Wiosenne przypadki czyli o padokowaniu po zimie

Tekst: Anna Sałek
Foto: Paulina Dudzik-Deko

Padokowanie.jpgDla wielu koni pierwsze plusowe temperatury, a potem pojawienie się pierwszej zielonej trawy na pastwiskach jest sygnałem, że lada moment do ich codziennego planu dnia dołączy dłuższy pobyt na padoku czy na letnich wybiegach. Wielu lekarzy weterynarii w okresie wiosny i wczesnego lata notuje wzrost odwiedzin u pacjentów z kilku powodów: są to najczęściej mniej lub bardziej niebezpieczne kontuzje związane z nagłym wypuszczeniem wystanego konia na padok, a także specyficzne kolki, kiedy zwierzę wypasane jest na świeżej trawie. Wiosna to także wszelkiego rodzaju spadki odporności, związane z wymianą włosa zimowego na letni, ale także w wielu przypadkach powrót do regularnej pracy na zewnątrz (jeśli mieliśmy możliwość treningów na hali to nie stanowi to jakiegoś szczególnego problemu, natomiast w przypadku koni, które zimą były użytkowane w ograniczony sposób, nagły i zbyt intensywny rozruch może powodować szereg problemów).

Padok i pastwisko – realne zagrożenia po zimie

Nadszedł czas, kiedy wiele koni pierwszy raz po zimowej przerwie korzysta dłużej niż zawsze z wybiegów, a z czasem ma możliwość wyjścia na pastwisko. Zanim jednak zdecydujemy się na regularne i dłuższe użytkowanie pastwisk i wybiegów, warto je skontrolować. Wiele ogrodzeń po zimie wymaga konserwacji i napraw. Popękane belki, wystające gwoździe, ostre krawędzie rurek czy łuszcząca się farba mogą stanowić realne zagrożenie dla koni. Także rodzaj nawierzchni, po której będą chodzić konie należy dokładnie obejrzeć. Przez okres zimowy mogli się pojawić nieproszeni goście, którzy kopiąc nory i kretowiska przyczynią się do możliwości powstania niebezpiecznych kontuzji związanych np. z wpadnięciem końskiej nogi w norę itp. Jeśli zauważymy nory, kopce kretów czy inne nierówności należy je niezwłocznie usunąć przed wpuszczeniem koni. Warto także dokładnie sprawdzić czy na wybiegu nie znalazły się „przypadkiem” potłuczone szklane elementy, metalowe puszki czy inne ostre przedmioty. Drobne skaleczenie może zostać niezauważone, a jego konsekwencje koń może odczuć dopiero za jakiś czas. Szczególną uwagę należy zwrócić na małe, penetrujące w głąb tkanek rany. To przede wszystkim one stanowią spory problem (szczególnie u koni z osłabioną odpornością, nie szczepionych na tężec itp.). Wiele drobnych ran, skaleczeń i otarć powstaje w momencie, kiedy po dłuższej przerwie stado wychodzi razem lub kiedy to zostanie do niego wprowadzony nowy osobnik. Z tego względu zanim zdecydujemy się zostawić grupę z obcym koniem, warto „na odległość” sprawdzić, czy nie będzie problemu z jego akceptacją (wypuszczenie konia na padok sąsiadujący z tym, gdzie przebywa grupa). Także już po wprowadzeniu nowego osobnika do stada należy poobserwować zachowanie grupy przez kilka, kilkanaście minut. W przypadku gdy ewidentnie dochodzi do aktów agresji należy zwierzę odseparować i dokładnie obejrzeć czy nie doszło do powstania niebezpiecznych urazów.

Jeśli do grodzenia  korzystamy z elektrycznego pastucha należy bezwzględnie sprawdzić, czy prąd płynie w całym ogrodzeniu i czy nie ma pojedynczych przebić. Porażenie prądem może być bardzo niebezpieczne i prowadzić do powikłań typu zaburzenia pracy serca.

