Ujeżdżenie klasyczne. Część 9
Moravita Experience

Tekst i foto: Paulina Dudzik (paulinadudzik.com, moravita.com)

Moravita.jpgDla prawdziwej sztuki jeździeckiej nie ma recepty, sztuczek ani dróg na skróty, bez względu na to, w jakim siodle jeździmy. Trzeba się nauczyć, że największą uwagę należy poświęcić pozornie najprostszym rzeczom i to jest często najtrudniejsze. Jedną z najważniejszych zasad dla jeźdźca jest stawianie dobra konia na pierwszym miejscu, innymi słowy, aby zwrócić uwagę na jego samopoczucie w stajni, podczas opieki i treningu. Chwila, gdy człowiek zaczyna pracować z koniem, determinuje, czy stanie się on wielkim sportowcem i artystą, który w przyszłości będzie w stanie spojrzeć wstecz na długie i zdrowe życie swojego wierzchowca, czy jego droga skończy się zbyt szybko z powodu złej opieki i nieprawidłowej pracy. Korzystając z wiedzy, czasu, dyscypliny i kontroli ciała można doprowadzić konia bez użycia pomocy do wygodnej i zrelaksowanej pozycji poprzez uczciwą pracę. Nie trzeba osiągnąć najwyższego poziomu, ale trzeba zawsze mieć poczucie, że cokolwiek osiągnęliśmy, zrobiliśmy to dzięki dobrej i uczciwej pracy. Wtedy ty i twój koń zawsze będziecie szczęśliwi (Dorothee Baumann-Pellny).

Aletta i Ton Duivenvoorden, właściciele ośrodka Moravita w Holandii, od kilku lat dzielą się swoją ogromną i interdyscyplinarną wiedzą oraz doświadczeniem z ludźmi z całego świata. Ze względu na ogromne zainteresowanie, oprócz organizowanych regularnie kursów i szkoleń zdecydowali się uruchomić program Moravita Experience, który działa na zasadzie połączenia studiów i stażu. Pomysł narodził się w roku 2010 i po dwóch latach dopracowywania ruszył pełną parą w 2012 r. Program trwa trzy miesiące, a każdy z tygodni obejmuje inny temat przewodni, poczynając od zapoznania się z miejscem i obowiązkami, poprzez wiedzę na temat ujeżdżenia klasycznego, koni barokowych – ich historii i hodowli, zachowania koni, zasad żywienia i utrzymania do elementów treningu i pracy z końmi, szczególnie ze wskazaniem na naukę określania celów, planowania pracy oraz zasad interakcji pomiędzy koniem a człowiekiem. W czasie trwania programu student otrzymuje kilka lekcji tygodniowo, obejmujących pracę z ziemi, czyli free work (pracę luzem), lonżowanie i pracę w ręku. Dodatkowo raz w tygodniu odbywa się sesja trenerska, podczas której podsumowywane są wyniki pracy danego tygodnia, ogólny progres oraz zadania na kolejne dni. Program pozwala zdobyć maksymalną wiedzę w dość krótkim przedziale czasu i jest skierowany głównie od osób, które pragną połączyć chęć podróżowania i poznawania nowych ludzi, ze zdobywaniem doświadczenia oraz przede wszystkim – z kontaktem z końmi.

Ania Guzowska – uczestniczka programu:

Pomysł na to, by pojechać na staż jeździecki do Moravity zrodził się w mojej głowie około półtora roku temu. Program, który oferował ten ośrodek, był dokładnie tym, czego szukałam – nauka pracy z końmi według zasad klasycznego ujeżdżenia w zamian za codzienną pracę w stajni. Staż miał trwać 10 tygodni i był skierowany do wszystkich osób, które chcą rozwijać swoje umiejętności pracy z końmi i dla których ważne jest, by zwierzęta te były godnie traktowane. Nie zastanawiając się długo, wysłałam do Moravity swoje CV i list motywacyjny, które zostały rozpatrzone pozytywnie i pod koniec marca zeszłego roku znalazłam się w Holandii.

Gdy przyjechałam na miejsce,od samego początku rzuciło mi się w oczy, jak profesjonalnie prowadzony jest ten ośrodek. Pomimo bardzo dużej liczby koni, praca była zorganizowana tak, że każdemu z nich poświęcało się czas w ciągu dnia. Ludzie pracujący w Moravicie podchodzili do zwierząt z szacunkiem i wyrozumiałością, dzięki czemu były one przyjacielskie i ufne.

Nasz zespół składał się z kilku stałych pracowników – trenera Tona i jego żony Aletty, która zarządzała całym ośrodkiem, menedżerki Sabriny, Bo – będącej stajennym jeźdźcem, Hilli i Abby – luzaczek oraz 2-3 stażystów. Wszyscy mieszkaliśmy w jednym domu, razem wstawaliśmy, jedliśmy, pracowaliśmy i kładliśmy się spać. Tworzyliśmy zespół w pełnym tego słowa znaczeniu – każdy się nawzajem wspierał, dzielił doświadczeniami, a także cieszył indywidualnymi sukcesami drugiej osoby.

Nasz dzień zaczynał się o godzinie 6:45 karmieniem koni i wspólnym śniadaniem. Potem skupialiśmy się na obowiązkach stajennych – wypuszczeniu koni na padoki, posprzątaniu stajni i terenu wkoło ośrodka. O 10, przy okazji przerwy na kawę, wspólnie z Tonem i Alettą ustalaliśmy porządek dnia i do godziny 16 spędzaliśmy czas na pracy z końmi. Zazwyczaj miałam przydzielane 4 do 6 koni dziennie – czasem pracowałam z nimi sama, czasem miałam lekcje z Tonem lub Bo. Każdego dnia były też inne zajęcia – takie jak kąpanie czy ekstra wyczyszczenie niektórych koni bądź przygotowanie ich na zawody. Po południu sprowadzaliśmy konie do boksów, sprzątaliśmy ponownie stajnię i karmiliśmy. Dzień kończyły pyszne obiady przyrządzone przez Alettę.

Tym, na co czekałam najbardziej każdego dnia, były lekcje. Początkowo były to lekcje pracy z ziemi – luzem bądź na lonży. Z czasem doszła do tego praca w ręku i jazda.

Pamiętam dobrze moją pierwszą lekcję, którą poprowadziła mi Bo – było to lonżowanie na kawecanie. Przydzielono mi niedużą, młodą klacz lipicańską – Agnitę. Koń wrażliwy, pełen wigoru, ceniący spokój i pewność siebie człowieka.

Gdy stanęłam z nią na ujeżdżalni i Bo poprosiła mnie, bym pokazała jej, jak dotychczas lonżowałam, poczułam się, jakbym robiła to pierwszy raz w życiu – Agnita nie reagowała na moje pomoce, a ja szybko zrozumiałam, że nie wystarczy biernie stać w środku i opędzać ją batem po okręgu, bo reagowała na to szybkim, niekontrolowanym galopowaniem wkoło mnie.

Filozofia klasycznego lonżowania była mi obca i na początku miałam z tym duże problemy, jednak Bo była dobrą i cierpliwą nauczycielką, dzięki czemu szybko zaczynałam dostrzegać, ile zależy od sposobu, w jakim się poruszam, od mojej postawy, wewnętrznej energii, działania głosu, rąk i bata.

Więcej przeczytasz w czerwcowym numerze "Koni i Rumaków".