzysk oraz bojów. Wyścigi zaprzęgów były także popularne w starożytnej Grecji, począwszy od 680 roku p.n.e., gdy podczas XXV olimpiady greckiej rozgrywano wyścigi kwadryg. Wyścigi zaprzęgów stanowiły bardzo atrakcyjną część programu olimpiad. Ich kontynuacją w czasach późniejszych były rzymskie wyścigi rydwanów.

Ta wywodząca się z Grecji dyscyplina była, obok walk gladiatorów, najpopularniejszą rozrywką. Na widowni spotkać można było reprezentantów wszystkich grup społecznych. Najlepsze miejsca zarezerwowane były oczywiście do najznamienitszych reprezentantów społeczeństwa. Nie brakło jednak i tych biedniejszych, którym dostępność zapewniał brak opłat za miejsce na trybunach.

Rydwan jako najstarszy pojazd konny zaprzężony mógł być w dwa lub cztery rumaki. Dwukonny wóz nazywany był bigą, czterokonny kwadrygą. Pierwsze rydwany powstały najprawdopodobniej już w trzecim tysiącleciu p.n.e., gdy konie zaczęły służyć jako zwierzęta juczne oraz transportowe. Z czasem zaczęto je wykorzystywać w czasie polowań i walk, aby wreszcie wraz z najznakomitszymi woźnicami stały się atrakcją igrzysk olimpijskich i w ten sposób na stałe wprowadziły dyscyplinę jeździecką do panteonu sportów. Rydwany budowane były zgodnie z zachowaniem zasad fizyki. Lekkie a jednocześnie zwrotne z czasem były doskonalone niczym współczesne bolidy formuły pierwszej. Powożenie odbywało się w pozycji stojącej. Woźnice nosili tunikę w kolorze odpowiadającym barwom stronnictwa, które reprezentowali.

Wyścigi rydwanów odbywały się na specjalnie w tym celu przygotowanych podłużnych stadionach zwanych cirrusami. Rzymski cyrk przypominał swoim kształtem grecki hipodrom. Najbardziej znany z nich to oczywiście rzymski Cirrus Maximus mogący pomieścić nawet 180 tys. widzów. Standardowym dystansem, jaki pokonać musiał woźnica wraz ze swoimi końmi, było 7 okrążeń, co odpowiadało dystansowi ok. 4 tys. metrów.

Rozgrywkom zawsze towarzyszyły ogromne emocje. Kibice wiernie dopingowali swoją frakcję, która odróżniała się od innych kolorem. Przypominało to nieco współczesne rozgrywki piłki nożnej, w czasie których fani poszczególnych drużyn dobierają swój ubiór w tonacji dopingowanego klubu. Klasycznie rozróżniano cztery stronnictwa: czerwone, zielone, białe i niebieskie. Od czasów Dominicjana zaczęto używać także barw żółtej i jasnopurpurowej (ciemna purpura była barwą używaną jedynie przez samego cesarza). Także najlepsi woźnice cieszyli się uznaniem, majątkiem i sławą podobną do tej, jaką mają pierwszoligowi piłkarze. Najsłynniejszym starożytnym woźnicą, jeszcze dziś uznawanym za najbogatszego ze sportowców w dziejach, był Gajusz Appulejusz Diokles, który wygrał 1462 wyścigi, a w 1437 zajął drugie miejsce. Zarobił on na wyścigach ponad 35 mln sestercji. Za taką kwotę zapewniona mogła zostać roczna dostawa zboża do całego Rzymu lub utrzymanie wszystkich rzymskich żołnierzy na okres kilku dni.

