Poradnik instruktora
Początki nie są łatwe – cz. III

Tekst: Marzanna Herzig
Foto: Paulina Dudzik

Poradnik1.jpgW pierwszej części naszego cyklu poświęconego początkom w zawodzie instruktora zaczęłam omawiać zachowania, w jakich uwidacznia się poczucie niepewności towarzyszące czasem świeżo upieczonemu instruktorowi. Zostały nam do przeanalizowania dwa ostatnie z wymienionych tam zachowań, co oczywiście nie oznacza, że wszystkie trudności już zostały opisane.

Obrażanie się. „Krzysztof niedawno został instruktorem. W grupie, którą zaczął prowadzić, jest także Radek, syn Andrzeja, wieloletniego kolegi Krzysztofa. Bliskie więzy łączące Krzysztofa z ojcem Radka są widoczne dla wszystkich. Niestety, prawie na każde zajęcia Radek mocno się spóźnia. Krzysztof, ze względu na znajomość z Andrzejem, właściwie nie reaguje. W końcu jednak w osobistej rozmowie prosi Andrzeja o punktualne przywożenie Radka na zajęcia, ponieważ rodzice pozostałych dzieci zaczęli wyrażać niezadowolenie dezorganizacją zajęć. Andrzej przeprasza gorąco i przyrzeka, że teraz już będzie przywoził syna 10 minut przed czasem. Na następny dzień przywozi jednak Radka z tradycyjnym 20-minutowym opóźnieniem… Krzysztofa opanowuje złość, czuje się zlekceważony, „wystrychnięty na dudka”. Przestaje się do Andrzeja odzywać, unika jakiegokolwiek z nim kontaktu, a do Radka odzywa się sucho i tylko wtedy, gdy musi”.

Ta historia ukazuje dość klasyczny przebieg wydarzeń prowadzących do obrażenia się w wyniku powstania uczucia złości. Złość pojawia się bowiem wtedy, gdy w naszym otoczeniu zdarza się coś sprzecznego z naszymi oczekiwaniami, potrzebami czy celami, gdy ktoś narusza nasze poczucie wartości, naszą godność czy poczucie bezpieczeństwa. Złość jest emocją trudną – zarówno dla tego, kto ją odczuwa, jak i dla jego otoczenia. Jednocześnie jednak jest emocją niezbędną i wartościową, bo wyzwala energię organizmu potrzebną do podjęcia działania obronnego. Złość pozwala bronić swojej przestrzeni psychologicznej, swoich wartości, swoich przekonań. Może być silnym impulsem do działania w sytuacjach bezradności czy zastraszenia. Może leżeć u podstaw podejmowania dramatycznych, bo zmieniających niemal wszystko, ale bardzo korzystnych decyzji życiowych. Gdy jednak nie radzimy sobie z odczuwaniem złości, boimy się ją odczuwać lub uważamy ją za emocję zakazaną, stosujemy różne strategie mające złość stłumić, zdławić, zastąpić lub zaprzeczyć jej odczuwaniu. Jedną z takich strategii jest właśnie obrażanie się. Nie jest to jednak metoda skuteczna. Celem obrażenia się jest wywołanie w osobie, do której jest skierowane, poczucia winy i skłonienie jej do przeprosin. Ale przecież nie zawsze i nie w każdej relacji cel ten udaje się osiągnąć. Dodatkowo, obrażając się, „zamykamy” złość w sobie, tym samym nie pozwalając na jej wyładowanie. Nie rozwiązujemy problemu, tylko go podtrzymujemy w sobie. Co najgorsze, w ten sposób niejako oddajemy w czyjeś władanie swój stan wewnętrzny: jeśli ten ktoś nie pokaja się i nie włoży maksimum wysiłku w przeproszenie nas, będziemy zadręczać się samotnie, wciąż przeżywając na nowo traumatyczną sytuację.

U podłoża obrażania się – według niektórych psychologów – leży strach. Strach przed ośmieszeniem, ujawnieniem niekompetencji, obawa o jakość posiadanej wiedzy czy słuszność wyznawanych wartości. Według nich to właśnie strach przed ujawnieniem czegoś, co zagroziłoby poczuciu własnej wartości, popycha daną osobę do obronnego obrażania się. Z kolei przez innych psychologów obrażanie się uznawane jest za infantylizm, bo jest to zachowanie charakterystyczne dla małych dzieci, które nie mają wypracowanych schematów rozwiązywania trudnych sytuacji społecznych. Gdy dziecko doświadcza zachowania, które godzi w jego potrzeby, w poczucie godności lub zagraża poczuciu własnej wartości, wtedy – nie umiejąc sytuacji sprostać – reaguje obrażeniem się.

Obrażanie się przynosi także negatywne skutki społeczne. Dorosła osoba skłonna do takiego reagowania ma w otoczeniu raczej słabe notowania i często otoczenie minimalizuje z nią kontakty, bo są nieprzyjemne i uciążliwe. Jak widzimy, obrażanie się jest po prostu złym sposobem reagowania przez osobę dorosłą. W jego miejsce znacznie lepiej jest podjąć starania o rozwiązanie problemu na bieżąco: zapytać o przyczyny danego zachowania, dać wyraz swojemu niezadowoleniu, powiedzieć otwarcie o ogarniającej złości, frustracji czy rozczarowaniu. Oczywiście chodzi tu o kontrolowaną wypowiedź, a nie wściekły wybuch agresji. Na przykład Krzysztof mógłby zareagować wobec Andrzeja następująco: „Jestem na ciebie wściekły za niepoważne potraktowanie naszej umowy. Uważam, że mnie lekceważysz, a nasze koleżeńskie relacje wykorzystujesz do swoich celów. Niszczysz mój autorytet w grupie. Nie zgadzam się na to!”. Zapewne uważny Czytelnik dostrzegł w tej propozycji zachowania styl asertywny. I tak właśnie jest: asertywne wyrażenie swoich uczuć, przekonań i oczekiwań w opisywanych sytuacjach znacznie skuteczniej niż obrażanie się doprowadzi do ich rozwiązania.

Więcej o trudnych początkach przeczytasz w listopadowym numerze "Koni i Rumaków".