Konsekwencja

Tekst: Marzanna Herzig
Foto: Paulina Dudzik

Czasem, gdy rozważam, jakie ogromne konsekwencje wynikają z drobiazgów, kusi mnie myśl, że nie ma czegoś takiego, jak drobiazgi…

Bruce Barton

Konsekwencja jest przymiotem wysoko cenionym nie tylko w naszym społeczeństwie. Oczekuje się jej zarówno od rodziców, nauczycieli czy lekarzy, jak i od dzieci. Każde kolejne pokolenie rodziców i ich otoczenie wpaja konsekwencję swoim następcom od wczesnego dzieciństwa („Chciałeś takie duże frytki, to teraz je zjedz!”) – zarówno dla własnego, jak i ich dobra. Bowiem osoby niekonsekwentne, zwłaszcza takie, które pełnią funkcje zawodowe bezpośrednio związane z oddziaływaniem na innych ludzi, spotykają się na ogół z surową i jednoznaczną krytyką. Nawet jedno z naszych narodowych i powszechnie znanych porzekadeł głosi pochwałę konsekwencji słowami: „Jeśli powiedziałeś A, to musisz powiedzieć B”. Niektórzy z nas chętnie przyznają się do braku cierpliwości, czyniąc z tego swoją cechę charakterystyczną. Inaczej jednak niż do braku cierpliwości, do braku konsekwencji raczej rzadko się przyznajemy, a jeśli już, to najczęściej ze wstydem lub zażenowaniem. Własne trudności z zachowaniem konsekwencji postrzegamy raczej jako swoją niedoskonałość, a nie jako cechę charakterystyczną. Znajdujemy także różnorodne przyczyny zewnętrzne, aby naszą niekonsekwencję usprawiedliwić: od złego (chwilowego) samopoczucia, przez obiektywne i niezależne od nas przeszkody zewnętrzne, po przymus ze strony siły wyższej. Prawdą jest jednak, że tak pożądane przez nas zachowanie konsekwencji – szczególnie w świadomych działaniach typu wychowawczego czy treningowego – wymaga ogromnego wysiłku woli. Stanowi trudne wyzwanie zwłaszcza dla tych osób, które mają duże zapotrzebowanie na różnorodność, nie znoszą stagnacji czy stereotypowych działań. Również osoby szybko tracące cierpliwość nie należą do konsekwentnych (chyba że w traceniu cierpliwości...). Jesteśmy niekonsekwentni z wielu różnorodnych powodów, np. dlatego, że zapominamy swoje wcześniejsze działania albo dlatego, że w danym momencie wpada nam do głowy zupełnie nowy – i znacznie przez to atrakcyjniejszy – pomysł na działanie. Dlatego, że mamy miękkie serce, ponieważ boimy się skutków konsekwencji i dlatego, że bycie konsekwentnym, dla wielu z nas, na dłuższą metę staje się po prostu nudne... No bo ile razy można powtarzać to samo?

Z konsekwencją jest jak ze zdrową dietą – jest powszechnie zalecana, mamy świadomość jej wartości i znamy uzasadnienia jej stosowania. Ale dochowanie jej jest nader trudne i raczej mało atrakcyjne, na pozytywne skutki trzeba długo czekać, a każde odstępstwo burzy wyniki osiągnięte przez długie miesiące ciężkiej pracy.

Szczególnie często mówi się o konsekwencji w procesie wychowywania. Jest ona rozumiana wtedy jako spójność słów z działaniami, stosowanie tych samych reguł w tych samych sytuacjach, jednolite zachowania wobec tych samych osób za te same czyny. Rzecz jasna konsekwencja, jak każdy inny rodzaj postępowania, powinna być stosowana mądrze, czyli adekwatnie do potrzeb czy oczekiwanych skutków, a nie sztywno, jako bezwzględny warunek konieczny w każdej sytuacji. Konsekwencja inaczej jest też rozumiana i realizowana w przypadku nagradzania zachowań wychowanków, a inaczej w odniesieniu do ich karania. Wiemy np., że sporadyczne (czyli nieregularne, a więc niekonsekwentne) nagradzanie sprzyja utrwalaniu wyuczonych zachowań pożądanych („Lepiej posprzątam dzisiaj pokój, może mama będzie zadowolona i weźmie mnie do kina”), a sporadyczne (niekonsekwentne) karanie powoduje utrwalanie zachowań niepożądanych, które są w ten właśnie sposób karane („Może tym razem się uda, tak jak poprzednio!”).

Dziecko uczy się, co znaczy być konsekwentnym, w największym stopniu od swoich rodziców, w następnej kolejności od dalszych członków rodziny, a potem od innych wychowawców: w przedszkolu, szkole, klubie sportowym. Uczy się przez obserwację i własne doświadczenie. Gdy niecierpliwy czy zagoniony rodzic zmienia co rusz zasady, manipuluje oddziaływaniami na swoje dziecko w zależności od aktualnie najważniejszych dla siebie powodów (dziecko najczęściej ich nie zna ani nie rozumie), dziecko doświadcza tylko końcowego wyniku: wolno zmieniać reguły. Albo: konsekwencja kończy się na trzech próbach. Albo: jeśli to, co robisz, nazywasz konsekwencją, to tak jest, niezależnie od tego, co robisz. Problem w tym, że nader często ci sami rodzice wymagają od tych samych dzieci prawdziwej konsekwencji w innych sytuacjach – np. w kontakcie z koniem – i są ogromnie rozczarowani, widząc mierne rezultaty swoich pociech. Nie mają świadomości, że dzieci powielają po prostu ich własne sposoby postępowania, których nauczyły się w naturalny sposób, obserwując rodziców i najbliższe otoczenie w różnych miejscach i sytuacjach.

Więcej przeczytasz w majowym numerze "Koni i Rumaków".