PORTRET
Pasjonata Parys
Udany zakup na Allegro

Tekst: Małgorzata Odyniec
Foto: Piotr Filipiuk

Pasjonata_paris.JPGDzięki pomysłowi rozgrywania konkursów dla dzieci w ramach Cavaliady Future miłośnicy skoków mieli okazję poznać szybkiego jak błyskawica kucyka walijskiego o imieniu Pasjonata Parys. To od niego zaczęła się historia KJ Ranczo Kołata. Sylwia Kamińska, która sama jeździła konno, zaczęła szukać konia dla swojej, czteroletniej wtedy, córki Agaty. Znalazła go na portalu Allegro.pl. Parys miał wtedy półtora roku. – Spodobał mi się ze zdjęcia. Zobaczyłam ślicznego konika, taki dzidziuś z równo podciętą grzywką. Najpierw pojechałam obejrzeć go z koleżanką, potem zaczęły się podchody, żeby przekonać męża do zakupu – opowiada. Akcja „urabiania” zakończyła się sukcesem i rodzinie Kamińskich przybył nowy domownik. Gdy dorósł do zajeżdżenia, pierwsza jazda odbyła się zupełnie bez problemów. Mama zawodniczki po prostu nałożyła na niego siodło i pojechała do sąsiedniej wioski. Jedyną rzeczą, której się przestraszył, był motocykl. Później na wierzchowcu jeździła Angela Piotrowska, starsza i bardziej doświadczona koleżanka Agaty.

Pasjonata Parys, zwany w domu Rysiem bądź od wielkiego dzwonu Ryszardem, dorastał razem z Agatą. To na jego grzbiecie zaczęła poznawać tajniki jazdy konnej. Początki były trudne. Pierwszy raz zakończył się rozkrwawionym nosem: – Mama mnie na niego wsadziła i trzymała na lonży. Przeleciał samolot i on się spłoszył, zrobił kilka kółek w galopie i spadłam na takie twarde podłoże – wspomina Agata. Upadków było więcej. On był młodym ogierkiem, dzikusem. Ona dopiero się uczyła i zamiast wsiąść na konia profesora, dostała świeżego młodzieniaszka. Powoli się docierali. Z początku na zawodach były same porażki, ciągle nie kończyła, dopiero w zeszłym roku zaczęła nad nim panować. Mama i córka wspominają pierwsze zawody w Iwnie. Parys miał lada moment wystartować, Sylwia Kamińska ustawiła się z kamerą gotową do filmowania, koń na moment pojawił się w kadrze i znikł jak kamfora. Okazało się, że wyskoczył przez płotki, wrócił na rozprężalnię i tam galopował w kółko z prędkością światła. Od tej pory zawsze ktoś musiał blokować wyjazd z parkuru, by nie było samowolnych powrotów do stajni.

Jego główną zaletę stanowi szybkość. Zawsze był bardzo do przodu. W terenie nie może iść ostatni, bo i tak wysforuje się na początek. Na parkurze jest zwinny i bardzo skrętny. Poza tym lubi skakać i w konkursach z rozgrywką nie ma sobie równych. – To najszybszy koń w naszej stajni – z dumą podkreśla Agata. – Ja te Pasjonaty kupuję w ciemno. To świetne konie dla dzieci. Są spokojne, zrównoważone i mają równo poukładane w głowie. Mimo, że ma doskonały charakter, czasem pokazuje humorki. Nie jest pieszczochem i nie znosi, gdy mu się majstruje koło uszu i zadnich nóg, zwłaszcza przy strzyżeniu. Pozostałe zabiegi pielęgnacyjne, weterynaryjne i podkuwnicze nie robią na nim wrażenia. Lubi towarzystwo innych koni, ale to on jest królem stajni i nie pozwala kolegom na zbyt wiele. Pilnuje porządku i hierarchii w stadzie. To on musi być pierwszy przy jedzeniu i odgania pastwiskowych towarzyszy od swojej własności – dodaje jej mama.

Więcej przeczytasz w lipcowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"