Ujeżdżenie klasyczne cz. 11
Skuteczna komunikacja

Tekst: Anna Guzowska
Foto: Paulina Dudzik (paulinadudzik.com, moravita.com)

Komunikacja.jpgPodstawą pracy z końmi jest skuteczna komunikacja. Jak sobie radzić, kiedy spotykają się dwa różne gatunki? Człowiek i koń. Sytuacja się bowiem komplikuje. Wiele się mówi o trudnościach w komunikacji między drapieżnikiem i roślinożercą, o tym że człowiek i koń inaczej postrzegają świat, a także o tym, że człowieka od konia różni używanie języka. Jest jednak wspólny mianownik – mowa ciała, którą wykorzystują zarówno ludzie, jak i konie, dzięki czemu wzajemne porozumienie jest możliwe.

Każdy koniarz wie, co oznaczają skulone uszy czy podniesiona zadnia noga. Każdy koń wie, że lepiej się odsunąć, gdy człowiek podchodzi szybkim krokiem, machając rękami lub batem.

Komunikacja to jednak nie tylko jawne okazywanie emocji. Jest w niej wiele bardziej subtelnych aspektów, przez co łatwo o nieporozumienia.

O ludziach, którzy mają naturalną łatwość w komunikowaniu się z końmi, mówi się często, że mają świetną intuicję. Jest w tym wiele prawdy – niektórzy z nas lepiej wyczuwają, w jaki sposób zadziałać, by koń zrozumiał, co powinien zrobić, i jednocześnie z łatwością odczytują intencje zwierzęcia, potrafią też pozbyć się ze swoich działań szumu informacyjnego. Zdecydowana większość musi się jednak tego nauczyć – dobra wiadomość jest taka, że jesteśmy w stanie to zrobić. Nikt zresztą nie rodzi się znakomitym trenerem koni.

Szumem informacyjnym, który zakłóca komunikację, jest np. zbędne działanie głosem (cmokanie zarówno, gdy koń idzie wolno, jak i szybko), bezwiedne machanie batem bez względu na to, co koń robi itp. Tak naprawdę prawie każdy z nas oddziałuje czasami bezrefleksyjnie, koń natomiast szybko orientuje się, że nie ma to znaczenia. Problem pojawia się w momencie, gdy koń nauczy się nie zwracać uwagi na mimowolne podrygiwanie bata w ręce i zignoruje tę pomoc, gdy faktycznie będziemy chcieli zadziałać. Warto więc, nawet gdy nie mamy na stałe trenera bądź instruktora, poprosić kogoś o nagranie nas w czasie pracy z koniem oraz wychwycenie działań, które są zbędne i zakłócają komunikację.

Oprócz szumu informacyjnego częstym błędem jest dawanie zbyt wielu sygnałów równocześnie. Chcemy, żeby koń ruszył, jednocześnie działając ciałem, głosem i batem – takie postępowanie znieczula konia na nasze pomoce i czyni wzajemne porozumienie mało subtelnym. Oczywiście czasem zasadne jest zadziałanie kilkoma pomocami naraz, niemniej jednak dobrze wyrobić sobie nawyk ich stopniowania, od najdelikatniejszych do – w przypadku braku reakcji – mocniejszych. Klasycznie szkolony koń powinien reagować na subtelne, prawie niewidoczne sygnały. Stanie się tak, gdy np. sygnałem do wydłużenia kroku w kłusie na lonży nie będzie jednoczesne machnięcie batem, przyspieszenie kroku i komenda „dodaj”, a po prostu dłuższy, aktywniejszy krok lonżującego. Wtedy, w przypadku gdy koń nie zareaguje, zostaje nam w odwodzie kilka pomocy, np. głos czy ręka/bat, które wciąż możemy wykorzystać. Gdy powtórzymy taki schemat kilkakrotnie, koń będzie wyczulony na sposób, w jaki się poruszamy, i będzie na niego reagować.

Subtelność pomocy oznacza także, że wyjściowy sygnał powinien być bardzo lekki. Koń widzi nasze ruchy, nawet kiedy wydaje nam się, że jest inaczej (być może nauczyliśmy go nas ignorować, ale to nie znaczy, że koń nas nie obserwuje), odczuwa nawet lekki dotyk czy zmianę ułożenia ciała w siodle. Stąd nie ma potrzeby używania wszystkich naszych sił, by przestawić koniowi zad czy zagalopować. Możemy zadziałać aktywniej tylko w przypadku braku reakcji. Często spotykam się z końmi uznawanymi za „stępione na pomoce” i obserwuję, że ich właściciele za każdym razem dają im bardzo silne pomoce – takie postępowanie niestety tylko napędza problem. Tymczasem bywa tak, że konie niedostające na co dzień szansy na zareagowanie na lekki sygnał okazują się dużo łatwiejsze w komunikacji, gdy spróbujemy przyłożyć o 80% mniej siły niż zwykle.

Innym problemem utrudniającym koniowi zrozumienie, o co nam chodzi, jest działanie sprzecznymi pomocami. Dla przykładu: lonżujemy konia i chcemy wyprowadzić go na większe koło – ustawiamy nasze ciało, sugerując koniowi, by się oddalił, ale jednocześnie mamy zamkniętą rękę zachęcającą konia do zostania bliżej. Inny przypadek – jadąc w siodle próbujemy skręcić w prawo, pochylając w prawo nasze ciało, ale jednocześnie pozwalając lewemu biodru „zapaść się” i mocniej obciążyć lewą stronę grzbietu. W takiej sytuacji koń może (ale nie musi) domyślić się, o co nam chodzi, więc nie powinien być karany za brak reakcji.

Istotny wpływ na wzajemną komunikację ma nasze nastawienie i nastrój. Jest to rzecz, o której najłatwiej zapominamy, a zwykle to właśnie ona ma najwięcej wpływu na to, jak koń nas odbiera i na co zareaguje. Młody, nerwowy koń nigdy nie da się nabrać na nasze uspokajające „dobry koń, spokojnie”, jeżeli wyczuje, że sami jesteśmy kłębkiem nerwów.

Więcej przeczytasz w sierpniowym numerze "Koni i Rumaków".