Ratunku, on staje dęba!

Tekst: Dawid Schwarc
Foto: Paulina Dudzik

DSC_0169.jpgWspinanie się konia podczas jazdy to nie tylko kwestia jego złego zachowania czy utrudnionego treningu. To bardzo poważny problem, którego nie wolno bagatelizować. Takie zachowanie wierzchowca stwarza bowiem wysokie ryzyko przewrócenia się zwierzęcia wraz z jeźdźcem na grzbiecie, a tym samym narażenie obu stron na poważne niebezpieczeństwo.

Stające dęba konie wzbudzają u wielu powszechny podziw i zachwyt. Cóż, bez wątpienia to piękny widok, tylko pod jednym warunkiem. Wierzchowce postępują w ten sposób na padokach, gdy rozpiera je energia bądź wspinają się i „walczą” ze sobą, chcąc się w ten sposób bawić czy ustalać pozycję w stadzie. W każdym innym przypadku – czyli gdy koń przenosi powyższe zachowania podczas pracy z ludźmi – oznacza to próbę dominowania zarówno podczas wspólnej pracy podczas lonżowania (tym samym koń sprawdza, na co może sobie pozwolić) bądź co gorsza gdy wspina się również pod siodłem, pokazuje w ten sposób swoje niezadowolenie. Taka sytuacja przestaje być wówczas widowiskowa i staje się po prostu niebezpieczna. Wtedy nie ma wyjścia – trzeba czym prędzej „naprostować” podopiecznego, zanim któregoś dnia dojdzie do tragedii. Jak tego dokonać i czym właściwie jest owo wspinanie się?

Poznaj, czym jest i czym grozi wspinanie się konia

            Wspinanie się, stawanie dęba czy stawianie przysłowiowej „świecy” w slangu jeździeckim, jest niczym innym jak określeniem na jedno z wielu narowów występujących u koni. Polega ono na podnoszeniu przednich nóg i stawaniu na tylnych. Zachowanie to jest zaliczane do typu zachowań nienormalnych i powszechnie nieakceptowalnych u koni (choć niestety coraz częściej występujących). I choć jest podobne do niektórych elementów uczonych w hiszpańskiej szkole jazdy, czyli tzw. nauki wykonywania lewady (koń stawami skokowymi dotyka prawie ziemi), czy też pesady (koń podnosi przednie nogi pod kątem 45º), pod żadnym pozorem wspinania się nie wolno pomylić z tymi zachowaniami.

            Wspinanie się koni nie jest żadną sztuką. To narów, to tylko i aż próba demonstracji, pokazanie ignorancji oraz chęć dominacji wobec człowieka. Koń pokazuje w ten sposób „swoje zdanie” i odmawia tym samym dalszej współpracy. Co gorsza, takie pokazy z jego strony w większości przypadków kończą się upadkiem przestraszonego jeźdźca. Zdarzają się również sytuacje, w których awanturnik traci równowagę i w konsekwencji przewraca się na plecy. Taki efekt końcowy może mieć tragiczne w skutkach konsekwencje. Poturbowanie grzbietu konia czy co gorsza przygniecenie jeźdźca (jeżeli ten w porę nie zdążył zeskoczyć z konia) to najczarniejsza z możliwych wizji. Dlatego też wspinanie się, tak jak inne narowy typu wierzganie, kąsanie czy też nadmierna płochliwość, powinny być jak najszybciej (ze względu na trudność całkowitego wyeliminowania) tłamszone bądź w ostateczności specjalistycznie leczone.

Znajdź przyczynę

            Konie z natury nie rodzą się znarowione. Stają się takie, niestety, w większości przypadków z winy człowieka, a konkretnie przez jego liczne błędy, które popełnia podczas wychowywania konia. Jeżeli więc mamy problem z naszym podopiecznym, dobrze jest czasem skontaktować się z jego poprzednim właścicielem i podpytać o rozwój konia i zachowanie za młodu. Być może dowiemy się, że koń już wtedy przejawiał tendencje do dominacji nad człowiekiem, doznał silnego urazu psychicznego czy panicznie się czegoś wystraszył. Dzięki takiemu wywiadowi uzyskamy niezbędną wiedzę, która pozwoli nam szybciej i łatwiej „naprawić” naszego wierzchowca. Jeżeli jednak z jakichś powodów nie uzyskamy satysfakcjonującej odpowiedzi (nie wszyscy bowiem chcą ujawniać takie informacje), musimy szukać przyczyny na własną rękę.

            Spróbujmy ustalić, w jakich sytuacjach najczęściej wspina się nasz podopieczny. Zastanówmy się również, czy podczas zajęć my sami swoim działaniem bądź całkowitą obojętnością nieświadomie nie prowokujemy konia do wspinania się.

Jak sobie radzić ze wspinającym się koniem oraz jak oduczyć go tego szkodliwego nawyku, dowiesz się z grudniowego numeru "Koni i Rumaków".