Jak myśli zwycięzcaZwyciezca_1.jpg

Tekst: Marzanna Herzig
Foto: Paulina Dudzik

„Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”
św. Augustyn

                Słowo „walka” w sporcie wyczynowym ma silną pozycję, jest bardzo często używane w różnych kontekstach. Walczy się z przeciwnikiem, ze sprzętem, z pogodą, trenerem, innym członkiem zespołu, niechętnymi kibicami, własną słabością, brakiem motywacji do treningu, złymi nawykami, własnymi myślami i z wieloma innymi przeciwnościami. Walka rozumiana jako rywalizacja jest istotą aktywności sportowca wyczynowego. Ta prawda jest dla nas zrozumiała. Ale walka dotyczy nie tylko tych, którzy dążą do sportowych sukcesów na najwyższym poziomie. Walczą także inni: osoby dopiero rozpoczynające swoją przygodę ze sportem i przeżywające pierwsze starty, te, które właśnie rozpoczęły naukę jazdy konnej, te, które startują w zawodach na każdym – nawet najniższym – poziomie trudności. Wszyscy walczą po to, aby odnosić sukcesy. Ale spełnienie mądrości przekazanej przez św. Augustyna jest niezwykle trudne, o czym przekonało się wielu wojowników. Rodzi się więc pytanie, jak budować swoje mistrzowskie myślenie, które będzie służyć w walce o zostanie zwycięzcą?

                Zwycięzca to stan umysłu. Aby odnosić zwycięstwa, trzeba opanować sztukę myślenia o sukcesie. Często takie myślenie utrudnia:

1)      lęk przed porażką – wielu zawodników boi się myśleć o zwycięstwie, bo nie chcą odczuwać rozczarowania lub być obiektem bezlitosnej krytyki, gdy im „nie wyjdzie”. Dlatego powszechnie stosują strategię obronną, wyrażoną słowami „nie wiem”, „może” itp.

2)      lęk przed trudnością zadania – wygrywanie oznacza pojedynek z innymi, pragnącymi tego samego, jest więc zadaniem o najwyższym stopniu trudności. Nie każdy czuje się przygotowany do podjęcia takiego zadania, choć wygrywać każdy by chciał…

3)      brak wiary we własne siły – wiara we własne siły opiera się na kilku ważnych filarach, z których jednym jest dobry trening. Gdy te filary są słabe, wiara w siebie nie ma podstaw i słabnie.

Jeden z wybitniejszych cesarzy rzymskich, Marek Aureliusz, znany także jako „myśliciel na tronie”, w swoich pismach podjął także temat zwyciężania. Wiele z tego, co napisał, do dzisiaj jest aktualne i stanowić może źródło inspiracji. Czyż nie niosą cennego przesłania jego słowa: „Jeżeli coś jest dla ciebie bardzo trudne, nie sądź, że to jest niemożliwe dla człowieka w ogóle. Owszem, miej to przekonanie, że co jest możliwe dla człowieka i zwykłe, to i dla ciebie jest możliwe do osiągnięcia”.

                Motywacja. Ważnym składnikiem mistrzowskiego myślenia jest prawidłowa i silna motywacja. Można o niej mówić różnie, a teraz pragnę zwrócić uwagę Czytelnika na rozumienie motywacji jako „zdolności do ciężkiej pracy w obliczu zmęczenia, bólu, znudzenia i pragnienia, by robić coś innego”. Aby osiągać sportowe sukcesy, trzeba pracować. Ciężko. Dużo. Nieraz monotonnie. O konieczności ciężkiej pracy zawsze mówią trenerzy. Ale przeciw sobie mają reklamy, z których ich podopieczni dowiadują się, że mięśnie wyćwiczą odpowiednie maszyny, wydolność podnoszą odpowiednie specyfiki, a większość efektów w pracy z ciałem można osiągnąć łatwo i bez wysiłków. Więc oczekują, że także trening będzie łatwy, przyjemny i bardzo szybko będzie przynosił efekty. Tymczasem mistrzowskie myślenie akceptuje konieczność poparcia ciężką pracą marzeń o zwycięstwach. Wspaniałe przykłady silnej, stabilnej motywacji do pracy treningowej znajdujemy np. w książce „Mój powrót do życia” napisanej przez siedmiokrotnego zwycięzcę Tour de France, kolarza, który osiągnął w tym sporcie chyba najwięcej, Lance’a Armstronga. Otóż opisując swoje przygotowania do kolejnego Tour, Armstrong przytoczył taką historię:

„Jeździłem, kiedy inni odmawiali, nie wyłączając moich kolegów z klubu. Szczególnie pamiętam jeden dzień. Było to 3 maja. Było zimno. Johan siedział za mną w samochodzie. Temperatura spadła do zera stopni. Nie dbałem jednak o to. Zatrzymaliśmy się na poboczu. Oglądaliśmy widoki i ocenialiśmy warunki pogodowe. Johan zasugerował, żeby zrezygnować z treningu. – Nie – odparłem. Zupełnie sam spędziłem siedem godzin na rowerze. Żeby wygrać (...), trzeba trenować nawet wtedy, gdy inni rezygnują”.

Więcej technikach kształtowania mistrzowskiego myślenia przeczytasz w marcowym numerze "Koni i Rumaków"