baner_sklep_215x215.jpg

Paddock paradisePaddock_paradise_2.jpg

Tekst: Jakub Gołąb, Ada Majocha
Foto: Paulina Dudzik

Wiele mówi się o tym, że koń to zwierzę otwartych przestrzeni. Ciągłe poszukiwanie jedzenia, ucieczki przed drapieżnikami i wędrówki do nielicznych wodopojów skutkują tym, że poza krótkimi okresami snu/odpoczynku dziki koń jest w ciągłym ruchu. Niezliczone ilości kilometrów przemierzone przez konie przez miliony lat od początku ich historii doprowadziły do powstania szeregu przystosowań do takiego trybu życia. Sięgają one częstokroć bardzo głęboko i dotyczą fundamentalnych założeń „konstrukcyjnych” (anatomicznych i fizjologicznych). Są nierozerwalnie związane z trybem życia wędrownego zwierzęcia stepu, a każda próba ich zmiany nieuchronnie spowoduje, że przystosowania te zamiast pomagać przeżyć, staną się źródłem poważnych problemów. W ewolucyjnej skali czasu udomowienie koni jest nic nieznaczącym epizodem i chcąc stworzyć im najbardziej komfortowe warunki egzystencji i uniknąć kłopotów, powinniśmy zapewnić środowisko maksymalnie zbliżone do tego, do którego przystosowały się przez miliony lat. Jakie ono jest?

Dzikie konie praktycznie ciągle jedzą. Jest to konieczne, aby przetrwać na stosunkowo ubogiej paszy. Miliony lat takiego odżywiania spowodowały, że układ pokarmowy konia zaadaptował się do sytuacji, w której cały czas pracuje, a jednocześnie nie jest nigdy w 100% obciążony. Ponieważ rośliny na stepie rosną w kępkach i raczej nie zdarza się, żeby była to roślinność obfita, konie szukając jedzenia i wędrując od kępki do kępki przez 16-18 godzin w ciągu doby, pokonują średnio 20-30 km. Śpią najwyżej 6 godzin na dobę rozłożonych na kilka-kilkanaście okazji, a główną porą spoczynku jest południe – czas, kiedy jest zbyt gorąco, żeby jeść i kiedy śpi większość drapieżników, bo jest zbyt gorąco, żeby zająć się polowaniem.

Co musimy im zapewnić?

Ze względu na zdrowie i komfort psychiczny koni powinniśmy za wszelką cenę dążyć do jak najbardziej naturalnego żywienia, tj. zróżnicowanej paszy objętościowej dostępnej do woli 24 godziny na dobę. Pozwala to nie tylko na optymalną pracę układu pokarmowego i eliminuje ryzyko związane z najróżniejszego typu schorzeniami kolkowymi, ale również dostarcza koniom zajęcia. Wiele koni domowych jest chorych psychicznie z nudy – bardzo często zapominamy, że komfort psychiczny jest równie ważny (o ile nie ważniejszy!) jak fizyczny – koń musi się czymś zająć!

Drugą najważniejszą sprawą jest zapewnienie ruchu. Jak już wspomnieliśmy, konie w naturze przemierzają ok. 20-30mkm w ciągu doby, co daje ok. 20-30 tys. kroków. Możemy porównać to z dystansem przemierzanym przez konie domowe utrzymywane na pastwiskach (5-6 tys. kroków dziennie) i w boksach 24 h/dobę (~800 kroków dziennie). Główny problem wynikający z tak dużego niedoboru ruchu to niedorozwój struktur amortyzujących kopyta, czyli strzałki gąbczastej i chrząstek kopytowych. U dzikiego konia rozrost tych struktur stymulowany jest przez ruch – tysiące uderzeń kopyta o ziemię dziennie od chwili urodzenia. U konia domowego ta stymulacja jest niedostateczna, co powoduje, że struktury te są niedorozwinięte. Aby ich nie przeciążać, koń zaczyna stawiać kopyto „od palca”, co skutkuje upośledzeniem całego mechanizmu kopyta i dalszymi problemami z tego wynikającymi.

