Stajnia rekreacyjna
Jak poznać złą i jak wybrać dobrą?

Tekst: Anna Lipczyńska
Foto: Paulina Dudzik

Stajnia.jpgOdwiedzałam wiele stajni. Sporo przy okazji kupna lub sprzedaży koni. Wiele, gdy jeździłam konno w liceum i na studiach. Stajnie małe, duże, bogate, ubogie. Różne. Ale dziś umiem w kilka minut wyrobić sobie opinię o stajni rekreacyjnej. Złą wyrabia się najszybciej. Do opinii dobrej potrzebuję więcej czasu, by ocenić kondycję koni, pracę instruktora, zabezpieczenia prawne w postaci ubezpieczenia OC i NNW. Dziś stajnie rekreacyjne wyrastają jak grzyby po deszczu. Kawałek ziemi, by postawić stajenkę, kilka koni i można próbować zarabiać. Często biorą się za to ludzie, którzy nie mają pojęcia o koniach, opiece nad nimi i ich użytkowaniu. Wydaje się to takie proste – ciasna komórka, owies i siano, wstawiamy szkapę i gotowe. A konie cierpią w milczeniu. Pracują, by zarabiać pieniądze dla swych właścicieli. Klienci zadowoleni, bo nieświadomi faktu, że za ich przyjemnością kryje się ból zwierząt, opłacone cierpienie i utrata zdrowia psychicznego i fizycznego. Obserwujcie uważnie i nie wspierajcie takich inicjatyw. Jak je poznać?

Wiek koni

Konie nieprymitywnych ras rozwijają się fizycznie mniej więcej do 5. roku pastwiskowego. Dopiero pięciolatki i starsze konie mogą na pełen etat pracować w rekreacji bez szkody dla ich zdrowia i kondycji. Oczywiście samą pracę rozpoczynają wcześniej – jako trzy- i czterolatki. Nie mniej powinna być to praca w odpowiednio dobranej dawce. Intensywne treningi i kilkugodzinne tereny nie są dla końskiej młodzieży. W stajni rekreacyjnej konie mogą być młodsze niż 5-latki, ale pracować w pełnym wymiarze nie powinny. To samo dotyczy emerytów. Ja oceniam stajnię po wieku jej mieszkańców. Jeśli średnia jest wysoka, a stare konie są w dobrej kondycji, to znaczy, że nie pracowały ponad swe możliwości w młodości i nie zrujnowano im zdrowia. Zdrowy emeryt w stajni to dobry znak. Nie twierdzę, że stajnia, która nie ma starych koni, jest zła. Być może właściciele pozbywają się starych koni, ale to już kwestia ich sumienia. Stary koń, nawet zdrowy, nie zarabia tyle, ile młody. Właściciel ze względów finansowych może chcieć wymienić pracowników, by utrzymać dobre warunki dla pozostałych koni. Nie mnie to oceniać, bo moje sumienie działa inaczej. Skoro koń całe życie harował, to należy mu się godziwa emerytura. Fakt pozostaje taki, że to sentymentalne myślenie sporo kosztuje właścicieli stajni. Jeśli w stajni nie ma emerytów, to nie skreślam jej z listy. Jednak fakt posiadania starych koni, które utrzymane są w zdrowiu i dobrej kondycji, jest moim zdaniem dobrą wizytówką stajni.

Liczba koni a ich praca

Za często spotykałam stajnie, w których konie pracowały zbyt intensywnie dlatego, że na potrzeby klientów było ich za mało. Konie traktuje się jak maszyny, które muszą zarabiać, bo jest klient i płaci. Nieważne, że koń właśnie wrócił z terenu – jest chętny klient na lekcję, więc siodła się nie zdejmuje, tylko pracuje dalej. Widziałam już stajnię, w której koniom tylko luzowano popręgi do karmienia, a po szybkim posiłku wracały na ujeżdżalnię. Dopóki koń nie kuleje, a z obtartego kłębu nie leje się krew, klient nie zauważa nic złego. Konie się nie skarżą. A jeśli próbują odmawiać pracy, szybko trafiają na włoski talerz. Nie twierdzę, że koń rekreacyjny nie może pracować kilka godzin dziennie. Owszem, może, nawet gdy się poci i męczy. Ale musi mieć zapewniony odpoczynek i regenerację sił. Koni w stajni musi być tyle, by można zapewniać im przerwę w pracy – wypoczynek w pościelonym boksie, pełnym siana, cichym i spokojnym albo na pastwisku, gdzie koń w otoczeniu towarzyszy może sobie podrzemać na słońcu, poleniuchować nie niepokojony czyszczeniem, głaskaniem, włażeniem mu do boksu i klepaniem. Liczbę końskich grzbietów w stajni należy dostosować do oczekiwań klientów, by obrazki typu „jedzcie południowy obrok w siodłach na grzbietach i uwijajcie się jak maszynki, bo klienci czekają” nie miały miejsca.

Kondycja koni

Być może ciężko od razu skreślić stajnię zbyt pochopną oceną zwierząt. Jednak niektórzy ludzie skarżą się nam, że nasze konie są brudne. Są, to prawda. Chodzą po łąkach całymi dniami, tarzają się w piachu, kładą w podmokłych bagnach. Lubią łazić w panierkach z błota. To nie jest znak, że są zaniedbane. Kondycję konia ocenić można po jego wyglądzie i stanie kopyt. Przerośnięta, popękana puszka kopytowa, gnijąca strzałka, zapadnięte boki i grzbiet, blizny i rany na kłębie, obtarcia pod popręgiem, zabliźnione kąciki pyska, zakwasy i trudności w poruszaniu się tuż po wyprowadzeniu z boksu – to są sygnały, że koń pracuje ponad swe możliwości, a zapewniona mu opieka jest niewystarczająca. Nie można jednak „zagalopować się” w pochopnej i pospiesznej opinii o złym stanie zwierząt. Gdy jeden koń jest kulawy, a drugi ma obtarty kłąb, to może być pechowy przypadek. Gdyby podobne objawy miało więcej koni, sprawa jest już niepokojąca.

Więcej przeczytasz w kwietniowym numerze "Koni i Rumaków".