PRAWO
Towarzysko czy oficjalnie?
Organizacja zawodów jeździeckich w regionach

Tekst: Łukasz Walter
Foto: Piotr Filipiuk

Organizacja.JPGDnia 20 grudnia 2013 r. Polski Związek Jeździecki podjął uchwałę w kwestii tzw. autoryzacji zawodów towarzyskich, które zaczęto chętnie organizować w ośrodkach jeździeckich. Zamierzeniem podjęcia stosownej uchwały było poddanie zawodów towarzyskich kontroli związku, co miało polepszyć przede wszystkim bezpieczeństwo jeźdźców i koni oraz umożliwić współzawodnictwo sportowe szerszej grupie jeźdźców.

Organizacja zawodów towarzyskich podlega zatem tzw. autoryzacji, a więc zgłoszeniu do kalendarza właściwego WZJ i wpisaniu do kalendarza. Procedura nie różni się od tej stosowanej w przypadku zawodów regionalnych. Problemem jest jednak, że organizatorzy niechętnie autoryzują swoje imprezy, organizując tzw. parkury otwarte, treningi szkoleniowe, czworoboki szkoleniowe itp. W niektórych WZJ liczba organizatorów nieautoryzowanych zawodów towarzyskich wzrasta, co stanowi pewnego rodzaju zagrożenie dla zawodów oficjalnych, organizowanych w tych samych terminach.

Czy zawody towarzyskie ułatwiają dostęp do sportu?

Jako organizator zawodów uważam, że zawody towarzyskie są potrzebne, o czym świadczy chociażby liczba uczestników biorących w nich udział. Jakiekolwiek odgórne ograniczanie tej inicjatywy nie byłoby właściwe. Jest jednak pewne zagrożenie polegające na tym, że zawody towarzyskie mogą wypierać zawody regionalne, z uwagi na to, że koszty organizatora takich zawodów są znacznie niższe niż koszty organizatora zawodów regionalnych. Co za tym idzie – mniejsze są również koszty zawodników, którzy zgłaszają się na takie zawody. W zasadzie powszechne jest, że zawody regionalne organizowane są w formule dwudniowej. Start w takich zawodach to koszt ok. 400-500 zł (wpisowe, startowe i boks dla konia), udział zawodnika w zawodach towarzyskich to zazwyczaj koszt ok. 100 zł. Oczywiste jest, że zawodnicy rozpoczynający swoją przygodę ze sportem, startujący w niższych klasach czy też na młodych koniach, nie będą zainteresowani udziałem w zawodach, gdzie koszt wynosi 400-500 zł, pomijając oczywiście osoby profesjonalnie zajmujące się sportem, które stanowią nieliczną grupę na zawodach regionalnych. Wobec dużej liczby zawodów ogólnopolskich, gdzie najczęściej startują profesjonaliści, i dużej liczby zawodów towarzyskich, gdzie startują początkujący zawodnicy, może okazać się, że brak rynku na zawody regionalne, co nie byłoby rzeczą wskazaną, biorąc pod uwagę, że zawody towarzyskie nie są zaliczane do systemu współzawodnictwa sportowego, a zatem nie pozwalają na zdobywanie klas sportowych.

Relacje między organizatorami i związkiem

Relacje między organizatorami zawodów nieautoryzowanych a związkiem są bardzo ograniczone. Organizatorami tych zawodów nie są bowiem kluby jeździeckie zrzeszone w związku, a firmy prywatne, nad którymi związek nie posiada żadnej pieczy. Jeśli zatem organizator zdecyduje o organizowaniu imprezy bez właściwej autoryzacji związku, to jest to jego prawo. Związek nie może zakazywać organizowania imprez działających poza jego strukturami. Jedyną możliwością jest zachęcanie i stwarzanie takich warunków, aby organizatorzy ci chcieli współpracować z okręgowymi związkami jeździeckimi przy organizowaniu takich imprez. Oczywiście można wpływać na osoby funkcyjne poprzez zakazywanie sędziowania na tego typu imprezach, pod groźbą kar, czy też grozić zawieszeniem zawodnikom, ale tego typu sankcje nie rozwiązują problemu. Po pierwsze –skutkować to będzie tym, że zawody nieautoryzowane będą sędziowane przez osoby nieposiadające jakichkolwiek uprawnień, co byłoby dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa koni i jeźdźców, a po drugie – zawodnicy startujący w tego typu imprezach nie są przeważnie zrzeszeni w związku i mieszczą się w kategorii tzw. amatorów. Jakiekolwiek przymuszanie organizatorów do autoryzacji czy też innych form współpracy ze związkiem zakończy się niepowodzeniem. Zniechęcenie zawodników zrzeszonych w związku oraz osób oficjalnych do zawodów nieautoryzowanych nie będzie skuteczne, ponieważ to nie oni są głównymi beneficjentami zawodów nieautoryzowanych. Idealnym rozwiązaniem byłoby zatem zachęcenie niezdecydowanych do współpracy ze związkiem.

Więcej przeczytasz w czerwcowym numerze "Koni i Rumaków".