Najważniejszą rzeczą jest ograniczenie czasu, jaki koń spędza w boksie. Dla uciekającego zwierzęcia stepu nie istnieje nic bardziej nienaturalnego niż zamknięcie w ciasnej przestrzeni, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Ideałem, do którego powinniśmy dążyć, jest niezamykanie koni w stajni. Przy i tak już niedostatecznej ilości ruchu koń nie „nadrobi” godzin spędzonych w boksie, co najwyżej po wypuszczeniu pobiega intensywniej przez kilkanaście minut. Ponieważ konie nie śpią w nocy, zamykanie ich „tylko na noc” skutkuje ograniczeniem ruchu nawet o 70%.

Wydawać by się mogło, że oba te problemy – żywienie i niedobór ruchu – rozwiązuje wypuszczenie koni na całą dobę na pastwisko. Pomijając fakt, że nie każdy z nas ma taką możliwość, nie jest to wcale rozwiązanie idealne. Byłoby takim, gdybyśmy wypuścili je na łąki zbliżone swoją strukturą do stepu. Nasze pastwiska są jednak inne. Porośnięte odmianami traw odpornymi na zgryzanie, o wysokiej koncentracji substancji odżywczych i energii, dającymi wysoki plon, są dla koni przystosowanych do ubogiej paszy „za dobre”.

W takich warunkach konie mają dostęp do zbyt dużej ilości jedzenia naraz. Zamiast szukać pożywienia kilkanaście godzin na dobę i zrywać je drobnymi kęsami, stoją i jedzą „całym pyskiem”. Prowadzi to do niedokładnego żucia i gorszego wymieszania pokarmu ze śliną, a co za tym idzie – gorszego trawienia i przeładowania przewodu pokarmowego. Konie „nażarte do nieprzytomności” stoją i drzemią, potem budzą się i wszystko zaczyna się od nowa. Zamiast równomiernego wypełnienia przewodu pokarmowego pojawiają się cykle koń głodny – koń przejedzony.

Konwencjonalne pastwisko nie zapewnia również ruchu. Jak wykazują obserwacje, konie wypuszczane na tradycyjne pastwiska wędrują zaledwie 2-8 km na dobę, co w porównaniu do warunków naturalnych jest całkowicie niewystarczające z punktu widzenia komfortu psychicznego konia i jego rozwoju fizycznego. Dzieje się tak dlatego, że konie wypuszczone na pastwisko nie mają po co się ruszać – nie ma drapieżników, jedzenie jest pod nosem, a woda zawsze dostępna.

Co możemy zrobić?

Jeśli mamy możliwość wypuszczenia koni na duże pastwiska zbliżone charakterem do naturalnych (np. łąki górskie), nie mamy problemu. Co jednak, jeśli nie dysponujemy dużym areałem, a jedynie kawałkiem padoku lub niewielką łączką? Czy nie da się nic zrobić?

Da się. Możemy stworzyć swój własny „rajski padok” (paddock paradise). Paddock paradise to jednocześnie nazwa własna i pewna koncepcja utrzymania koni, która ujrzała światło dzienne w książce J. Jacksona pod tymże tytułem. Głównym założeniem jest stworzenie takich warunków i dostarczenie koniowi takiej stymulacji psychofizycznej, która skłoni go do niemal ciągłego ruchu.

Idea paddock paradise bazuje na obserwacji, że terytorium dzikiego konia nie jest terytorium obszarowym (konie w naturze nie rozsypują się na przestrzeni tak jak krowy), a liniowym – stado porusza się po swoim terenie stałymi ścieżkami. Okazuje się, że jeśli ograniczymy możliwość „rozsypywania się” stada na boki poprzez wygrodzenie systemu ścieżek, zachęci to konie do ciągłego ruchu.

Więcej na temat tego zbliżonego do naturalnych warunków sposobu utrzymywania koni oraz wskazówki dotyczące budowy własnego "rajskiego padoku" w październikowym wydaniu "Koni i Rumaków"