Ujeżdżenie klasyczne cz. 10
Wyznaczanie celów

Tekst: Anna Guzowska
Foto: Paulina Dudzik (paulinadudzik.com, moravita.com)

Wyznaczanie.jpgObcując z końmi, bardzo często zapominamy o tym, że stykamy się z drugim żywym organizmem, który, podobnie jak my, myśli i odczuwa. Każdy z nas zaliczył zapewne niejeden wypad do stajni, kiedy to będąc zmęczonym po szkole bądź pracy, chciał się po prostu zrelaksować na grzbiecie ukochanego rumaka, jednak zamiast spokojnej, przyjemnej jazdy zaliczał wzajemną przepychankę i wracał ze stajni poirytowany.

Takie sytuacje mają miejsce dlatego, że bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasz nastrój bądź kondycja fizyczna mają ogromny wpływ na konia. Jeżeli przyjeżdżamy do stajni zmęczeni, nasze mięśnie są napięte, łatwiej się też denerwujemy, a koń na pewno to odczuje. Wsiadając w siodło, liczymy, że dzięki temu się zrelaksujemy – natomiast koń w takich chwilach wyczuwa, że coś jest inaczej niż zwykle, i może go to zaniepokoić bądź usztywnić, co doprowadzi do nieposłuszeństwa – a to z kolei z dużym prawdopodobieństwem do naszej frustracji.

Nasz cel – zrelaksowanie się podczas jazdy konnej – będzie w takiej chwili trudny do zrealizowania.

Inna sytuacja – zaplanowaliśmy, że w danym miesiącu nauczymy konia zwykłych zmian nóg, podczas gdy w dalszym ciągu mamy problem z zagalopowaniem na dobrą nogę. Niezbalansowany i rzucony na głęboką wodę koń zdenerwuje się, gdyż nie będzie w stanie wykonywać wymaganego ćwiczenia. Spróbujemy wymusić wykonanie zadania, podczas gdy koń coraz częściej będzie się mylił i coraz bardziej usztywniał.

Nasz cel w tym wypadku nie uwzględnia umiejętności i możliwości konia, nie jest więc możliwy do zrealizowania.

Takich sytuacji można uniknąć. Kluczem do sukcesu jest zdanie sobie sprawy z tego, że koń jest wrażliwą, czującą istotą, która potrzebuje czasu, by zrozumieć nasze oczekiwania i nauczyć się nowych rzeczy. Potrzebuje także czasu, by wyrobić sobie odpowiednie mięśnie, być bardziej elastycznym i rozciągniętym, dzięki czemu jest w stanie wykonywać pewne figury. A wreszcie – jest zwierzęciem łatwo wyczuwającym samopoczucie i emocje człowieka, co ma wpływ na jego zachowanie.

Często, przyjeżdżając do stajni, mamy w głowie plan, który chcemy zrealizować, natomiast nie uwzględniamy w nim swojego nastroju ani swoich możliwości. Wymagamy od konia rozluźnienia, podczas gdy sami jesteśmy sztywni. Chcemy, by koń szedł spokojnie przed siebie, podczas gdy my odpływamy myślami do wcześniejszej kłótni z szefem, chcemy, by płynnie zmieniał nogi, w momencie gdy krzywo siedzimy w siodle, bo bolą nas plecy od całodziennej pracy przy komputerze.

Jak z tym wszystkim sobie poradzić i sprawić, by przebywanie ze zwierzęciem było mimo wszystko przyjemne dla obydwu stron? Jedną z ważniejszych rzeczy, jakie powinniśmy zrobić, jest wyznaczenie sobie celów i spokojne dążenie do ich realizacji, przy uwzględnieniu okoliczności, w jakich możemy się znaleźć w każdym kolejnym dniu pracy z koniem.

Wyznaczenie celów było moim pierwszym zadaniem, o jakie zostałam poproszona w czasie mojego pobytu w centrum jeździectwa klasycznego Moravita. Zastanowienie się nad tym, co chcę osiągnąć i na ile jest to możliwe w ciągu tych kilku miesięcy, nauczyło mnie dużo bardziej świadomej pracy z końmi, pozwoliło szczerze zrewidować swoje umiejętności oraz realistycznie oceniać umiejętności i możliwości konia.

Bazując na tym, czego nauczyłam się w Moravicie oraz na własnym doświadczeniu, dzielę cele na cząstkowe oraz na długoterminowe. Te pierwsze odnoszą się do każdego pojedynczego dnia pracy z koniem, bo każdy z nich powinien mieć jakiś cel – inaczej jedynie kręcimy się bez sensu po placu. Danych ćwiczeń jeździeckich, jak zmiany chodów, ustępowania czy kontrgalopu nie wykonuje się dla samego ich wykonywania, ale w jakimś celu, np. uelastycznienia czy rozluźnienia konia. Cele długoterminowe wyznaczamy na większy okres – miesiąc, rok czy sezon startowy.

Dobre cele mają kilka cech, które chciałabym omówić.

Po pierwsze, cele muszą uwzględniać fizyczne możliwości jeźdźca i konia oraz być zgodne z piramidą ujeżdżeniową. Jeżeli będziemy chcieli nauczyć piaffu konia, który nie porusza się nawet w rytmie, to nasze próby spełzną na niczym, ewentualnie uzyskamy nerwowe podrygiwanie w miejscu, które niczym prawidłowego piaffu przypominać nie będzie. Podobna sytuacja będzie miała miejsce, jeżeli będziemy chcieli nauczyć jeźdźca wykonywać łopatkę do wewnątrz, w momencie gdy nie umie on prawidłowo stosować podstawowych pomocy jeździeckich.

Więcej przeczytasz w lipcowym numerze "Koni i Rumaków".