Ciekawostką jest, że widzowie mieli wpływ na wynik wyścigu. Jeśli uznano, że należy powtórzyć rozgrywkę, widz wstawał i powiewał tuniką lub togą. Gdy większość widzów robiła to samo, wyścig przerywano i powtarzano. Kibice bywali dla organizatorów wydarzenia problemem podobnym do tych, jakie widzimy na współczesnych stadionach. Ilustruje to wydarzenie, które miało miejsce w 59 r. p.n.e., gdy to w amfiteatrze w Pompejach doszło do zatargu między fanami lokalnych sportowców a kibicami przybyłymi na wyścigi z Nucerii. Finał zamieszek był także zbliżony do tego, jaki widujemy obecnie. Senat po zbadaniu sprawy ukarał Pompeje 10-letnim zakazem organizowania igrzysk olimpijskich, a trzeba podkreślić, że igrzyska stanowiły wówczas najważniejsze wydarzenie starożytnego świata. Ostatnie wyścigi kwadryg odbyły się w Rzymie w 549 r. n.e.

Wyścigi rydwanów można uznać za pierwowzór współczesnych zawodów w powożeniu. Oczywiście, jak każda dyscyplina jeździecka, tak i ta ewoluowała wraz z innymi sportami, by dziś stać się jedną z wiodących i zyskujących coraz więcej sympatyków. Droga do popularności powożenia wiodła przez Anglię, gdzie w XVIII w., dzięki działaniom księcia Walii, który następnie zasiadł na królewskim tronie – Jerzego IV, dyscyplina ta uznana została za sportową. Angielska rodzina królewska wspierała powożenie także w XX w. Szczególną rolę odegrał tu książę Edynburga Filip, który będąc przewodniczącym FEI, a także amatorem tego sportu, przyczynił się do uznania go przez Federację w 1970 r. W rozwoju powożenia swoją rolę odegrały także, znane wśród fanów powożenia, polskie nazwiska – takie jak Eryk Brabec oraz Czesław Matławski.

Jeździec czy cyrkowiec, czyli rzecz o woltyżerce

 

Dziś myśląc o woltyżerce, mamy przed oczami lekkich, młodych jeźdźców, wykonujących na koniu różnorakie akrobacje. Taki obraz może nasuwać wnioski, że dyscyplina ta powstała jako odmiana akrobacji dla lekkich, niemal eterycznych gimnastyków. Nic bardziej mylnego. Dzieje woltyżerki są niemal tak stare jak samo jeździectwo i sięgają czasów starożytnych. Dla konnych wojowników, w czasach, gdy jeszcze siodła nie były w użyciu, a potem przez wieki, mimo wynalezienia siedziska, nie znano strzemion, utrzymanie równowagi i właściwej postawy na koniu było niezwykle ważne. Od niego zależało bowiem niejednokrotnie ich życie. W kolejnych wiekach rycerze, następnie kawalerzyści, ćwiczyli woltyżerkę, która stanowiła nieodłączny element ich wyszkolenia.

Nazwa dyscypliny pochodzi z francuskiego la voltige – czyli „akrobacja” i przyjęła się w czasie renesansu. Od tamtej pory miała też stanowić nieodłączny element musztry kawalerzysty. O roli woltyżerki w wyszkoleniu konnego żołnierza mówią m.in. regulaminy wojskowe. W „Nauce jazdy konnej” wydanej w 1919 r. przez Ministerstwo Spraw Wojskowych w Warszawie wspomina się wyraźnie o „ćwiczeniach i woltażach na koniu” . Podobnie „Regulamin Kawalerji” z 1922 r. podkreśla rolę ćwiczeń gimnastycznych .

Młodzież i dzieci dopuszczone zostały do uprawiania woltyżerki w latach 20. XX w. W 1920 r. w czasie igrzysk olimpijskich w Antwerpii podziwiano zmagania konnych akrobatów. Po wojnie woltyżerka stała się elementem przygotowującym młodych adeptów do nauki jazdy konnej. Taki sposób szkolenia znalazł swoje największe uznanie w Niemczech, gdzie w 1983 r., tym samym, w którym konna gimnastyka uznana została przez FEI, rozegrano pierwsze drużynowe zawody w tej dyscyplinie. Trzy lata później także w Niemczech podziwiać można było już zmagania indywidualne. Woltyżerka niestety nie należy do oficjalnych dyscyplin olimpijskich.

Więcej przeczytasz w październikowym numerze "Koni i Rumaków".