Janów musi przetrwać

Ze Sławomirem Pietrzakiem, nowo mianowanym prezesem Stadniny Koni Janów Podlaski, rozmawia Małgorzata Odyniec.

Foto: Katarzyna Boryna

Na wstępie pragnę Panu pogratulować nominacji, ale zastanawia mnie, co Pana skłoniło do podjęcia decyzji o starcie w konkursie?

Zgłosiłem się właściwie w ostatniej chwili, dlatego że wcześniej zgodziłem się uczestniczyć w Radzie ds. Hodowli Koni powołanej przez ministra rolnictwa. Utworzono kilka zespołów roboczych: jeden do spraw hodowli koni arabskich, drugi do hodowli koni sportowych i rekreacyjnych. Toczy się w tej chwili dyskusja, ma być opracowana strategia rozwoju hodowli koni w Polsce w ogóle. Zdążyłem się zorientować, zresztą dzwoniono do mnie w tej sprawie z kraju i za granicy, że być może okaże się, że znowu będą problemy z obsadzeniem tego stanowiska. Zajmuję się końmi i nauką od ponad 40 lat, a Janów Podlaski to przecież nasza sztandarowa stadnina, najstarsza w Polsce – nie trzeba o tym mówić, bo wszyscy o tym wiedzą. Wydaje się, więc, że dla ludzi związanych z końmi to jest szalenie ważna rzecz. W związku z tym musimy zrobić wszystko, niezależnie od tego, jaka jest atmosfera czy podziały między ludźmi, by ta stadnina przetrwała nie tylko dla nas, ale i dla następnych pokoleń. I tak sobie wyobrażam moje zadanie.

A jaką sytuację Pan zastał w Janowie?

Jeśli chodzi o ludzi, to w związku z tymi wypadkami, które miały miejsce wcześniej, atmosfera była dość napięta. Pracownicy byli dość zestresowani, zwłaszcza że tam się toczyły przecież przesłuchania i nie byli pewni, co dalej ich czeka. Po spotkaniu jestem jednak optymistycznie nastawiony. Okazało się, że część załogi to są starsi pracownicy, którzy od szeregu lat już tam zajmują się końmi. Jest oczywiście część nowych osób, część zupełnie niedawno przyjętych. Generalnie atmosfera była bardzo pozytywna. Oczywiście mam za sobą tylko pierwsze kroki, bo już następnego dnia musiałem przyjechać tu, do Strzegomia, więc za wiele jeszcze nie mogę powiedzieć. Dość, że przywitano mnie dosyć przyjaźnie. Mam tam zresztą wielu znajomych, bywałem w Janowie wielokrotnie i – co ważne – z nikim nie jestem w konflikcie, w związku z tym mogę ze wszystkimi współpracować, aby znów zaczęło się tam dziać normalnie. Ludzie nie mogą pracować w atmosferze napięcia i niepewności, a konie też tego nie znoszą. Myślę, że to się wszystko poukłada.

Teraz przed Panem największe wyzwanie – aukcja.

Na pewno tak. Formuła stadnin w Polsce, nie tylko Janowa, jest trudna, bo to są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, czyli nie mogą przynosić strat, powinny generować jakiś zysk, po to, by można było przeprowadzić, choćby najpotrzebniejsze, remonty. Jest jeszcze wiele do zrobienia. Dyskutujemy o tym w trakcie naszych spotkań Rady, że może warto byłoby zmienić tę formułę, bo będzie trudno utrzymać taki potencjał genetyczny, jeśli chodzi o matki i linie ogierów przy sporej obsadzie. To przecież generuje poważne koszty. A jeśli to będzie dalej spółka z o.o., to z czegoś będzie trzeba rezygnować. Tutaj Janów w sumie dobrze wygląda, ale jeśli przyjrzymy się bliżej, to potrzebne są remonty wszystkich starych stajni, pewnej infrastruktury. To są rzeczy zupełnie oczywiste, bo jeśli jakiś czas się tego nie robi, to jasne jest, że koszty będą większe. Trzeba dokładnie śledzić wydatki i ewentualnie możliwe zyski, żeby to wszystko sensownie ułożyć.

To na pewno ważne, ale nie obawia się Pan tego, o czym pisze tak zwana prasa mainstreamowa, że jest zapowiedziany bojkot aukcji?

Nie wydaje mi się. Przecież wiemy doskonale, że ci, którzy chcą kupić dobre araby, i tak prawdopodobnie przyjadą. Myślę, że w tej chwili jest taka sytuacja, że to wszystko powinno się trochę odblokować. Ci, którym zależy, by Janów trwał, by był naszą wizytówką, powinni pomóc. Te wszystkie animozje czy awersje międzyludzkie powinny ustąpić. Jeżeli jednak będzie się utrzymywał taki kurs, jak niektórzy podają, będzie to znaczyło, że chodzi tu wyłącznie o jakieś interesy. A wtedy dobro Janowa schodzi na dalszy plan. Sądzę jednak, że tak nie będzie i ta aukcja powinna się udać. Nikt oczywiście nie może przewidzieć, czy ceny będą wysokie, czy padnie jakiś kolejny rekord, ale wydaje się, że kupcy przyjadą i postaram się tę całą sytuację, jeśli chodzi o kontakty ze stałymi kupcami i hodowcami arabskimi, załagodzić. Incydentalne wypadki nie mogą naruszyć pozycji Janowa. Konie, te które były – są, wszystkie klacze są już wyźrebione i pozaźrebiane, więc stadnina pracuje swoim rytmem.

W końcu za hodowlę nie odpowiada wyłącznie prezes?

Ależ oczywiście. Jest główny hodowca, pani Anna Stefaniuk, są specjaliści, trenerzy, koniuszowie. W tym szumie medialnym przedstawia się to tak, jakby w Janowie był już koniec świata. Stadnina funkcjonuje normalnie, cały cykl biologiczny i produkcyjny jest utrzymany.

A wracając do naszej, WKKW-owskiej działki. Coraz więcej angloarabów czy koni małopolskich spotykamy na krosach. Będzie Pan dalej współpracował ze środowiskiem zawodników WKKW?

Tak. Absolutnie uważam, że tu jest wielkie pole do popisu. W Janowie jest cenny materiał, jeśli chodzi o klacze matki. Tylko trzeba się zastanowić, czy w takim kierunku należy podążać. WKKW w ciągu szeregu lat się zmieniło, w związku z tym może warto te klacze wykorzystać do tego, by kryć je naprawdę dobrymi, sportowymi ogierami. W moim przekonaniu wcale nie muszą to być angloaraby. Te klacze, które są bogate w krew angloarabską czy mają pewien zasób pełnej krwi, mogą być doskonałym podkładem pod bardzo dobre ogiery holsztyńskie czy hanowerskie. Na świecie obserwujemy takie połączenia, które w WKKW się świetnie sprawdzają, ale mogą to być i dobre skoczki. Powinniśmy przyspieszyć ten postęp hodowlany. Nie ukrywajmy, konie małopolskie są opóźnione w stosunku do współczesnych koni sportowych półkrwi, a trzeba zrobić wszystko, żeby przyspieszyć. A to przyspieszenie jest możliwe przy korzystaniu z tej puli genetycznej na świecie, która wnosi coś dobrego. A szczególnie na takim materiale genetycznym, który jest w Janowie. Jeśli chodzi o klacze, to powinno się to udać. Warto spróbować.

Całosć przeczytasz w lipcowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"