Portret
Moonshine. Transakcja z przypadku

Tekst: Małgorzata Odyniec
Foto: Katarzyna Boryna

Moonshine.jpg

O sześcioletnim Moonshinie głośno się zrobiło pod koniec sezonu 2016, gdy jako jedyny sześciolatek wyjechał z Polski do Lion D’Angers, by brać udział w Mistrzostwach Świata Młodych Koni. Przyszedł na świat w SK Krasne, bo jego hodowca Janusz Szweycer nie miał wtedy jeszcze odpowiednich warunków dla klaczy ze źrebakiem i oddał moszniańską Maderę na wyźrebienie w profesjonalne ręce. Gdy Moonshine dorósł, brał udział w gonitwach dla folblutów i tam w wieku trzech lat nabawił się lekkiej kontuzji. Mógł zostać sprzedany do Kazachstanu, by startować w wyścigach na stepie. A jako że ścigające się tam konie traktowane są jak sprzęt jednorazowego użytku, to hodowca zadzwonił do Mikołaja Reya z Bolęcina z pytaniem, czy nie zechciałby miłego konika do rekreacji. Mikołaj znany jest z tego, że przygarnia różne życiowe kaleki i doprowadza je do zdrowia. Wystarczy przypomnieć Kesra, który był już w rzeźni, a teraz startuje w WKKW. I tak młody ogier, w nowym domu zwany pieszczotliwie Muńkiem, zmienił właściciela za bardzo niewielką kwotę.

Początkowo Mikołaj jeździł go osobiście, nawet nie myśląc, że szykuje go do sportu, po pół roku przekazał go młodej zawodniczce Magdalenie Paraszczuk. Później, gdy zarysowała się już perspektywa, że koń może zacząć przygodę w sporcie, zapadła decyzja, że zacznie go trenować Michał Hycki. Stało się to na tydzień przed wiosennymi zawodami w Jaroszówce.

Choć Muniek trafił do nowej stajni z toru, to był dość stabilny psychicznie, jednak całą pracę ujeżdżeniową należało zacząć od samych podstaw. Najgorzej było w terenie, gdy każda prosta prowokowała go do włączania biegu wyścigowego. Tak było podczas pierwszej przejażdżki. Mikołaj wybrał się na nią w towarzystwie Michała i MG Polaco. Michał wspomina to pierwsze spotkanie jako szalone i bardzo szybkie, a Mikołaj poczuł, co znaczy pęd wiatru w uszach na niedającym się kontrolować koniu. Z biegiem czasu wszystko powoli wróciło do normy. Sprawę ułatwiał jego dobry charakter i fakt, że do wszystkich nowych zadań podchodził z zaciekawieniem, ale bez zbędnych emocji. Jak wspomina Mikołaj: – To nie był koń będący przysłowiowym wariatem po torach. Tylko taki zaciekawiony młodzieniaszek, niesprawiający problemów wychowawczych. Michał podkreśla też, że koń jest chętny do pracy, ale należy uważać, by nie przesadzić z trudnością stawianych mu wymagań. Gdy się zdenerwuje, że nie wie, jak coś wykonać, to można już tylko kończyć trening. – W codziennej jeździe na placu czy hali jest bardzo płochliwy. Każda najdrobniejsza zmiana w miejscu, które dobrze zna, bardzo mu się nie podoba. Ale gdy przychodzi co do czego, na zawodach czy w terenie, jest bardzo odważny. Nie ma problemów, by wdrapać się z nim na jakąś skarpę, przeskoczyć rów melioracyjny i inne nietypowe przeszkody – opowiada Michał. – Bardzo lubię ten moment przed krosem, gdy już stoimy w boksie startowym i obaj wiemy, że mamy do wykonania jakąś robotę. I już wiem, że będzie tak jak trzeba, a on zrobi dla mnie wszystko i nawet pójdzie w ogień.

Z początku nie dawał się we znaki jako ogier, nawet klacze w rui nie robiły na nim wrażenia. Niestety, jak dojrzał, to hormony wzięły górę nad dobrym wychowaniem. W wieku pięciu lat został więc wykastrowany. Zwłaszcza, że po MPMK dla czterolatków sędzia Roman Krzyżanowski dał do zrozumienia, że Moonshine nie ma najmniejszych szans na zdobycie licencji na krycie klaczy półkrwi. Po kastracji znacznie się uspokoił i jak podkreślają wszyscy jego użytkownicy jest przekochany. Taki typowy koń-przylepa, ale mimo że uwielbia pieszczoty, to przy czyszczeniu trzeba bardzo uważać, bo potrafi szczypnąć. Jest bezproblemowy w obsłudze, transport znosi bardzo dobrze. Przyjaźnie nastawiony do ludzi, ale i do pobratymców. Chodzi w towarzystwie innych koni na padoki, a ostatnio zaprzyjaźnił się z kucykiem, który zajmuje sąsiedni boks. Muńkowi nie odpowiadało, że od przyjaciela oddziela go ściana, więc w ciągu jednej nocy wygryzł jedną deskę i rano zastano ich stojących nos w nos, bardzo zadowolonych z życia. Poza tym intrygują go wszelkie suwaki, sznurki, pętelki. Zawsze musi złapać za taką rzecz, pociągnąć i sprawdzić co to.

Więcej przeczytasz w styczniowym numerze miesięcznika "Konie i Rumaki"