Naturalnie czyli jak?Karen_Rohlf.jpg

Tekst: Karen Rohlf
Tłumaczenie: Klara Naszarkowska
Foto: Dana Rasmussen

 „Naturalne”, „normalne”, „tradycyjne”, „klasyczne”, „łagodne”, „świadome”... jakim rodzajem koniarstwa Ty się zajmujesz?

Pomyślałam, że mogłabym napisać o słowach, których używamy do opisania tego, co robimy. To, co ja robię, opisuję jako: ujeżdżenie, naturalnie… Łatwo więc sobie wyobrazić, że zdarza mi się odwiedzać wielu ludzi, którzy nazywają siebie „ujeżdżeniowcami”. A także wielu uczniów, którzy określają się „naturalsami”. I niestety, w obu tych grupach widziałam dużo zadufania.

Uczeń-naturals: Mój koń był źle traktowany, zanim do mnie trafił, dlatego jest taki... (emocjonalny, tępy, zgaszony, itd.).
Ja: Źle traktowany? W jaki sposób?
Uczeń-naturals: O, był w normalnej stajni, lonżowali go tam na wypinaczach.
Albo:
Uczeń-ujeżdżeniowiec: Konie naturalsów tylko latają na linie, jak chcą. A oni nie mają pojęcia, że to źle… Że z koniem trzeba pracować…

I oczywiście – czasem te stwierdzenia są uczciwym opisem sytuacji. Ale zazwyczaj w takich sytuacjach, jak opisane powyżej, naturals będzie wynajdywał przewiny ujeżdżeniowców, nie dostrzegając własnego wpływu na konia… A ujeżdżeniowiec może krzywdzić konia na poziomie umysłowym/emocjonalnym, stosując – w imię prawidłowej biomechaniki – przymus wobec ciała.

Słyszałam, jak ujeżdżeniowcy naśmiewali się z parellowców: „Oni są jak sekta, wszyscy ubierają się tak samo. Wszystkim tym trenerom metod naturalnych chodzi tylko o marketing”. Mówili to, sami ubrani w bryczesy z pełnym lejem od Pikeura, koszulkę Kyry Kyrklund, w chodakach Dansko, z Jack Russel terierem (lub corgi) pod pachą. Naturalsi będą za to szeptać między sobą, nazywając profesjonalistę „normalnym trenerem ujeżdżenia”. Jakby słowa „normalny” i „ujeżdżenie” były z gruntu złe. (A co by zrobili, gdyby większość zajmowała się metodami naturalnymi? Czy określenie „normalny” stałoby się OK?)

Słowa mają wielką siłę, ponieważ tylko krok dzieli je od naszych myśli. My, ludzie, lubimy nazywać i kategoryzować rzeczy. Nasze mózgi będą ciężko pracowały, by znaleźć szufladkę dla wszystkiego, co widzimy. Tak więc jakie są nasze myśli? Jakie są nasze przekonania dotyczące koniarstwa i jaki jest nasz poziom zrozumienia tego, co widzimy? Co dla nas naprawdę znaczą te szufladki? Co jest „normalne”? Co jest „naturalne”? Co jest „klasyczne”? Są niezwykli koniarze, którzy nigdy nie nazwaliby siebie „naturalnymi”, i są ludzie, którzy określają się „naturalsami”, ale nigdy nie staną się koniarzami. Słowa mają moc, ale są też zupełnie nieadekwatne, kiedy przychodzi do opisywania czegoś naprawdę wartościowego. To dlatego, gdy dzieje się coś naprawdę niezwykłego, odbiera nam mowę. Dlatego uważaj, wrzucając coś do szufladki.

„Kiedy doświadczenie wymyka się słowom, życie nabiera znaczenia”

Czy kantarek sznurkowy czyni cię naturalsem? Czy stajesz się drapieżnikiem, jeśli twój koń chodzi w ogłowiu z nachrapnikiem? Czy można szkolić konia od pierwszego dnia na munsztuku i z ostrogami i być prawdziwym koniarzem? Czy można szkolić konia na wolności i bez ogłowia i krzywdzić go? Czy jeśli ktoś nie nazywa siebie „naturalnym”, to znaczy, że nie kocha swojego konia? Czego dokładnie szukamy, tak naprawdę? Czasem te przymioty są trudne do określenia. Lubię cytować definicję FEI (Fédération Equestre Internationale) dotyczącą celu ujeżdżenia: „Celem ujeżdżenia jest rozwój konia w szczęśliwego atletę poprzez harmonijną edukację. Dzięki niej koń jest spokojny, rozluźniony, elastyczny i giętki, a także pewny siebie, uważny i gorliwy, co pozwala mu osiągnąć doskonałe porozumienie z własnym jeźdźcem”.

Pat Parelli mówi o metodach naturalnych w ten sposób: „Dynamiki koniarskie można osiągnąć w sposób naturalny poprzez komunikację, zrozumienie i psychologię raczej niż przez strach, działania mechaniczne i przymus”.

Cały artykuł przeczytasz we wrześniowym numerze "Koni i Rumaków". Tekst jest początkiem cyklu poradniczego o jeździectwie naturalnym autorstwa Karen Rohlf - kolejne odcinki w następnych numerach naszego miesięcznika.