REPORTAŻ
Wyspa Achill
Konie w Krainie Deszczowców

Tekst i foto: Marzena Józefczyk

Achill.jpgWielu z nas nie lubi upałów i nawet nasze polskie, sierpniowe 30-35 stopni znosi bardzo ciężko. Wszystkim tym osobom serdecznie polecam spędzenie wakacji letnich na zachodzie Irlandii, gdzie chmury, deszcz i zimny wiatr znad Atlantyku są w tym okresie zagwarantowane. Za to wszystkim bez wyjątku mogę polecić urlop w siodle na Zielonej Wyspie wiosną lub jesienią. Pogoda w tym czasie jest najpewniejsza, a ceny poza sezonem najprzystępniejsze.

Wyspę Achill odkryłam ponad trzy lata temu, gdy we wrześniu 2013 r. wybrałam się odwiedzić mieszkającą tam na stałe przyjaciółkę. Achill w hrabstwie Mayo to tak naprawdę kraniec Europy. Na plaży w Keem droga się kończy, kończy się też ląd. Dalej są już tylko pojedyncze, skaliste wysepki i bezkresne przestrzenie Atlantyku nieustannie targanego wichrami, falami i sztormami. Jest to również najdalej na zachód wysunięty fragment kontynentu europejskiego, do którego da się dojechać samochodem , ponieważ przez wąziutką cieśninę w Achill Sound przerzucony jest most. Krajobrazami, które otwierają się za mostem w Sound, nie sposób się nie zauroczyć. Góry kontrastują tutaj ze skalistym wybrzeżem Atlantyku, a wrzosowiska na stromych stokach i torfowiskach ze śródziemnomorską roślinnością w pobliżu zabudowań. Zakochałam się w tym surowym krajobrazie pełnym kontrastów od pierwszej chwili i zaczęłam marzyć o oglądaniu go z perspektywy końskiej grzywy. Pierwsza okazja ku temu pojawiła się już kilka dni później...

Na całej wyspie jest tylko jeden ośrodek jeździecki, który oferuje naukę jazdy i wyprawy w teren. Niesamowitym zbiegiem okoliczności miejsce to znajduje się w najbliższym sąsiedztwie mojej bazy. Tak to już zwykle bywa w podróży, że zdarzają się sploty przypadków, które wcale nie są przypadkowe. Krótka rozmowa z właścicielką tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że świat jest bardzo mały (wspólni znajomi) i że trafiłam we właściwe miejsce, by cieszyć się kwitnącymi wrzosowiskami z grzbietu konia. Calvey's of Achill w Keel to mały, rodzinny biznes, który obejmuje hodowlę kucy Connemara oraz szkółkę jeździecką czynną co roku od Wielkanocy do drugiej połowy września. Warto przyjrzeć się bliżej zasadom funkcjonowania tamtejszego ośrodka, tak typowego dla Irlandii, a pod wieloma względami różniącego się od polskich realiów.

Główny wyznacznik funkcjonowania stajni na wyspie Achill stanowi okres trwania sezonu turystycznego. Rytm dostosowany do pór roku zauważalny jest i w Polsce, zwłaszcza w ośrodkach, które nie posiadają własnej hali jeździeckiej lub specjalizują się w rajdach. Różnica polega na tym, że w Polsce niektórzy twardziele jeżdżą w terenie przez cały rok, a na irlandzkim wybrzeżu Atlantyku wydaje się to niemożliwe. Dlaczego tak jest, zrozumie tylko ten, kto przeżył porządny sztorm i spędził kilka wietrznych, chłodnych tygodni na Achill. Szczyt sezonu turystycznego przypada na drugą połowę lipca i cały sierpień – wtedy wyspa przeżywa prawdziwe oblężenie. Maj, czerwiec oraz wrzesień to relatywnie spokojne miesiące, gdy liczba jazd zależy w dużej mierze od pogody. Zimowa aura niemal całkowicie uniemożliwia jazdę konną, nawet gdyby znaleźli się amatorzy mocnych wrażeń. Dlatego z końcem września konie są rozkuwane i wypuszczane na bezkresne pastwiska-wrzosowiska, gdzie same doskonale dają sobie radę przez wiele miesięcy.

Wyspa Achill obfituje w miejsca atrakcyjne dla turystów. Na niewielkiej przestrzeni znajdują się piaszczyste plaże, góry, strome klify, jeziora o różnej genezie oraz tradycyjna zabudowa. Propozycje konnych wycieczek uwzględniają wszystkie te walory, jak i zróżnicowane umiejętności jeźdźców i ich możliwości finansowe. Przykładowo: w standardowej ofercie znajduje się trekking brzegiem jeziora Keel, do porośniętych trawami wydm nad brzegiem zatoki, i powrót wąską, asfaltową drogą wśród kwitnących fuksji. To wyprawa na półtorej godziny, dostępna właściwie dla każdego – od osób, które wsiadają na konia po raz pierwszy w życiu (wtedy zwierzę prowadzi jeden z pracowników), po doświadczonych jeźdźców. Nieco dłuższa wycieczka umożliwia zobaczenie starej, opuszczonej wioski (Deserted Village) u podnóża góry Slievemore. Ruiny bez mała stu kamiennych domków usytuowane są wzdłuż starego traktu, który niegdyś stanowił tętniącą życiem oś wsi. To miejsce ma w sobie wiele magii. Najstarsze fundamenty chałup datowane są na XII wiek, za to historia znajdującego się kilka kilometrów dalej megalitycznego grobowca sięga lat 3000-4000 p.n.e.

Jednak największą popularnością wśród odwiedzających wyspę Achill turystów cieszą się szerokie, piaszczyste plaże zakończone klifami. Niektórzy uczą się surfingu, inni leżakują, a pewna wąska grupa społeczeństwa najchętniej pędzi szalonym galopem z wiatrem we włosach wzdłuż linii brzegowej.

Więcej przeczytasz w listopadowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"