WETERYNARIA
Niedokrwistość zakaźna koni – już nie taka egzotyczna


Tekst: Anna Sałek
Foto: Piotr Filipiuk

NZK.jpgNiedokrwistość zakaźna koni, popularnie nazywana NZK, przez lata była nieco egzotyczną chorobą dla hodowców i właścicieli koni w Polsce. Kiedy polskie konie coraz częściej podróżują na zawody, pokazy itp. do innych państw, natrafiamy na konieczność wykonania badań potwierdzających, że nasz koń nie jest chory na NZK. Niestety, choroba ta na Zachodzie i za oceanem potrafi zaatakować sezonowo, a wraz ze wzrostem populacji owadów, które przyczyniają się do roznoszenia choroby oraz podróżami koni i ludzi, pojawia się realne zagrożenie do wystąpienia jej także w Polsce.

Identyfikacja zagrożenia, czyli co wywołuję chorobę

Niedokrwistość zakaźna koni (ang. equine infectious anemia – EIA) znana jest już właściwie od XIX wieku. Wtedy jednak mało kto wiązał ją z czynnikiem zakaźnym, a za jej przyczynę uważano np. błędy w żywieniu zwierzęcia lub nadmierną jego eksploatację. Co ciekawe, w 1904 r. po wielu latach poszukiwań stwierdzono, że choroba ta jest wywoływana przez wirusa, a samą NZK uważa się za pierwszą chorobę zwierzęcą o potwierdzonej etiologii wirusowej. Minęły kolejne dziesiątki lat i dopiero w latach 80-tych ubiegłego wieku zrozumiano patogenezę tej niebezpiecznej choroby. Wirus, który wywołuje NZK należy do rodziny Retroviridae, podrodziny Lentivirinae, rodzaju Lentivirus. Warto podkreślić, że genom tego zarazka to jeden z najmniejszych i najprostszych genomów w swojej rodzinie zbudowany tylko z 1-niciowego RNA. Wspomniany czynnik zakaźny może wywoływać u koni przetrwałe zakażenie z nawracającymi epizodami wiremii (obecność wirusa we krwi). Wtedy to właśnie najsilniej są wyrażone objawy choroby czyli gorączka i wszelkie oznaki ogólnego wyniszczenia organizmu (apatia, spadek wydolności, niechęć do treningu itp.), a w badaniach krwi niedokrwistość i małopłytkowość. Jest to niestety typowa infekcja wirusem "powolnym"; dożywotnia, nieuleczalna, często subkliniczna (objawy kliniczne są słabo wyrażone lub mogą być niezauważalne – przebieg choroby "utajony").

Choroba dotyka tylko i wyłącznie koniowatych. Przy czym problem ten jest ogólnoświatowy, w Europie co kilka lat pojawiają się punktowe ogniska choroby, natomiast w USA od kilku lat obserwuje się zwiększoną liczbę potwierdzonych przypadków zachorowań. To, że choroba ma ogólnoświatowy zasięg jest związane z faktem, że wirus przenoszony jest przez owady, najczęściej występuje ona w krajach o ciepłym klimacie, na nisko położonych, obfitujących w opady obszarach. Największą liczbę zakażeń notuje się w okresie letnim, na terenach podmokłych (południowa Afryka, północna Australia, ale także Stany Zjednoczone czy Ameryka Środkowa). Co ciekawe, coraz więcej krajów (np. USA) wprowadza rutynowe badanie przed przekroczeniem granicy państwa czy udziałem w zawodach, przed kryciem na terenie danego państwa. Niestety, postępowanie w stosunku do zwierząt seropozytywnych, czyli takich, u których stwierdzono chorobę w zależności od lokalnych regulacji prawnych może być bardzo drastyczne (eutanazja lub dożywotnia kwarantanna).

Do zakażenia wirusem dochodzi poprzez przeniesienie go przez owady, ale także przez niesterylne narzędzia (igły, tarniki do zębów, sondy) czy podczas badania per rectum. Mimo pojawienia się wirusa w nasieniu ogierów, nie ma jednoznacznych informacji o możliwości zakażenia tą drogą. Za głównych winowajców w szerzeniu się choroby uznaje się owady z rodziny Tabanidae (bąkowate), zwłaszcza gzy końskie. Co ciekawe, dość często mówi się, że największym zagrożeniem jest sytuacja, kiedy owad musi przerwać posiłek (np. z powodu skutecznego odganiania się konia ogonem itp.) i leci na innego konia, aby dopić krwi. Tu bardziej narażone są konie pobudliwe, nerwowe, wypasane na wilgotnych, leśnych terenach, gdzie obserwuje się nagromadzenie owadów. Z tego powodu bardzo ważną rolę w zwalczaniu i zapobieganiu występowania tej choroby przypisuje się zwalczaniu owadów i zabezpieczaniu koni przed pogryzieniami poprzez stosowanie odpowiednich insektycydów, derek, masek ochronnych lub wypasaniu koni w okresie, kiedy liczba owadów jest niewielka (np. nocą) i na terenach, gdzie owady pojawiają się mniej chętnie (z dala od wody, lasów, nagromadzonego obornika itp.).

Więcej przeczytasz w październikowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"