Siodlo_1.jpgEKSPERT
Siodło nowe czy używane?

Tekst: Traveling Saddler
Foto: Paulina Dudzik

Jakie wybrać siodło – nowe czy używane? Naprawiać czy wymienić? To pytania, które często zadają sobie właściciele koni i użytkownicy sprzętu jeździeckiego. Zastanówmy się zatem, co jest lepsze. Gdy mamy więcej koni, koszty związane z zakupem sprzętu nie są małe. Biorąc pod uwagę cenę najnowszego modelu siodła skokowego jednej z najlepszych europejskich firm, trzeba się liczyć z wydatkiem ponad 5000 euro. Łatwo sobie policzyć koszty zakupu kilku takich siodeł. Ale na rynku dostępne są również siodła za 600 zł. I tu jeździec staje przed dylematem, co wybrać. Decyzja nie jest łatwa. Coś za coś, albo wysoka cena i długie lata używania, albo niska cena i w większości przypadków wiele problemów ze sprzętem, często niebezpiecznym dla konia i jeźdźca. Na dodatek w Polsce mało osób może nam doradzić, jaki sprzęt wybrać. Rymarzy jak na lekarstwo, dobrych fachowców jeszcze mniej. Część tuż przed emeryturą, więc już im się nie chce doszkalać i nadążać za nowościami. Czasami pojawiają się jacyś nowi, ale bez przygotowania zawodowego i bez uprawnień próbują coś partaczyć. Bo w dawnych czasach takich fachowców bez uprawnień nazywano partaczami. Dziś ta nazwa kojarzy się nam niezbyt dobrze, choć nie zawsze partacz musi źle wykonać pracę. Ekspedienci w sklepach zwykle też mają ograniczoną wiedzę, który sprzęt dobry, a który gorszy – skupiają się bardziej na tym, jak go sprzedać. A biedny klient ma dylemat – kupić nowe siodło w sklepie czy od kolegi używane, też markowe. Często nawet tej samej firmy, jednak używane. Jeśli markowe, to musi być dobre – w sklepie jest nowe za 600 zł, a kolega za używane chce 1500 zł. I tak zdezorientowany klient ma wielki problem, co wybrać.

Nowe i tanie, ale…

Zacznijmy od najtańszej wersji za 600 zł. Są to zawsze siodła importowane, najczęściej z Indii. Aktualnie Indie są potentatem, jeżeli chodzi o rymarstwo. Tam w okolicach Kampur istnieją wielkie firmy produkujące na masową skalę sprzęt. Ich cena jest niska, a jakość często pozostawia wiele do życzenia. Łęk wykonany z byle jakiego drewna, kiepsko okuty, często krzywy. Skóra też nie najlepszej jakości, łatwo ją już poznać po specyficznym zapachu. No i wykonanie, które jest często słabą stroną tego sprzętu, np. poduszka bywa krzywo zszyta z siedziskiem. Ale jak prosto to zszyć, gdy łęk jest krzywy? Czy można kupić takie siodło, zanieść do rymarza i poprosić, aby ją przyszył prosto? Otóż nie, jak by powiedzieli Czesi: tego nie da się naprawić, to jest „źle popsute”. Pomijam już fakt, że siodła te często zaczynają się rozpadać po krótkotrwałym użytkowaniu, i to dosłownie. Łączenia drewna w łęku się rozsychają, gwoździe zaczynają puszczać. Bardzo częstym mankamentem jest słabe przymocowanie przystuł. A co może się dziać, kiedy wyrwą się one w terenie, nie muszę żadnemu koniarzowi tłumaczyć. Wracając do tytułu artykułu, takiego siodła często nie warto naprawiać, chyba że jest to właśnie wymiana przystuł lub jakieś drobne uszkodzenie. Nie należy jednak liczyć na to, że nawet najlepszy rymarz doprowadzi takie siodło do stanu, aby mogło konkurować z wyrobem europejskim. Często spotykam się z pytaniem, dlaczego te siodła są tak tanie, a europejskie tak drogie. Odpowiedź jest prosta: jeśli koszt łęku to ponad 500 euro, do tego kilka metrów skóry i godziny spędzone nad wykonaniem takiego siodła, to mamy prostą kalkulację. I wcale nie mam tu na myśli łęku od siodła za 5000 euro, o tym napiszę specjalnie innym razem.

Więcej o kupowaniu używanego siodła, m.in. jak sprawdzić jego stan przeczytasz we wrześniowym numerze "Koni i Rumaków".

UWAGA!    Do wygrania ogłowie!    Szczegóły w numerze.