Maramuresz
Tradycyjne wesela

Tekst i foto: Tomek Deko (tomekdeko.pl)

Maramuresz.jpgMaramuresz to jeden z ciekawszych rejonów Europy. Jest to kraina historyczna obejmująca część Rumunii i Ukrainy w północno-wschodnich Karpatach. Właśnie w tym regionie po I wojnie światowej istniała Republika Huculska. Obszar ten, przynależący dawniej w całości do Królestwa Węgier, pomimo swojej spójności geograficznej (jest to dolina otoczona górami Oaș, Gutâi, Țibleș oraz Alpami Rodniańskimi), historycznej i etniczno-kulturowej podzielony jest dzisiaj granicą rumuńsko-ukraińską, oddzielającą Zakarpacie od rumuńskiego województwa Maramures z siedzibą w Baia Mare.

Konie możemy tu spotkać na każdym kroku. Popularne niegdyś w górach konie huculskie hodowane są obecnie przede wszystkim w trzech dużych stadninach w Bukowinie. Na co dzień najczęściej spotkamy tu jednak konie zimnokrwiste – masywne, silne i mocno zbudowane. Konie odgrywają ciągle bardzo ważną rolę w życiu mieszkańców Maramuresz. Praca na górskich polach oraz w lesie jest prawie niemożliwa bez ich pomocy. Zwierzęta te są traktowane najczęściej jako członkowie rodziny. Warto tutaj dodać, że na ulicach spotkamy wiele wozów zaprzężonych w konie, ale żadnych jeźdźców. Wyjątkiem są wesela. 

Tradycyjne rumuńskie wesele pełne jest gościnności, radości i kolorów. Goście ubierają się w stroje odpowiednie do danego regionu. Dotyczy to również koni. Uroczystość rozpoczyna się w domu panny młodej, a ubarwia je czwórka jeźdźców na specjalnie wystrojonych koniach. Wyruszają oni z domu panny młodej i ogłaszają całej wsi, że dzisiaj wesele, jednocześnie zapraszając wszystkich do zabawy. Widok galopujących przez wieś koni, prawie zupełnie zasłoniętych przez ozdoby i dzwonki, to zjawisko nie do opisania. Widząc to, aż trudno uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Konie oprócz tradycyjnych, regionalnych ozdób, które są częściowo wypierane przez chińskie błyskotki, mają też dzwonki, więc ich przybycie można usłyszeć już z daleka. Całość odbywa się przy żywej muzyce i śpiewach.

Więcej przeczytasz w grudniowym numerze "Koni i Rumaków".