Praca w ręku cz. 3
Ćwiczenia podstawowe

Tekst: Anna Guzowska
Foto: Paulina Dudzik-Deko

Praca_w_reku.jpgDowiedzieliśmy się już, czym jest praca w ręku, jak dobrać odpowiedni sprzęt oraz miejsce do pracy. W tym odcinku przejdziemy do pierwszych ćwiczeń, które pomogą nam skutecznie pracować w ręku.

Pierwsza rzecz, którą chciałabym poruszyć, to nasza pozycja względem konia. Istnieje wiele szkół pracy z ziemi, jednak w zasadzie sprowadzają się do dwóch sposobów. Pierwszy polega na tym, że poruszamy się z koniem zawsze do przodu – patrzymy w kierunku ruchu i umiejscawiamy się na wysokości łopatki konia, który ma być wygięty wkoło naszego ciała (chyba że pracujemy w odwrotnym ustawieniu). Jeśli pracujemy w lewo, nasza lewa ręka trzyma wewnętrzną wodzę, prawa bat oraz zewnętrzną wodzę (jeśli jej używamy). W przypadku gdy pracujemy w prawo, odpowiednio zamieniamy pomoce.

Drugi sposób to zajęcie pozycji lekko przed koniem, patrząc w jego kierunku, a co za tym idzie – samemu poruszając się do tyłu. W ten sposób praca w ręku ogranicza się jedynie do kawecanu, gdyż jesteśmy zbyt z przodu konia, by pracować na dwóch wodzach. W tej pozycji, gdy poruszamy się w lewo, lewa ręka będzie trzymać wodzę dopiętą do środkowego kółka kawecanu, prawa zaś bat. Gdy poruszamy się w prawo, będzie odwrotnie.

Nie chciałabym tu sugerować, czy któryś sposób jest lepszy, gdyż w obu przypadkach jesteśmy w stanie uzyskać te same figury w trzech chodach i równie dobrze ukształtować konia. Wiele zależy od naszych własnych preferencji i zwierzęcia, z którym pracujemy. Pierwszy sposób jest zwykle prostszy dla człowieka, gdyż poruszamy się do przodu, a pomoce, których używamy, są bardziej analogiczne do tych, które stosujemy z siodła. Druga metoda też ma jednak swoje plusy, gdyż przez cały czas możemy obserwować całe ciało konia, wymaga to jednak od nas opanowania poruszania się do tyłu i nie pozwala nam to na pracę na dwóch wodzach, a co za tym idzie na kiełznie, którego na co dzień używamy podczas jazdy.

Nie przywiązuję się do jednej konkretnej pozycji, gdyż nie to w tym wszystkim jest najważniejsze, tylko nasze zgranie z koniem, prawidłowe działanie pomocami i efekt, czyli uzyskanie wygimnastykowanego, atletycznego, zbalansowanego wierzchowca. Początkującym polecam jednak pozycje przy łopatce konia i poruszanie się z nim do przodu.

Przejdziemy teraz do pierwszych ćwiczeń, jakie możemy wykonać. Jest to najtrudniejszy etap i większość jeźdźców właśnie tu się zniechęca do tego typu pracy. Pojawiają się problemy z własnym ciałem i ustawieniem konia na pomoce – co w teorii wydaje się proste, w praktyce wychodzi różnie. Warto jednak poświęcić czas i przetrwać trudne początki, gdyż potem praca w ręku staje się dobrą zabawą i coraz skuteczniejszym narzędziem do pracy z naszym wierzchowcem.

Pierwsze ćwiczenie będzie dla nas samych – uważam, że jeśli chcemy pracować nad koniem, najpierw musimy opanować własne ciało. To tak jak z jazdą – bez prawidłowego dosiadu i umiejętności niezależnego działania pomocami nie ujeździmy konia.

Zaczniemy od zwykłego lonżowania na kawecanie. Zamiast jednak poruszania się po małym kole i wysyłania konia na duże, spróbujemy stopniowo zmniejszać dystans, tak by znaleźć się jak najbliżej niego, tj. w odległości ok. 2–3 m od jego wewnętrznej łopatki. Nie każdy koń pozwoli nam od razu na tak bliską odległość – musimy go wyczuć, tak by nie stał się nerwowy. Pamiętajmy, że nie musimy zrobić wszystkiego w ciągu jednego dnia. Zacznijmy od stępa, gdyż będzie nam wtedy najłatwiej.

To, na co będziemy zwracać uwagę na tym etapie, to sposób, w jaki się poruszamy – staramy się być na wysokości łopatki, idąc równym krokiem, dostosowanym do tempa i chodu, w jakim porusza się koń. Nasza energia powinna być skierowana lekko w przód, co za tym idzie i pozycja ciała – nasze łopatki powinny być ustawione równolegle do łopatek konia. Pamiętajmy, że koń jest naszym odbiciem – jeżeli będziemy zostawać z tyłu poza ruchem lub go wyprzedzać, będzie na to reagował! Jeżeli będziemy nerwowi bądź flegmatyczni, nasz koń prawdopodobnie też taki będzie. Spróbujmy się z nim zgrać, z jego wykrokiem, nie wpływajmy na razie na niego – skupmy się na tym, by nasze nogi poruszały się tak jak jego, oddychajmy równo i spokojnie. Jedyne, czego wymagamy od konia na tym etapie, to nadanego chodu oraz trasy, po której chcemy, by się poruszał.

Gdy już nauczymy się poruszać razem z koniem, możemy zacząć pilnować rytmu i nadawać mu tempo oraz zadbać o stabilny, elastyczny kontakt z głową zwierzęcia. Zwróćmy uwagę na to, by nasze barki, łokcie i nadgarstki były rozluźnione, ale by sama dłoń nie była otwarta i nie dała się wyślizgiwać wodzy.

Więcej przeczytasz w majowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"