Prawo jeździeckie w sporach sądowych cz. 2

Tekst: Łukasz Walter
Foto: Paulina Dudzik

Prawo-jezdzieckie1.jpgW pierwszej części artykułu o sporach sądowych w jeździectwie (KiR 12 (404) grudzień 2013) poruszyliśmy kwestię dowodów, jakimi powinniśmy dysponować, decydując się na prowadzenie procesu, wraz z ich znaczeniem procesowym. Różnorodność spraw, z jaką możemy spotkać się przy prowadzeniu ośrodka jeździeckiego czy też przy okazji innej działalności związanej z końmi, jest bardzo duża. Spectrum przypadków obejmuje kwestie związane z prawem nieruchomości, prawem administracyjnym, jak również sprawami pracowniczymi. Większość spraw związana jest jednak z odszkodowaniami i zadośćuczynieniami. Zasadniczą część jeździeckich problemów prawnych stanowią bowiem kwestie odpowiedzialności za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy oraz kwestie zadośćuczynienia za szkodę na osobie, co ma miejsce przy wypadkach i kontuzjach odniesionych podczas zajęć rekreacyjnych lub przy wyczynowym uprawianiu jeździectwa. Stąd też wszystkie dalsze uwagi będą dotyczyły przede wszystkim tej grupy spraw.

Uwagi ogólne

Prowadzenie procesu w Polsce, jak wiadomo, jest uciążliwe, czasochłonne i kosztowne. Szybkość działania sądów i sprawność prowadzonych postępowań nie jest silną stroną polskiego wymiaru sprawiedliwości. Rozważając kwestię dochodzenia odszkodowania czy też zadośćuczynienia, należy mieć na względzie, że najpierw należy ustalić krąg podmiotów zobowiązanych. Za jedno zdarzenie powodujące powstanie szkody może odpowiadać kilka podmiotów. Tego typu sytuacja może zachodzić zwłaszcza przy wypadkach, do jakich dochodzi na jeździe, np. na ujeżdżalni. Osobą odpowiedzialną za szkodę może być zarówno osoba fizycznie prowadząca trening, jak również organizator szkolenia czy też zarządca ośrodka jeździeckiego, w którym odbywają się zajęcia, w zależności od okoliczności danej sprawy. Również na zawodach może dojść do sytuacji, w której osobami odpowiedzialnymi za powstanie szkody będzie zarówno organizator zawodów, jak również sędziowie albo osoby trzecie. Odpowiedzialność osób, których działania lub zaniechania wspólnie doprowadziły do powstania szkody, jest solidarna. Oznacza to, że poszkodowany może dochodzić zarówno całości, jak również części należnego mu zadośćuczynienia lub odszkodowania od każdej z tych osób bądź też wszystkich na raz. Zapłata przez jedną z tych osób zwalnia pozostałych z obowiązku zapłaty. Żadna z tych osób nie może się jednak zwolnić z obowiązku zapłaty poprzez wskazanie, że to ktoś inny jest zobowiązany. Kolejnym podmiotem odgrywającym chyba zasadniczą rolę w tego typu zdarzeniach jest ubezpieczyciel. Jak wiadomo, szkoły jazdy konnej, ośrodki jeździeckie czy organizatorzy zawodów najczęściej są ubezpieczeni z tytułu świadczonych przez siebie usług. W takiej sytuacji możemy z naszym roszczeniem zwrócić się bezpośrednio do ubezpieczalni. To, że ktoś jest ubezpieczony, nie oznacza, że nie możemy pozwać osoby bezpośrednio odpowiedzialnej za zdarzenie, niemniej jednak nie ma to większego sensu w sytuacji, gdy odpowiedzialnego chroni ubezpieczyciel. Gdy otrzymujemy polisę ubezpieczeniową od sprawcy, należy zwrócić się do ubezpieczalni, z uwagi na to, że w przypadku wygrania procesu możemy być pewni, że wypłata odszkodowania czy zadośćuczynienia nastąpi dobrowolnie, bez konieczności prowadzenia dodatkowego, kosztownego postępowania egzekucyjnego. Po ustaleniu, kto jest osobą odpowiedzialną za wyrządzoną nam szkodę i po zwróceniu się do ubezpieczyciela, rozpoczyna się proces likwidacji szkody, który zasadniczo powinien zakończyć się w ciągu 30 dni. W praktyce proces likwidacji szkody może przedłużać się, jeśli w tym terminie nie udało się go zakończyć z uwagi na skomplikowanie sprawy. Należy zaznaczyć, że wypadki z udziałem jeźdźców czy koni nie należą do zupełnie powszechnych szkód, tak jak np. szkody komunikacyjne. W związku z tym proces likwidacji takiej szkody przebiega zazwyczaj dłużej. Po przeprowadzeniu procesu likwidacji, ubezpieczyciel przyjmuje na siebie odpowiedzialność za powstałą szkodę i wypłaca odszkodowanie bądź też nie uznaje zgłoszonych mu roszczeń i odmawia wypłaty. Istnieje również możliwość, że ubezpieczyciel uzna jedynie część roszczeń i wypłaci tzw. kwotę bezsporną, np. 10% żądanej kwoty.

Więcej przeczytasz w lutowym numerze "Koni i Rumaków".