Merido
Koń dla całej rodziny

Tekst: Małgorzata Odyniec
Foto: Katarzyna Boryna

Merido.jpgTen gniady, rosły i niezbyt urodziwy wałach znany jest ze startów w WKKW pod członkami tylko jednej rodziny: Ewy i Jarosława oraz Hani Pogodzińskich. Merido przyszedł na świat w Stadninie Koni Racot i jako półroczny odsadek został kupiony przez Pawła Drobnika, który miał stajnię pod Kaliszem. Gdy skończył cztery lata, zachwycał swoją nienaganną techniką skoku i siłą odbicia, prezentował się dobrze w trzech chodach, więc mimo „charakterystycznego eksterieru” trafił do swojego nowego domu. Już podczas pierwszych treningów okazało się, że jego wrażliwość na bodźce zewnętrzne jest kilkakrotnie wyższa niż przeciętnego konia. Należało go odczulić. Zosia i Hania były wtedy malutkie, więc wykorzystywano do tego ich zabawki. Na parkur i w okolice czworoboku trafiały dmuchane zwierzaki – różowy pelikan, zielony krokodyl, różne rekwizyty plażowe, kolorowe kocyki i materace. Dzięki temu skakanie krosówek w Starej Miłosnej, gdzie w tych czasach stacjonowały konie Pogodzińskich, było dla niego czystą przyjemnością. Uwielbiał naturalne przeszkody.

Karierę sportową Merido rozpoczął w 2003 r. Od samego początku był dobrze oceniany na czworobokach. Ale jego wrażliwość często dawała się we znaki. – Przez kilkanaście lat współpracy poznaliśmy też jego ciemną stronę. Każdy parkur czy kros jest analizowany dla Merido inaczej niż dla przeciętnego konia. Jego wrażliwość na czynniki obce z wiekiem maleje, ale zawsze trzeba myśleć – jak ON to widzi? Czasami nie sama przeszkoda jest problemem, a to co jest 50 metrów dalej albo obok. Utarło się u nas powiedzenie: „ten parkur (lub kros) jest Meridofriendly”. W tej chwili „meridofriendlość” zadań na zawodach wzrosła do blisko 100%, ale na początku bywało różnie – wspomina Ewa. Jego mocną stroną jest duża jezdność i łatwość pokonywania dystansu w krosie, pomimo „czarnego papieru”. Na początku swej kariery startował pod Ewą i Jarkiem. Dzięki niemu wielokrotnie udało im się wywalczyć medale mistrzostw Warszawy i Mazowsza seniorów WKKW, w tym po 2 złote. Pod Jarkiem startował w międzynarodowych zawodach WKKW na poziomie 2*. – O ile na początku swojej kariery zdarzało mu się mieć nierówną formę, to dziś jest koniem profesorem, na którym z powodzeniem mogą jeździć nasze córki – mówi Jarek. W minionym sezonie Ewa spodziewała się dziecka, więc Merido stał się podstawowym koniem młodszej z sióstr Pogodzińskich – Hani. Pomimo krótkiej współpracy wywalczyła na nim złoty medal Pucharu Polski w WKKW, srebrny Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych w WKKW, Halowe Mistrzostwo Warszawy i Mazowsza w skokach oraz mimo bycia młodzikiem – srebrny medal Mistrzostw Warszawy i Mazowsza w WKKW Juniorów. Hania podkreśla, że zawsze może na niego liczyć, a pokonywanie przeszkód jest bardzo łatwe. Ciągle uczy się od niego czegoś nowego. Merido zachowuje się tak samo w domu i na zawodach, więc nie trzeba spodziewać się żadnych niespodzianek. – Uwielbiam na nim galopować w terenie. Ma tak ogromne foule, że wydaje mi się, że w ogóle nie dotyka ziemi. Podczas jednego z ostatnich krosów w Starej Miłośnie trochę pogubiłam się w jednej kombinacji i zapomniałam o kolejnym członie przeszkody, ale ku mojemu zdziwieniu to Meriś doskonale wiedział, jak wykończyć zadanie, i sam pociągnął mnie do kolejnego skoku – opowiada Hania.

W obsłudze jest dość specyficznym koniem. Do boksu wpuszcza tylko te osoby, które dobrze zna, ale nie lubi żadnych zabiegów, które się przy nim robi. Zwykłe zabiegi profilaktyczne mogą być dla lekarza dużym wyzwaniem. Kiedyś podczas odrobaczania, gdy weterynarz zbliżał się z pastą, Merido w tylko sobie znany sposób kopnął go przednią nogą w rękę, tak że trzymana strzykawka poleciała trzy boksy dalej. Nie przepada też za strzyżeniem. Pierwsze odbyło się na podwójnym „głupim jasiu”, a i tak ciągał Jarka po całej stajni. Kolejny raz postanowili jednak obyć się bez pomocy medykamentów. Aby zagłuszyć nieprzyjemny dźwięk maszynki, zaczęli śpiewać. Zadziałało i dziś po kilkunastu sesjach wokalnych można go golić bez śpiewania.

Jako że doskonale się sprawdził jako koń profesor, będzie służył Zosi i Hani. Jednym z długofalowych celów jest start w Mistrzostwach Polski Juniorów. Hania ma nawet jeszcze wyższe aspiracje: – Z sezonu 2014 jestem bardzo zadowolona, choć to moje pierwsze doświadczenia w jeździe na dużym koniu, do tej pory startowałam bowiem na kucach. Moja starsza siostra cały czas nie rozstaje się z jazdą kucykową. Zosia jest bardzo doświadczoną i utytułowaną zawodniczką, gdyż m.in. dwukrotnie ukończyła Mistrzostwa Europy Kuców w WKKW na Faworku, ale mam nadzieję, że dzięki Merido, ja pierwsza wezmę udział w takiej prestiżowej imprezie dla dużych koni.

Więcej przeczytasz w styczniowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"