Ujeżdżenie klasyczne. Dobro konia przede wszystkim
Praca w ręku

Tekst i foto: Paulina Dudzik (paulinadudzik.com, moravita.com)

„Złe nawyki spowodowane pośpiechem w treningu często nie są możliwe to wymazania przez wiele miesięcy. Dzięki kilku dniom cierpliwości moglibyśmy ich całkowicie uniknąć”.

E. F. Seidler

Praca_w_reku.jpgPraca w ręku jest kolejnym etapem szkolenia młodego konia, który następuje po pracy luzem (free work) oraz lonżowaniu. Zwykle rozpoczyna się około pięciu miesięcy po rozpoczęciu cyklu szkoleniowego (miesiąc na aklimatyzację w nowych warunkach, około dwóch miesięcy pracy luzem oraz zwykle około miesiąca, dwóch lonżowania) i sama trwa 3-4 miesiące, w czasie których koń uczy się bardziej skomplikowanych elementów ujeżdżenia.

Celem pracy w ręku jest dalsza rozbudowa siły i giętkości konia oraz jego posłuszeństwa. Początkowo naukę rozpoczyna się na lonży poprzez sukcesywne przybliżanie się do zwierzęcia. Takie skracanie lonży jest zwykle gorzej odbierane przez ogiery, które uważają to za ingerencję w ich przestrzeń osobistą. Najpierw powinno się powoli i z wyczuciem szukać komfortowej dla konia granicy, przesuwając ją aż do momentu, gdy będziemy w stanie trzymać rękę około dwudziestu centymetrów od kawecanu oraz iść obok łopatki. Jednym z kluczy do sukcesu jest umiejętność utrzymania komfortowego i zrelaksowanego, równego tempa, które nie będzie koniowi narzucone. Zapobiegnie to ucieczkom oraz buntom. Jeżeli koń przyzwyczai się do tak bliskiego prowadzenia, należy nadal pracować na okręgu, aż do momentu uzyskania pełnej akceptacji obecności człowieka obok łopatki. Jeżeli to nastąpi, kolejne etapy szkolenia obejmują:
– naukę wygięcia w szyi oraz zejścia w dół poprzez niewielkie impulsy wysyłane za pomocą liny,
– przyzwyczajenie konia do bata poprzez początkowe trzymanie go w dół wzdłuż łopatki. Dąży się do możliwości trzymania bata horyzontalnie, wtedy możliwe jest jego dowolne przesuwanie w każdym kierunku (przypominamy – bat jest jedynie wskazówką, nie służy do bicia czy popędzania konia ani to wymuszania konkretnego ustawienia!). Na początku dopuszczalne jest trzymanie dłoni na łopatce konia jako dodatkowej pomocy, jednak w trakcie nauki powinno się dążyć do całkowitego ograniczenia tego typu kontaktu, aby uniknąć napierania na źródło nacisku bądź szukania oparcia,
– naukę swobodnego i komfortowego marszu w rytmie konia, podczas którego rytm naszych kroków będzie pokrywał się z rytmem nóg konia (można to porównać do podwójnego zaprzęgu). Początkowo należy w pełni dopasować swój rytm do rytmu konia, ponieważ celem tego etapu nauki dla konia jest umiejętność podążania za głową, a nie nauka powolnego poruszania się. Jeżeli koń nauczy się poprawnie chodzić po liniach prostych, można poprowadzić go na obwód ujeżdżalni – należy pamiętać, że u niektórych zwierząt może to powodować klaustrofobiczne odczucia, więc nie wolno zapominać o dostosowaniu tempa oraz użycia tak małej ilości presji, jak to możliwe. W późniejszych etapach szkolenia koń nauczy się dostosowywać tempo do naszego – bardzo ważna jest umiejętność rozbicia procesu szkolenia na pojedyncze punkty oraz zarzucenie prób nauczenia wszystkiego na raz. Wielu już próbowało, nadal próbuje i nieodmiennie rodzi to więcej problemów niż sukcesów. Prawidłowe ujeżdżenie (ale nie tylko) składa się więc z umiejętności rozbicia procesu nauki na niewielkie cegiełki, które później będą sukcesywnie składane, oraz z wyczucia.

Więcej przeczytasz w marcowym numerze "Koni i Rumaków".