Wiele koni, które z powodu niesprzyjającej aury nie miały możliwości regularnej pracy, mogą wykazywać nadmiar energii w momencie wypuszczania ich na dłuższy czas na wybieg. To niestety sprzyja wszelkiego rodzaju kontuzjom typu zapalenia ścięgien i stawów, skręcenia, naciągnięcia itp. Dosyć dobrym rozwiązaniem jest wcześniejsze „pozbycie się” owej energii poprzez np. rzetelny trening przed wypuszczeniem na pierwsze porządne wybieganie luzem. Dobrym rozwiązaniem jest także przelonżowanie. W niektórych przypadkach ograniczenie powierzchni pastwiska czy wybiegu pozwala rozwiązać problem. Niestety, czasami przynosi to odwrotny skutek, kiedy to koń nie mogąc pobiegać po prostej wykonuje nagłe skręty obciążając nadmiernie stawy i ścięgna. To z czasem może prowadzić do niebezpiecznych kontuzji. Nadmierna energia podczas padokowania koni to nie tylko możliwość urazów stawów i ścięgien, ale także mikrouszkodzeń i stanów zapalnych mięśni, które mogą być bardzo niebezpieczne dla układu wydalniczego, a w konsekwencji dla całego organizmu. Jest to związane z faktem, że z uszkodzonych mięśni uwalniany jest barwnik (mioglobina), która trafiając do nerek może zatykać kłębuszki nerkowe i powodować nawet śmiertelną w skutkach niewydolność nerek. Z tego powodu, w przypadku koni nadmiernie pobudzonych i takich, które praktycznie nieprzerwanie intensywnie poruszają się po padoku należy obserwować kolor moczu (ciemniejszy niż zwykle może sugerować stan zapalny mięśni), dokładnie omacać mięśnie (bolesne, ciepłe, tkliwe, z czasem sztywne sugerują rozwijający się stan zapalny). Jeśli zauważymy któryś z wymienionych objawów, od razu należy wezwać lekarza weterynarii. Szybka reakcja, wypłukanie niebezpiecznej mioglobiny, podanie odpowiednich leków wspomagających pracę nerek pozwoli na zmniejszenie ryzyka powikłań i odległych skutków w postaci czasowej lub trwałej niewydolności nerek.

Pierwsze wypasy koni na młodej trawie mogą wiązać się z pojawieniem zjawiska kolki. W wielu przypadkach nagły dostęp do trawy (wiele osób nie stosuje podstawowej zasady wprowadzenia nowego elementu końskiego menu i od razu wypuszcza konia na pastwisko na kilka godzin) może spowodować rozregulowanie pracy układu pokarmowego. Część koni poradzi sobie z tym problemem, inne będą miały np. biegunkę i lekkie wzdęcie, a niektóre ciężko odchorują  i mogą nawet wylądować na stole operacyjnym. Z tego powodu warto poświęcić trochę czasu i możliwość skubania trawy wprowadzać stopniowo (zaczynając od 10-15minut), tak by w ciągu kilku tygodni koń mógł bezpiecznie przebywać na pastwisku kilka, kilkanaście godzin. Zanim jednak wprowadzimy konie na trawę, należy dokładnie oczyścić je ze zwierzęcego kału, doprowadzić do takiego stanu, by zminimalizować ryzyko pobierania przez konie niewyrośniętej trawy i wyrywania jej z korzonkami (ryzyko zapiaszczenia). Ważne jest także sprawdzenie, czy od zeszłego sezonu nie pojawiły się na nim rośliny trujące dla koni, a także należy ustalić czy pastwisko nie było ostatnio spryskiwane czy nawożone substancjami, które są szkodliwe dla koni. Czasami warto poczekać, zgodnie z zaleceniami producentów pestycydów i nawozów.

Szczególną troską w przypadku wprowadzania na pastwisko powinny być objęte konie z tendencją do ochwatu i ze diagnozowaną chorobą Cushinga. Naukowcy dowiedli, że „pierwsza trawa” zawiera większe ilości (w porównaniu do tej prawidłowo wyrośniętej i odrastającej w późniejszym okresie pastwiskowym) węglowodanów niestrukturalnych (NCS – Non Structural Carbohydrates), w uproszczeniu w Polsce nazywanych cukrami prostymi, których nadmiar w diecie może być bardzo niebezpieczny dla tych grup koni. Ponadto badania pokazały, że poziom NCS w młodej trawie (ale także i tej starszej) ulega obniżeniu wieczorem. Z tego względu należy niezwykle ostrożnie wprowadzać konie na pastwisko. W wielu stajniach zagranicznych wypas koni z Cushingiem i z tendencją do ochwatu odbywa się na uboższych pastwiskach, często kilka tygodni po wprowadzeniu na pastwisko koni zdrowych, w krótkim okresie wieczornym i / lub wcześnie rano (dodatkowo konie często mają zakładane specjalne kagańce uniemożliwiające pobranie nadmiernej ilości trawy).

Więcej przeczytasz w kwietniowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki".