Medytacja_1.jpgZaklinanie koni i życia: Holy Equus
Konna medytacja

Tekst: Daria Galant
Foto: Paulina Dudzik

Kontakt z przyrodą powinien przynosić człowiekowi ukojenie, refleksję nad sobą i otaczającym światem. Wpływ powietrza, słońca, deszczu i innych czynników atmosferycznych – według psychologii humanistycznej – pomaga ludzkiemu organizmowi i jego świadomości w tzw. złapaniu dystansu, pobudza myślenie twórcze, wytwarzanie hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Pod względem neurologicznym pomaga w uregulowaniu działania wszelkich narządów wewnętrznych. Okazuje się jednak, że zwykły spacer na łonie natury czasem nie wystarcza.

Wyłączenie umysłu

W poprzednich dwóch artykułach (w kwietniowym i majowym numerze „Koni i Rumaków”) opisałam dwie spośród metod należących do metodologii Holy Equus, systemu pracy koni z ludźmi, ludzi z końmi i harmonijnych kontaktów pomiędzy tymi dwoma światami.

Był to pierwszy etap wejścia w relację człowiek – koń, która określa ogólną kondycję ludzi w świecie własnym i w świecie przyrody. „Koń a ludzka psychika” oraz metoda warsztatowa „Jak poznać siebie” (JPS), skierowana do młodzieży i dzieci, to czas, w którym można przyjrzeć się swojemu człowieczeństwu, swoim myślom, oczekiwaniom i stanąć jak gdyby naprzeciwko siebie samego. Neurony lustrzane, które w relacji koń – człowiek uruchamiają się w tych dwóch organizmach (zwierzęcia i człowieka) natychmiast przy pierwszym już spotkaniu, wskazują na to, jak ważna i prawdziwa jest tzw. esencja człowieka i inteligencja przyrody, natury.

W sumie program ten dotyczy jednej ważnej rzeczy – wniknięcia w siebie i zrozumienia siebie jako jednostki w kontekście wartości innych niż ludzkie i wartości ludzkich przede wszystkim. Ważne jest tu pozbycie się nastawienia typu „chcę”, „muszę”, „wymagam”, czyli imperatywów rządzących naszą codziennością. Zamienienie ich na pogodną, delikatną, ale precyzyjną konsekwencję, wynikającą z wysokich umiejętności obcowania z płochliwą i wymagającą naturą koni i naturą ludzką skłonną do samoograniczeń, depresji, sprawowania kontroli, jest podstawą humanizmu i prawdziwej hippiki. Gdy uzyskujemy świadomość, co chcemy, możemy wówczas dowiedzieć się, jak to zrobić. Nie odwrotnie.

Tym razem przechodzimy do bardzo ważnego zagadnienia, a mianowicie do możliwości spędzania czasu z końmi w sposób refleksyjny dla siebie. To Horse Meditation, czyli medytacja konna.
Składają się na nią dwa czynniki: chęć poznania świadomości swojego ciała oraz odpoczynku ciała i umysłu oraz – niezwykle ważne dla trenerów – wyszkolenie wierzchowca do tych celów.
Znalezienie się na grzbiecie konia absorbuje umysł człowieka ponad miarę. Po prostu wyłącza go. I czy tego chce dany człowiek, czy nie, jego umysł odpoczywa, a ciało kołysane w rytm ruchów konia przechodzi pewien trening fizyczny (wydolnościowy) oraz mentalny.
Koń i jazda na nim ma tę zaletę i przewagę nad innymi formami kontemplacji, że dla osób niewtajemniczonych, dla których medytacja jest nowością, od samego początku niejako odcina ich od świata zewnętrznego. I to, o co chodzi w medytacji, czyli niemyślenie, uzyskuje się od razu.

„To było fantastyczne przeżycie” – pisze w swoich opiniach jedna z osób uczestnicząca w konnej medytacji na kursie konsultantów ds. konnej medytacji. „Kiedyś długo próbowałam uczyć się skupienia na danej chwili. Lecz przelatywał przez mnie potok myśli, sytuacji, wydarzeń. Nie potrafiłam. Gdy wsiadłam na konia medytacyjnego, natychmiast poczułam to, o co zabiegałam przez dłuższy czas różnymi innymi ćwiczeniami. Wyłączyłam się. Liczył się tylko koń, chwila na nim, moje głębokie odczucie komfortu. To było coś wspaniałego”.
„Odpoczywałem”– to znowu relacja kolejnego uczestnika. „Po prostu odpoczywałem. Jak nigdy. Ruch konia był harmonijny i wolny. Ja odczuwałem jakąś ulgę. Nie wiem, jak to określić, ale była to ulga psychiczna. Gdy wróciłem do domu, spałem jak dziecko. Żona śmiała się, że koń mnie ukołysał. Ale tak było”.
Inna relacja: „Bałam się, gdy miałam wsiąść. Nigdy nie siedziałam na koniu. Ale okazało się, że gdy odrzuciłam strach, poczułam wspaniałą radość. I byłam cały czas myślami w tej chwili. Przyjechałam do stajni ze swoimi problemami osobistymi i zawodowymi w głowie. Podczas wykładu myślałam o nich ciągle. Ale gdy już wsiadłam i koń ruszył… nawet trudno znaleźć słowa, jak zaczęłam odpoczywać”.

Oczywiście my, jako trenerzy koni, które zabiorą jeźdźca w niezwykłą podróż kontemplacyjną, musimy zadbać o to, aby koń był spokojny, ufny, wykazujący dużą empatię.
Ruch konia w stępie (bo w tym kroku porusza się podczas ćwiczeń konnej medytacji) musi być delikatny, zrównoważony, w rytmie bicia serca odpoczywającego człowieka. Czyli wliczony w muzyczne, te wolniejsze takty. Koń nie może się płoszyć i być inwazyjny. Nie może również lubić zdobywać władzy nad niedoświadczonym jeźdźcem, gdyż właśnie z takimi jeźdźcami mamy do czynienia podczas tych ćwiczeń.
Jeździec zaś ma czerpać wyłącznie pozytywne wrażenie z kontaktu z koniem podczas ruchu. Odczuć jedność ze światem zwierząt i współgranie dwóch organizmów.

Więcej o konnej medytacji i metodzie Holy Equus przeczytasz w czerwcowym numerze "Koni i Rumaków."